PAP/Rafał Guz

Polskie Stronnictwo Ludowe próbuje pokazać siłę w koalicji rządu Donalda Tuska

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz nie chce być wasalem Donalda Tuska. Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego w mocnych słowach próbuje przekonać wyborców, że Ludowcy są jedynym gwarantem konserwatyzmu w rządzie. Inne zdanie w tej sprawie mają sami koalicjanci.

W miniony weekend odbyła się Rada Naczelna Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wicepremier, minister obrony narodowej i szef Ludowców, Władysław Kosiniak-Kamysz, próbował podkreślać kluczową rolę swojej partii w rządzie.

,,To my zdecydowaliśmy, że po raz kolejny premierem jest Donald Tusk. (…) Stworzyliśmy koalicję, bo taka była wola wyborców, w którą zawsze się wsłuchujemy, ale podjęliśmy tę decyzję świadomie. To nie znaczy, że nie mamy swojego zdania. PSL nie był, nie jest i nie będzie niczyim wasalem” – oświadczył podczas wydarzenia wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Taka deklaracja z ust wicepremiera może być z jednej strony próbą odzyskania utraconego poparcia społecznego. Z drugiej, to echa coraz bardziej napiętej atmosfery w koalicji. Głosy PSL-u przyczyniły się do odrzucenia projektu przewidującego bezkarność m.in. dla tych, którzy zarabiają na śmierci nienarodzonych dzieci.

– Myślę, że wszyscy zdali sobie sprawę po ostatnich głosowaniach, że nasze stanowisko w  koalicji jest bardzo silne i tego stanowiska nie da się pominąć. Ale to miało także pokazać, że jasno stoimy przy swoich wartościach – powiedział wiceminister klimatu i środowiska, Miłosz Motyka.

Na posłów PSL-u wylała się fala nienawiści ze strony środowisk liberalno-lewicowych. Doszło również do ataku na poznańską siedzibę partii. Fasadę budynku oblano czerwoną farbą. Lewica wie, że nie przeforsuje jakiegokolwiek prawa związanego z tzw. aborcją bez poparcia Ludowców, dlatego nadal będzie wywierać presję na koalicjanta.

– Jesteśmy w przypadku tego głosowania głęboko zawiedzeni postawą większości klubu PSL-u. Liczymy na refleksję z ich strony i na zmianę podejścia – wskazała poseł Anita Kucharska-Dziedzic z Lewicy.

PSL odwołując się do wartości chrześcijańskich, chce pokazać, że jest ich gwarantem w rządzie Donalda Tuska. Jednak poseł europoseł Michał Szczerba z Platformy Obywatelskiej przekonywał, że tożsamość Ludowców jest daleka od konserwatyzmu, a deklaracje wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza określił jako grę polityczną.

– PSL jest otwarty, europejski i dosyć liberalny. W związku z powyższym próba budowania mocno konserwatywnej twarzy jest trochę niewiarygodna – zaznaczył europoseł Michał Szczerba.

Według politologa, prof. Marcin Szewczaka, PSL z jednej strony próbuje forsować narrację dla swoich wyborców, a z drugiej nie chce narażać się premierowi Donaldowi Tuskowi.

– Co tak bardzo Władysław Kosiniak-Kamysz zawdzięcza premierowi Donaldowi Tuskowi, że nie jest w stanie wynieść się ponad podziały i stworzyć koalicji narodowo-katolickiej, która wreszcie by mogła w dzisiejszych czasach pokazać, że Polska jest państwem suwerennym i niepodległym? – postawił pytanie prof. Marcin Szewczak.

Nowym otwarciem w polityce mogła być dla PSL-u propozycja współpracy z Prawem i Sprawiedliwością, otwarcie podniesiona po wyborach parlamentarnych 15 października. W takim układzie sił Władysław Kosiniak-Kamysz miał objąć urząd premiera. Jednak – zdaniem szefa KP PiS, Mariusza Błaszczaka – prezes Ludowców przekreślił projekt jedną swoją decyzją.

– Władysław Kosiniak-Kamysz przyznaje, że premier Donald Tusk został premierem dzięki PSL-owi; dzięki niemu, a więc świadomie podjął taką decyzję – mówił poseł Mariusz Błaszczak.

Uległość Ludowców wobec Platformy nie zmieniła się od czasu ich pierwszej koalicji. Wówczas Władysław Kosiniak-Kamysz został twarzą podnoszenia wieku emerytalnego, a w tej kadencji jego partia poparła finansowanie z budżetu państwa procedury in vitro, która jest wprost sprzeczna z nauczaniem Kościoła katolickiego.

TV Trwam News

drukuj