fot. wikipedia

Powodzie na południu w Bułgarii

Ulewne deszcze doprowadziły do zamknięcia w nocy ze środy na czwartek największego przejścia granicznego między Bułgarią i Turcją, gdy pod wodą znalazł się odcinek prowadzącej do niego drogi. Dziesiątki wsi na południowym wschodzie Bułgarii zostały podtopione.

Według radia publicznego najgorsza sytuacja panuje w regionie miasta Kyrdżali, gdzie w ciągu ostatniej doby spadło 90 litrów wody na metr kwadratowy. Nieprzejezdnych jest wiele dróg, zbiorniki retencyjne w regionach Haskowa, Dimitrowgrada i Kyrdżali są przepełnione, a z niektórych woda spuszczana jest celowo.

W nocy powołano regionalny sztab kryzysowy do monitorowania stanu zbiorników retencyjnych, ponieważ są one zaniedbane i w ostatnich miesiącach powodowały powodzie w różnych regionach kraju. Tylko w Warnie i Mizii latem z tego powodu zginęło ponad 20 osób, a wyrządzone szkody oceniono na 600 mln lewów (300 mln euro).

W poniedziałek prokuratura ujawniła wyniki kontroli zbiorników, przeprowadzonej po serii zalań. Wynika z niej, że w kraju jest 212 państwowych zbiorników retencyjnych, 2183 zbiorników należących do gmin oraz 26 zbiorników prywatnych. Ich dokumentacja techniczna jest w złym stanie. Za ich stan odpowiadają aż cztery urzędy, co rozmywa odpowiedzialność. Podczas inspekcji wykryto 268 zbiorników bez właściciela, całkowicie zaniedbanych i w każdej chwili grożących wylaniem lub przerwaniem ścian. Premier Bułgarii Bojko Borysow nazwał je „tykającymi bombami”.

Według prokuratora naczelnego Sotira Cacarowa nawet zbiorniki z ustalonymi właścicielami są zaniedbane i stwarzają zagrożenie. Po inspekcji wszczęto 21 dochodzeń w sprawie przestępczych zaniedbań, ukarano 95 merów i urzędników regionalnych władz.

W poniedziałek rząd postanowił, że za bezpieczeństwo wszystkich zbiorników retencyjnych będzie odpowiadała jedna instytucja – Agencja Kontroli Technicznej przy resorcie gospodarki.

PAP

drukuj