PAP/Artur Reszko

Premier wykorzystuje eskalację wojny hybrydowej do politycznych zagrywek

Atak hakerski na Polską Agencję Prasową i ranni funkcjonariusze na granicy z Białorusią – to oznaki eskalacji rosyjskiej wojny hybrydowej przeciw Polsce. Tymczasem premier Donald Tusk łączy fundamentalne kwestie bezpieczeństwa z kampanią wyborczą.

Wojna hybrydowa w rosyjskim wydaniu trwa. W piątek po południu zostały zaatakowane serwery Polskiej Agencji Prasowej. W serwisach PAP pojawiła się fałszywa informacja o rzekomej częściowej mobilizacji w Polsce. Reakcja służb była natychmiastowa – zaznaczył były minister spraw wewnętrznych, Marcin Kierwiński.

– Ten atak został szybko wykryty i unieszkodliwiony, natomiast to musi być jasny sygnał, że na kwestie bezpieczeństwa nie ma oszczędności – powiedział polityk.

W informacji przygotowanej przez obce służby decyzję o mobilizacji przypisano premierowi  Donaldowi Tuskowi. W jej wyniku 200 tys. polskich żołnierzy miałoby trafić na Ukrainę. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Jacek Siewiera, potwierdził, że za próbą masowej dezinformacji stali Rosjanie.

„Informacje dotyczące ewentualnej mobilizacji, jakie znalazły się w sieci PAP są nieprawdziwe i najprawdopodobniej celowe. (…) Jestem w kontakcie z rządem w tej sprawie. Złe wieści dla Rosji: nie da się Polski rozgrywać w takich sprawach” – napisał szef BBN na portalu X.

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się szef rządu. Połączył on tę kwestię z trwającą kampanią wyborczą.

„Kolejny bardzo groźny atak hakerski dobrze ilustruje rosyjską strategię destabilizacji w przeddzień wyborów europejskich. (…) Coraz wyraźniej widać, jak ważne są dla nas te wybory” – stwierdził Donald Tusk w swoim wpisie na portalu X.

Ma to związek z forsowaną narracją, jakoby w Polsce nadal działała rosyjska agentura. 5 czerwca odbędzie się pierwsze posiedzenie powołanej przez premiera komisji ds. zbadania wpływów rosyjskich i białoruskich. Politycy KO cały czas wmawiają wyborcom, że „PiS równa się Rosja”. Prym wiedzie w tym sam Donald Tusk, który nazwał polityków Prawa i Sprawiedliwości „płatnymi zdrajcami, pachołkami Rosji”.

Natomiast przez ostatnie osiem lat Polska uniezależniła się od Rosji gospodarczo, pomoc dla Ukrainy wyniosła miliardy euro, a w kraju na stałe stacjonują wojska amerykańskie. Premier liczy na krótką pamięć wyborców – podkreślił poseł Jan Kanthak z Suwerennej Polski.

– Pamiętamy doskonale te słowa: „My z premierem Putinem dopilnujemy tego, aby nikt nam piachu w tryby nie sypał”. To prasa moskiewska określała Tuska „naszym człowiekiem w Warszawie” – przypomniał polityk.

Szukanie agentów trwa w momencie, gdy sytuacja na granicy polsko-białoruskiej eskaluje z dnia na dzień. W ostatnim czasie w wyniku agresywnych działań migrantów obrażenia odniosło pięciu funkcjonariuszy. Liberalno-lewicowy rząd od 4 czerwca wprowadzi na Podlasiu strefę buforową. Trzy lata temu podczas pierwszego kryzysu na granicy rząd PiS wprowadził w obszarze przygranicznym stan wyjątkowy. Przeciwko jego wprowadzeniu była cała ówczesna totalna opozycja.

– Jesteście bandą oszukańców, obłudników i macie krew na rękach! – zarzucał ówczesnym rządzącym poseł Tomasz Trela z Lewicy.

– Posłowie PiS śmieją się cynicznie, kiedy my mówimy o małych dzieciach. Co na to wasze sumienia?! – mówił wtedy Mirosław Suchoń, obecny szef Klubu Parlamentarnego Polski 2050.

– Wasza historia z murem i z pozorną obroną (bo to jest żadna obrona), ma tylko na celu jedną rzecz – przykryć to, że chcecie wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej – ocenił Bartłomiej Sienkiewicz z PO, który za rządów Koalicji 15 października został ministrem kultury.

Teraz rządzący wprowadzą strefę buforową w oparciu o te same przepisy, na mocy których rząd Zjednoczonej Prawicy ogłosił stan wyjątkowy, wobec czego obecna narracja premiera zmieniła się o 180 stopni.

– Nie mamy tutaj do czynienia z żadnymi azylantami. Mamy do czynienia ze zorganizowaną, bardzo sprawną na wielu płaszczyznach, akcją łamania polskiej granicy – stwierdził Donald Tusk.

Nieumiejętność radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi powoduje, że premier przerzuca winę na przeciwników – ocenił socjolog, prof. Arkadiusz Jabłoński.

– Boi się, że każda próba rzeczowego przeciwstawienia się temu, co się stało, może ujawnić słabości funkcjonowania państwa polskiego pod jego rządami – zwrócił uwagę ekspert.

Strefa buforowa pojawi się w 27 miejscach na Podlasiu. Obejmie ona pas około 200 metrów tuż przy zaporze.

TV Trwam News

drukuj