fot. wikipedia.org

Prof. Leszek Watesko: to, kim jesteśmy dziś, jest efektem decyzji Mieszka I

,,Dzięki tej decyzji jesteśmy Europejczykami, utożsamiamy się z Rzymem, świętym Piotrem, tradycją prawa rzymskiego, grecką filozofią i judeochrześcijańskim systemem wartości moralnych. To, kim jesteśmy dziś, (…) to efekt decyzji Mieszka I ” – decyzji, dzięki której nasz naród stał się narodem chrześcijańskim.

O Chrzcie Polski, okolicznościach, w których do niego doszło i konsekwencjach wynikających z jego przyjęcia opowiada prof. dr hab. Leszek Wetesko z Instytutu Kultury Europejskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Zanim doszło do przyjęcia chrztu

Europa była wówczas podzielona na dwa obszary: Europę chrześcijańską (Respublica Christiana) i ,,Barbaricum” – obszary nienależące do tej cywilizacji chrześcijańskiej. Mieszko przed decyzją o podjęciu chrztu i jego władztwo rodzące się już od jakichś dwudziestu paru lat leżało po tej drugiej stronie – po stronie ,,Barbaricum”. Chrześcijanie nie traktowali ,,Barbaricum” we wrogi sposób dlatego, że ci „barbarzyńscy” byli przyszłymi, potencjalnymi chrześcijanami – można było ich schrystianizować. Nie możemy mówić o jakiejś wielkiej wrogości między barbarzyńcami a chrześcijanami. Widać to zresztą nawet w źródłach pisanych. Władcy chrześcijańscy często korzystali (jeśli zachodziła taka potrzeba) z sojuszy wojskowych z barbarzyńcami i prawdopodobnie pierwsze relacje, pierwsze kontakty Mieszka z tą łacińską Europą – z tą drugą stroną – polegały m.in. na kontaktach wojskowych. Wynikałoby to z przekazu Ibrahima ibn Jakuba i jego podróży do Magdeburga na dwór cesarski – opisuje ona nam państwo Mieszka, choć nigdy do niego nie dotarł. Jest to opis z perspektywy Sasów. Opis Mieszka tak, jak widzieli go Sasi. Ibrahim ibn Jakub bardzo podkreśla wielką siłę wojska Mieszka. Mieszko wzbudzał więc respekt wśród chrześcijańskich już wówczas Sasów.

O samym chrzcie wiemy niewiele

Co do samego chrztu – właściwie nic nie wiemy na ten temat, dlatego że państwo piastowskie leżało poza granicami kultury pisma. Tak więc przy Mieszku – w momencie, gdy podejmował decyzję o chrzcie – nie było nikogo, kto mógłby to zanotować. Mieszko również nie potrafił pisać ani czytać, więc jego refleksji na ten temat też nie znamy. Skoro nie mamy źródeł, które opisują nam te wydarzenia expressis verbis, to musimy je rekonstruować na podstawie tego, czym dysponujemy. Mamy przekazy znacznie późniejsze, bo nawet te przekazy rocznikarskie z tymi słynnymi zdaniami „Mesco Dux Baptizatur”, czyli „Mieszko Chrzciciel”. One również prawdopodobnie troszeczkę później zostały zapisane. To nie było tak, że biskup Jordan, jakiś mnich czy duchowny był obok Mieszka w dniu, kiedy on się chrzcił, i zapisywał to. Po prostu z perspektywy iluś tam kilku lat zdecydowano, że to były tak ważne wydarzenia, że należałoby je zapisać, zanotować, żeby nie uległy zapomnieniu i prawdopodobnie zapisał to któryś z duchownych na tablicach paschalnych, bo z reguły właśnie na tablicach paschalnych zapisywano tego typu krótkie informacje rocznikarskie. Wszystkie źródła, którymi dysponujemy, są z perspektywy czasu. Ci autorzy patrzyli już z perspektywy kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, a nawet kilkuset lat na te wydarzenia. W związku z tym, każde z tych źródeł musimy poddać krytycznej analizie, żeby odrzucić wszystko to, co autor dodał z epoki, w której pisał tekst.

Wizja chrztu wymaga rekonstrukcji

Jak my to rekonstruujemy? W tej chwili ta nasza wizja oczywiście zmienia się na przestrzeni dziesięcioleci. Ja, jeszcze będąc studentem, uczyłem się zupełnie innej wizji. W tej chwili widzimy to troszeczkę inaczej. Po II wojnie światowej, kiedy mieliśmy bardzo niechętny stosunek do Niemców po tragicznych wydarzeniach, próbowano budować wizję chrztu Mieszka bardzo opozycyjnie. To była wizja antyniemiecką o tym, że przyjął chrzest z Czech, aby nie przyjąć go od Niemców. To była chyba błędna koncepcja, dlatego że Czesi wówczas nie mieli jeszcze swojego własnego Kościoła, bo w Pradze nie było biskupstwa. Kościół Czeski należał do Kościoła niemieckiego – był jego częścią. Także nawet gdybyśmy przyjęli chrzest z Czech, to on i tak byłby od Niemców.

X-wieczne kroniki pomocne w odtworzeniu tamtych wydarzeń

Natomiast, próbujemy to rekonstruować w oparciu o inne źródła, w których pojawiają się informacje o okolicznościach, czyli o czasach wokół roku 966. Otóż saski kronikarz Widukind, który w Korbei pisał swoją kronikę, opisuje Mieszka w dwojaki sposób. Otóż około 963 roku, kiedy opisuje wydarzenia, jak  to Wichman pokonał Mieszka, nazywa Mieszka władcą barbarzyńców. Natomiast w kontekście wydarzeń, które miały miejsce w 967 roku, a więc już rok po chrzcie Mieszka, Mieszko jest opisywany przez Widukinda jako przyjaciel cesarza. Musiało więc przydarzyć się coś bardzo ważnego między tymi latami, że zmieniła się również perspektywa patrzenia na osobę Mieszka przez Niemców. W tej chwili uważamy, że chrzest Mieszka była taką wypadkową relacji z Sasami, Czechami i ze Słowianami połabskimi i zachodniopomorskimi, którzy byli wielkim zagrożeniem zarówno dla państwa Mieszka, jak i dla Sasów. Okazało się, że aby utrzymać ich w ryzach, aby nie zagrażali ani państwu Mieszka, ani Sasom, potrzebny jest sojusz Sasów z Polakami. Cesarz, który był przecież opiekunem całego chrześcijaństwa, był władcą chrześcijańskim, nie mógł zawierać sojuszy z władcami pogańskimi. Mieszko, żeby być sojusznikiem cesarza, musiał być chrześcijaninem. On sam zdawał sobie chyba zresztą sprawę z tego, że pogaństwo się już właściwie kończy, że ta religia, ten porządek społeczny nie ma właściwie nic innego do zaoferowania. To nie było tak, że Mieszko nie miał kontaktów z chrześcijanami. Przecież kupcy tu docierali, opowiadali o chrześcijaństwie. Miał kontakty z Czechami, nie było granicy językowej, bo nie było polskiego i czeskiego języka, był jeden język zachodniosłowiański. Oni się doskonale rozumieli.  Chrześcijaństwo musiało być znane na dworze Mieszka, czyli on świadomie podjął tę decyzję, że wchodzi w tę nową kulturę, która za chrześcijaństwem stała, tę wspaniałą wielką tradycję mającą setki lat, sięgającą jeszcze głęboko do antyku. Oczywiście był to pewien gest symboliczny, bo za wejściem do nowej religii, do nowej wiary, stała też polityka. Tak sobie to w tej chwili wyobrażamy.

Chrześcijaństwo gwarancją stabilności rodzącego się państwa polskiego

Mam wątpliwości czy chrześcijaństwo mogło zintegrować inne plemiona,  ponieważ było ono czymś obcym dla tych ludzi. Oni nie znali podstaw nauki Chrystusa. Nie znali zasad, reguł, którymi rządziło się chrześcijaństwo. Coś, czego nie znamy, nie może łączyć. Zresztą sama chrystianizacja Mieszka była wydarzeniem bardzo lokalnym. Dotykała ona osoby Mieszka i jego najbliższych. Jak podejrzewa prof. Samsonowicz, w wioskach, które znajdowały się dalej od Gniezna, Poznania, nikt nie miał pojęcia o tym, że ich władca dokonuje takiego czynu i podejmuje taką decyzję. Alternatywą było trwanie w pogaństwie, ale wiemy jak ono skończyło, dlatego że Prusowie zostali podbici, Słowianie Połabscy również. To była kwestia 150-200 lat, ale wszyscy zostali podbici i żadna z tych nacji nie stworzyła swojego państwa. Te plemiona, te „narody” „rozpłynęły” się gdzieś. Wejście w struktury chrześcijańskiej Europy gwarantowało stabilność tego rodzącego się państwa. Alternatywą kolejną było przyjęcie chrześcijaństwa w obrządku wschodnim – bizantyjskim. Co prawda jeszcze nie było tego podziału – jeszcze jest przed schizmą – niemniej jednak ten porządek grecki był troszkę inny. Chrzest można było przyjąć stamtąd. Mieszko podjął taką decyzję i dzięki niej jesteśmy Europejczykami, utożsamiamy się z Rzymem, ze świętym Piotrem, jego patronem, z tradycją prawa rzymskiego, greckiej filozofii i judeochrześcijańskiego systemu wartości moralnych. To, kim jesteśmy dziś – to, jak wygląda nasza kultura, jak się rozglądamy wokół siebie – to efekt decyzji Mieszka.

Religijność Mieszka I, a pragnienie przyjęcia chrztu

Nie mamy praktycznie żadnych źródeł bezpośrednich, które mówiłyby nam cokolwiek na temat religijności Mieszka. Możemy wnioskować o niej ze źródeł, które mówią nam coś na inny temat, ale w tle tego tematu pojawiają się pewne symptomy tej jego religijności. Trudno jest to określić. Właściwie nikt odpowiedzialny nie powie, że był on religijny i że to była decyzja stricte religijna, że rzeczywiście miało miejsce jakieś zewnętrzne, głębokie nawrócenie. Czy była to decyzja polityczna? To była jedna i druga decyzja. To była epoka przed okresem oświecenia, kiedy nikt nie rozdzielał profanum i sacrum. Życie codzienne było przesycone sacrum. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że coś jest świeckie, a coś religijne. Takiego podziału nie było. Tak więc polityka również miała charakter religijny, a religia charakter polityczny. Decyzje religijne miały charakter polityczny. Natomiast są takie dwa teksty źródłowe, które wskazywałyby na to, że jednak ta wewnętrzna religijność Mieszka istniała. Z reguły to się objawia. Często mamy takie powiedzenie potoczne, że „jak trwoga to do Boga”. Jest ono gdzieś tam w naszej tradycji głęboko zakorzenione. Otóż był taki biskup Augsburga, Udalryk. On był bliskim doradcą cesarza Ottona I – miał wielkie zasługi dla Cesarstwa, w ostatnich latach swojego życia uważany był za świętego i gdy zmarł rodzina cesarska poczyniła starania, aby uznać go za świętego. Spisano żywot – według ówczesnych zwyczajów – ale również zbierano cuda, które niejako za jego wstawiennictwem  miały miejsce. W tym właśnie spisie cudów, które dołączono do żywota Udalryka pojawia się nasz Mieszko. Mamy o nim krótką informację, że został on ugodzony zatrutą strzałą. Czyli z tego wynika, że to była jakaś wojna, a Mieszko brał udział w walkach. Ta rana bardzo źle rokowała jego życiu. Za wstawiennictwem św. Udalryka miał miejsce cud – Mieszko wyzdrowiał. Gdy to się stało, gdy wracał do siebie, do swoich – dokładnie tak jest o tym zaznaczone w źródle – to obiecał, że przyśle św. Udalrykowi wotum w postaci srebrnego odlewu ręki. Taki zwyczaj, znany zresztą do dzisiaj, że ofiaruje się wota w kościołach przy różnych rzeźbach, ołtarzach, które uważa się że słyną cudami, spotykamy bardzo często. W tym mamy jakiś taki ślad tej prywatnej pobożności, że w momencie zagrożenia życia Mieszko odwołuje się – teraz nie wiemy czy to on odwołał się, czy ktoś mu zaproponował taki pomysł –do wstawiennictwa świętego.  Taki typ religijności był bardzo powszechny w tamtych czasach. Drugi dokument to „Dagome iudex”, słynny od pierwszych słów ,,ofiarowanie władztwa mieszkowego św. Piotrowi”. Książę musiał głęboko wierzyć, jeśli podarowywał swoje państwo św. Piotrowi, który miał zapewnić opiekę jemu, jego rodzinie i państwu. Jeżeli się w to nie wierzyło, to taki dar nie miałby sensu. Św. Piotr był uważany za patrona ówczesnego państwa piastowskiego i dynastii Piastów. (…) Jeżeli więc Mieszko ofiarowywał św. Piotrowi swoje państwo, swoją rodzinę i siebie, to znaczy, że głęboko wierzył w to, że ten św. Piotr będzie znakomitym patronem i że będzie wstawiał się u Boga za jego państwem, rodziną,  nim osobiście i że będzie mógł w ten sposób dostąpić zbawienia. To są takie ślady tej pobożności mieszkowej, które udało się znaleźć w źródłach.

Dobrawa i jej wpływ na decyzję Mieszka

Właściwie wszystkie teksty kronikarskie, które dotyczą chrztu Mieszka, wskazują Dobrawę i wybijają ją często na pierwszy plan. Już Thietmar, przy okazji pisania tekstu o chrzcie Mieszka, pisze, że to głównie była jej zasługa, że nawet nie pościła, żeby zachowywać się tak jak pogański Mieszko, żeby później tym bardziej go nie przymusić, ale zachęcić do tego, żeby przyjął chrześcijaństwo, żeby dał się ochrzcić. To jest tradycja niemiecka – to o Mieszku mówili Niemcy, bo Thietmar pisał to z perspektywy Merseburga. Ten tekst nie był znany polskim kronikarzom. Także i Gall Anonim pisze o udziale Dobrawy w tym wydarzeniu. Tradycję Galla powtarzają później Wincenty Kadłubek czy Jan Długosz, modyfikując ją tylko troszeczkę przez pryzmat własnej epoki. (…) Co do Dobrawy – była ona chrześcijanką. To jest pewne. Gdy przybyła do państwa Mieszka, był on jeszcze poganinem. Takie małżeństwa zdarzały się bardzo często w historii władców Europy. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku Chlodwiga, króla Franków. Jego żona Klotylda również była katoliczką, a on był poganinem. Gdy zaglądamy do tekstów Grzegorza z Tours, to też czytamy tam, że to właśnie pod namowach Klotyldy, Chlodwig decyduje się ochrzcić i stać się chrześcijaninem. W przypadku władców angielskich,  królowa Berta z rodu Merowingów namawia swojego męża, żeby się ochrzcił i też czyni to skutecznie. Tak samo u Longobardów – królowa Teodolinda, też katoliczka, która była bardzo ważną postacią życia religijnego, politycznego epoki, korespondowała z papieżem Grzegorzem Wielkim, z cesarzem w Konstantynopolu. Tak jak pisze o niej Paweł Diakon, również za jej sprawą władcy Longobardów przyjęli chrzest. Z jednej strony możemy w tym momencie domniemywać, że mamy taki topos (oczywiście jest to pojęcie współczesne), opowieść topiczną, gdzie pojawia się kobieta, z reguły bardziej religijna i ta kobieta jest narzędziem w ręku Boga, żeby tę machinę do zabijania, którą jest mężczyzna wojownik, przymusić do chrztu i sprowadzić na dobrą drogę. Z drugiej strony kobiety miały duży wpływ na ówczesną rzeczywistość. Są takie przesądy naukowe, które mówią, że kobiety o niczym nie decydowały. A córka władcy, cesarza, była kimś bardzo ważnym. Ona decydowała o swoim życiu. „Mądra kobieta zawsze znajdzie drogę do serca swojego mężczyzny i jeżeli będzie chciała, to stworzy taką sytuację, że on zrobi to, co będzie chciała”. Nie przekreślałbym udziału Dobrawy. Co prawda ostatnio tak odchodzimy od tego i niektórzy historycy podkreślają, że jest to topos. Ja bym jednak zupełnie tego nie przekreślał dlatego, że Dobrawa, jak widać, była osobowością bardzo silną. W obydwu tych źródłach, które powstają niezależnie od siebie – w tradycji niemieckiej, która bazowała na tym, co opowiadano w Magdeburgu, Merseburgu i w tej tradycji dworskiej Piastów, pisanej przez Galla – jednak ona się pojawia. Musiała odegrać jakąś ważną rolę w tym procesie. Nie potrafimy tego dokładnie sprecyzować, bo nie mamy źródeł.

Zdania na temat miejsca chrztu podzielone

W źródłach pisanych nie mamy o tym informacji. One pojawiają się dopiero w XV – wiecznych źródłach. Na przykład Długosz pisze, że w Gnieźnie. Nie ma żadnych podstaw do tego – wymyślił to sobie. Źródła pisane na ten temat nam nic nie powiedzą. Próbujemy tutaj posiłkować się badaniami archeologicznymi, łączyć analizę źródeł archeologicznych. Profesor Jerzy Dowiat wskazywał na Ratyzbonę. Wskazywano również Pragę. Obecnie uważamy, że raczej miało to miejsce w Wielkopolsce, choć profesor Tomasz Jurek wskazuje ostatnio na Magdeburg. Dlaczego – tak jak nam się wydaje – w Wielkopolsce? Otóż chrzest nie tylko był sakramentem, ważnym wydarzeniem o charakterze osobistym, ale również był aktem polityczno prawnym, jeżeli chrzcił się władca. Dlaczego? Ponieważ ojciec chrzestny zyskiwał prawa władzy nad swoim synem chrzestnym. Tak, jak gdyby adoptował tego swojego syna. Tak na przestrzeni wieków zmienił się ten sposób widzenia roli ojca chrzestnego. Także gdyby np. ojcem chrzestnym naszego Mieszka był np. Otton I albo władca Czeski – ojciec Dobrawy, to wówczas zyskiwaliby oni nad nim władzę. Musiałby on wobec nich zachowywać się po prostu jak syn wobec ojca, słuchać ich i wykonywać ich polecenia. Dla władcy taka sytuacja była nie do przyjęcia. Jeżeli ktokolwiek chrzcił się po za granicami własnego kraju, to z zasady był to chrzest przymuszony. W przypadku przegranej wojny, jednym z warunków pokoju dla pogańskiego władcy było to, że ma się ochrzcić. Wówczas przybywał on na dwór zwycięscy, który był jego ojcem chrzestnym i w ten sposób również zyskiwał nad nim władzę ojcowską.  Mieszko – wynika to ze źródeł niemieckich – zachowywał autonomię polityczną. Wszedł w bardzo bliskie relacje z dworem cesarskim, był bliskim sojusznikiem cesarza, jednego, drugiego, trzeciego, bo i Ottona I, II i malutkiego Ottona III i jego matki cesarzowej Teofano. Nie mniej jednak zachowywał autonomię polityczną. Gdyby podlegał cesarstwu, gdyby był jego częścią, byłby wówczas jednym z wielu lenników. Tak jak władca Czeski, który był księciem Rzeszy. Wydaje nam się jednak, że ten chrzest został przyjęty w Wielkopolsce, bo to też była okazja do zamanifestowania jakiejś samodzielności politycznej.  Mieszko miał bardzo mądrych doradców. Sam był mądrym władcą, znakomitym dyplomatą, ale miał również znakomitych doradców.

Chrzest a pozycja Mieszka i rodzącego się państwa polskiego w ówczesnej Europie 

Chrzest władcy odbierano wówczas jako chrystianizację całego „państwa” („państwo” jest pojęciem nowożytnym – wówczas było to władztwo mieszkowe). Uważano, że jeżeli on się ochrzcił, to jego władztwo jest już całe chrześcijańskie. To widać u Widukinda, gdy opisuje on 963 rok, a więc czas, kiedy Mieszko był jeszcze poganinem, przegrał bitwy z Wichmanem i Słowianami Połabskimi – pisze o Mieszku jako o władcy barbarzyńcy.  Gdy w 967 roku pisze o Mieszku chrześcijaninie w kontekście zwycięstwa nad Wichmanem, to pisze już o Mieszku, jako przyjacielu cesarza. Opisuje bardzo ciekawą sytuację. Mianowicie, gdy Wichman wiedział, że zginie, a był przecież arystokratą – dlatego to do tych wojów, którzy go otoczyli (co pewnie też jest troszeczkę wymyślone przez kronikarza) miał wygłosić przemówienie. Miał mówić, że skoro już ma zginąć, to chce oddać miecz w ręce godnego człowieka – takiego samego jak on i tu jako tego godnego widział właśnie Mieszka. Poprosił o przekazanie tego miecza Mieszkowi, żeby ten mógł go wręczyć później cesarzowi. Miecz był wówczas symbolem męskości, pozycji społecznej. Ofiarowanie komuś swojego miecza było gestem bardzo symbolicznym. Po tym jak Wichman zginął, nie ma już żadnych informacji o tym, co Mieszko zrobił z tym mieczem. Widukind pisze, że cesarz miał ten miecz otrzymać w Rzymie. Miał tam też otrzymać informację o Mieszkowym zwycięstwie, z czego się bardzo ucieszył.  Z tego wnioskujemy, że Mieszko wyprawił w 967 roku – czyli bardzo wcześnie – pierwsze swoje poselstwo do Rzymu. Wysłał swoich posłów z mieczem Wichmana i informacją o zwycięstwie. Co dzieje się dalej? W 968 roku mamy pierwszego polskiego biskupa. Przybywa wówczas na nasze ziemie Jordan – jest ordynowany na biskupa. Bardzo prawdopodobne, że ta ordynacja, która, jak się teraz domyślamy, mogła mieć miejsce w Rzymie. To jest właśnie efekt radości cesarza i papieża ze zwycięstwa Mieszka – cesarza, że może spokojnie zająć się sprawami papieskimi, natomiast papieża, że wreszcie cesarz będzie mógł mu pomóc i umocni władzę biskupów Rzymu. Niby są to opowieści niedotyczące chrztu Mieszka, ale jednak ciągle w tle wracamy do tego wydarzenia, bo ono całkowicie zmieniło perspektywę patrzenia na osobę Mieszka właśnie u Sasów, którzy od momentu chrztu zaczęli go traktować jak równego sobie, jak arystokratę, jak udzielnego księcia. Był bardzo często zapraszany na zjazdy cesarskie, chociażby na słynne zjazdy wielkanocne, które miały miejsce w Kwedlinburgu. Natomiast, gdy Mieszko umiera, to w nekrologu starego, karolińskiego klasztoru w Fuldzie zapisano informację o jego śmierci. Zapisano, że zmarł Mieszko „comes et marchio”. Jego imię pojawia się tam dwa razy. Oczywiście próbowaliśmy się też domyślać, czy rzeczywiście Mieszko był „marchionem”, czyli urzędnikiem cesarskim, który z ramienia cesarza władał jakimiś ziemiami w Imperium – taka hipoteza też istnieje – ale istnieje też inne wytłumaczenie użycia tych tytułów: „comes” i „marchio” w stosunku do Mieszka. Otóż mnich, który zapisywał tę informację o śmierci polskiego, pierwszego chrześcijańskiego władcy, nie znał go – wiedział tylko, że to ktoś bardzo wysoko postawiony, jakiś wybitny władca, przyjaciel cesarza, spokrewniony poprzez drugą chrześcijańską żonę Odę z arystokracją Saską, a więc ktoś ważny. Mnich ten prawdopodobnie użył tych tytułów, żeby pokazać ważność osoby Mieszka. Na tej podstawie widzimy, jak w źródłach pisanych Mieszko staje się w pewnym momencie „marchionem”, ,,comesem”, kimś bardzo ważnym, prawie że prawą ręką cesarza.

 RIRM

drukuj