fot. PAP/Paweł Supernak

Premier Donald Tusk robi wszystko, by całkowicie wchłonąć partyjne przystawki

Coraz więcej wskazuje na to, po wchłonięciu Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej, premier Donald Tusk będzie próbował wciągnąć na listy Koalicji Obywatelskiej Polskę 2050 i PSL, a niewykluczone że również Lewicę.

Dwa lata po wyborach przy przyszłości Polski 2050 pojawia się duży znak zapytania. Z kierowania partią rezygnuje Szymon Hołownia, a gotowi do zastąpienia go są posłowie Ryszard Petru i Joanna Mucha. Lista nazwisk nie jest jednak zamknięta.

– Spodziewamy się kolejnych kandydatur, o nich oficjalnie jeszcze nie można powiedzieć, ale sądzę, że będą jeszcze dwie-trzy osoby na pewno – mówił poseł Rafał Kasprzyk, poseł Polski 2050.

Prof. Mieczysław Ryba spodziewa się, że posłów Polski 2050 za dwa lata zobaczymy na listach Koalicji Obywatelskiej.

– Jako partia nie przetrwa, jeśli Szymon Hołownia nie będzie już liderem tego ugrupowania – wskazał prof. Mieczysław Ryba, politolog, wykładowca akademicki.

Szymon Hołownia niebawem przestanie być marszałkiem Sejmu, zastąpi go Włodzimierz Czarzasty z Lewicy. Donald Tusk nie czuje się winny temu, co dzieje się z Polską 2050.

– Nie kupuję argumentu, że to jest wina Donalda Tuska, że Szymonowi Hołowni spadło. Każdemu spada na własne życzenie – stwierdził premier.

Jednak w sejmowych korytarzach głośno już o tym, że konwencja, w trakcie której Platforma Obywatelska stała się Koalicją Obywatelską, była początkiem planu na wybory 2027.

– Po to robił jedną partię, Koalicję Obywatelską, aby dać sygnał, że pod tym sztandarem będzie w stanie wygrać wybory – oznajmił politolog.

Według „Rzeczpospolitej” plan minimum premiera to wciągnięcie na jedną listę PSL-u i Polski 2050, plan maksimum to wielka koalicja z udziałem Lewicy.

– Zarówno Polska 2050, jak i PSL balansują na granicy błędu statystycznego w sondażach, dlatego oni nie będą mieli innego wyjścia – powiedział Mariusz Gosek, poseł PiS.

Słowa zachęty w stronę PSL-u już są wypowiadane i to nie przez jednego polityka.

– Jeżeli będzie taka chęć, żeby stworzyć jedną listę, to jesteśmy otwarci – zaznaczył Jacek Karnowski, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Sygnały w stronę koalicjantów wysyła także premier.

– Dowodzą tego słowa wypowiedziane przez premiera na konwencji Koalicji Obywatelskiej – oznajmił prof. Zbigniew Orbik, etyk, filozof polityki.

Chodzi o słowa sprzed tygodnia.

– Nie ma ważniejszej lekcji, która płynie z naszej historii, także tych ostatnich kilku lat niż ta, że dobrzy ludzie, jeśli są zjednoczeni, są nie do pokonania – mówił Donald Tusk.

Donald Tusk nie boi się wciągać na listy polityków skrajnie lewicowych, wskazuje na to obecność w nowej partii Inicjatywy Polskiej i Barbary Nowackiej. Póki co Lewica stawia opór. Decyzje o starcie w wyborach podejmie za dwa lata.

– W Lewicy mamy teraz wybory wewnątrzpartyjne i 14 grudnia wybierzemy nowe władze, będziemy przygotowywać się do samodzielnego startu wyborczego – akcentował Tomasz Trela, poseł Lewicy.

Jedna lista to plan premiera, ale obok niego realizowany ma być drugi scenariusz awaryjny.

– Być może będzie jeszcze próba tworzenia jakiejś kontrolowanej opozycji do tego konglomeratu – stwierdziła red. Aneta Przysiężniuk-Parys, redaktor „Naszego Dziennika”.

Ta kontrolowana opozycja po wyborach może przerodzić się w koalicjanta premiera Donalda Tuska.

TV Trwam News

drukuj