fot. PAP/Tomasz Gzell

Prof. T. Demendecki znów bezpodstawnie atakowany

Prof. Tomasz Demendecki, sędzia Sądu Najwyższego, kandyduje do Rady Doskonałości Naukowej. Z powodu tego, że nie jest związany z tzw. kastą, spotkały go szykany. Został nazwany „neosędzią” i osobą niegodną funkcji członka RDN, nauczyciela akademickiego oraz sędziego.

Wciąż trwają konflikty między sędziami z tzw. kasty i tymi, którzy nie należą do tej zamkniętej grupy. Ci pierwsi zarzucają drugim bycie sędziami z „nadania” obecnych władz, a nawet nazywają ich „neosędziami”. Tak określono m.in. sędziego SN, prof. Tomasza Demendeckiego.

Prof. Tomasz Demendecki, sędzia Sądu Najwyższego, wysłał do prawnika prof. Michała Romanowskiego (nie mylić z dr. Marcinem Romanowskim, wiceministrem sprawiedliwości), maila z prośbą o poparcie jego kandydatury do Rady Doskonałości Naukowej, organu mającego wpływ na nadawanie stopnia doktora habilitowanego i tytułu profesora. Prof. Michał Romanowski, z racji na powiązania ze starym układem (jest pełnomocnikiem m.in. sędziego Igora Tuleyi czy Pawła Juszczyszyna), postanowił rozpocząć nagonkę na sędziego SN.

W odpowiedzi na mail określił prośbę prof. Tomasza Demendeckiego jako „wyraz wyjątkowej bezczelności”. Pełnomocnik sędziów z tzw. kasty nazwał prof. Tomasza Demendeckiego „neosędzią” i napisał, że sprawia to, iż jest on „nie tylko osobą niegodną funkcji członka Rady Doskonałości Naukowej, ale w ogóle funkcji nauczyciela akademickiego i sędziego”.

Wytknął też sędziemu SN, że ten był promotorem doktoratu byłego wiceministra Łukasza Piebiaka, obecnie również sędziego Sądu Najwyższego, „znanego m.in. z wiodącej roli w aferze hejterskiej”. Ta – jak napisał prof. Michał Romanowski – wymierzona była w „wolnych sędziów”, czyli tych ze starego układu.

Sam dr Łukasz Piebiak odniósł się do sprawy, mówiąc w rozmowie z portalem wPolityce.pl o groźnym precedensie, który może prowadzić do wywierania nacisku na sędziego Sądu Najwyższego.

Jak zaznaczył pełnomocnik prof. Tomasza Demendeckiego, adwokat dr Michał Skwarzyński, sędzia SN nie może wejść w medialną polemikę z atakującym go prof. Michałem Romanowskim, gdyż to „odbyłoby się ze szkodą dla instytucji Sądu Najwyższego”.

To nie jedyny atak na prof. Tomasza Demendeckiego. Nagonka na sędziego miała także miejsce w 2020 r., kiedy ubiegał się o funkcję I prezesa Sądu Najwyższego. Próbowano wtedy wyciągać nierzetelnie prowadzone przeciw niemu (i umorzone) postępowanie dyscyplinarne.

Poniżej zamieszczamy oświadczenie dr. Michała Skwarzyńskiego w opisywanej sprawie.

***

Adwokat dr Michał Skwarzyński, pełnomocnik prof. UMCS dra hab. Tomasza Demendeckiego

Szanując powagę przede wszystkim instytucji Sądu Najwyższego prof. Tomasz Demendecki, odmawia udziału w takiej „dyskusji” z prof. Michałem Romanowskim. Taki narzucony styl dyskursu naukowego i prawniczego jest poniżej określonego standardu, tak jak i praktyka upubliczniania prywatnego listu skierowanego do Pana Prof. Romanowskiego. Nie zrobił tego żaden z innych adresatów listu, rozumiejąc istotę takiej korespondencji. Jak wynika z rzeszy zwrotnych wiadomości otrzymanych przez prof. Demendeckiego, taka „praktyka” jest wprost negatywnie oceniana. Jeśli wysyła się list między adwokatami, naukowcami czy innym zamkniętym gremium w związku z jakimkolwiek zagadnieniem i to powszechna praktyka, nie oznacza jednak, że jest to list publiczny, i to oczywiste.

Pamiętać należy, że każdy adwokat jest szczególnie powołany do ochrony tajemnicy, w tym korespondencji. Jest to fundament naszego zawodu. W opinii publicznej nie może być nawet cienia wrażenia, że adwokat może opublikować kierowanego do niego mail czy list. Nawet jeśli on wzbudził negatywne oceny adwokata. Opinia publiczna musi być pewna, że każdy adwokat maksymalnie chroni tajemnicę korespondencji.

Sam „list” profesora Romanowskiego powinien także budzić skrajne zdumienie. Otóż czynny adwokat powołuje się na to, że jest pełnomocnikiem szeregu Sędziów. Czyni to w „liście” dotyczącym organu naukowego – Rady Doskonałości Naukowej. Czyni to w liście kierowanym do Sędziego orzekającego w Izbie właściwej dla jego Klientów… Adwokat nie może powoływać się publicznie na takie kwestie, jak znajomość z sędziami czy ich reprezentacja.

Profesor Romanowski musiał sobie zdawać sprawę, że Sędzia Sądu Najwyższego nie może z nim wejść w „polemikę” w mediach i mediach społecznościowych na takim poziomie, bowiem odbyłoby się to ze szkodą dla instytucji Sądu Najwyższego. Tym bardziej zdumiewa taka forma wypowiedzi ze strony prof. Michała Romanowskiego.

Przyznać należy, ze sam „list” prof. Romanowskiego dotyczy istoty demokracji. Otóż nie można być kandydatem w wyborach do RDN, bo jest się sędzią SN. Kwalifikatorem do posiadania biernego i czynnego prawa wyborczego do RDN jest dorobek i tytuły naukowe. W tej materii Prof. Demendeckiemu nie stawia się żadnych zarzutów. Jego dokonania na polu naukowym i dorobek naukowy są oczywiste.  Zarzuca mu się bycie tzw. neoSędzią, ale jaki to ma związek z biernym i czynnym wyborem do RDN? Sprawa powołań sędziowskich nie jest wcale taka oczywista, jak próbuje się ją przedstawiać, a przecież nie ma to w ogóle związku z działalnością naukową.

***

Zamieszczamy również stanowisko Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski.

Stowarzyszenie Prawnicy dla Polski - komisja

radiomaryja.pl

 

 

drukuj