[TYLKO U NAS] Prof. dr hab. P. Jaroszyński o wywózkach Polaków z Kresów Wschodnich w 1940: Słowo „deportacja” nie oddaje dramaturgii i konkretności realizmu tego, co się wówczas działo

Słowo „deportacja” nie oddaje dramaturgii i konkretności realizmu tego, co się wówczas działo. Deportacja to przeniesienie, a my wtedy mieliśmy do czynienia z wysiedleniem, z przesiedleniem, a wreszcie z zesłaniem – mówił o deportacji Polaków z Kresów Wschodnich, która miała miejsce 80 lat temu, prof. dr hab. Piotr Jaroszyński w felietonie z cyklu „Myśląc Ojczyzna” na antenie TV Trwam.

10 lutego br. będziemy obchodzić 80. rocznicę deportacji Polaków z Kresów Wschodnich. Tego dnia, w 1940 roku, tuż przed świtem sowieckie służby bezpieczeństwa rozpoczęły proces wywożenia polskich obywateli w głąb Związku Sowieckiego.

– Ludzi tych wieziono na dworce kolejowe, ładowano do bydlęcych wagonów i zakazywano opuszczania tego miejsca, gdzie w tym mroźnym wagonie kazano czasem siedzieć po kilka tygodni zanim pociąg ruszył w nieznane. Dla nas jest to wydarzenie, które odgrywa wyjątkową rolę nie tylko w dziejach naszego państwa, ale również w dziejach naszego narodu. Dlatego najpierw musimy uświadomić sobie, jakimi słowami się posługujemy. W literaturze przedmiotu używa się słowa „deportacja” – jest to słowo łacińskie, abstrakcyjne; ono nie oddaje dramaturgii i konkretności realizmu tego, co się wówczas działo. Deportacja to przeniesienie, a my wtedy mieliśmy do czynienia z wysiedleniem, z przesiedleniem, a wreszcie z zesłaniem – tłumaczył prof. dr hab. Piotr Jaroszyński.

Przymusowe wywożenie Polaków do innego kraju miało na celu pozbawienie ich i następnych pokoleń tożsamości religijnej, kulturowej i narodowej.

– Mamy do czynienia z wysiedleniem, czyli z wykorzenieniem całych grup ludności, a właściwie rodzin, które na tych terenach mieszkały od wieków i od pokoleń. Następnie przesiedlenie, czyli przeniesienie również siłą w inne miejsca, które dla tych ludzi, dla naszych rodaków były miejscami zupełnie obcymi, które nie należały do naszej ojczyzny. Planowano zmienić naszym rodakom narodowość, zmienić im wiarę czy w ogóle pozbawić Boga. I wreszcie zesłanie. Zesłanie ma miejsce wtedy, kiedy człowiek jest przeniesiony pod przymusem po to, żeby jakaś ideologia czy wielkie plany imperialne mogły się ziścić i za polskość, za patriotyzm, za swoją wierność ojczyźnie i Bogu zostaje siłą przeniesiony w takie miejsca, gdzie perspektywicznie na kolejne pokolenia ma stracić poczucie własnej narodowości i swojej wiary – wskazał felietonista.

Nasi rodacy zostali wówczas zdegradowani do poziomu człowieka, którego życie polega tylko na egzystowaniu i walce o przetrwanie.

– Musimy patrzeć na tę rocznicę z perspektywy losów naszego narodu i skutków, jakie nasz naród jako społeczeństwo, które posiada własną tożsamość religijną i narodową, jakie dotknęły naród, który aspirował do coraz wyższego poziomu kultury i świadomości. Miała miejsce degradacja, bo zamiast w środowisku sąsiadów w swoim miasteczku, kościele, szkole, uczelni rozwijać się i znajdować te soki, które człowieka uskrzydlają, nagle znajduje się on w warunkach bardzo trudnych. (…) Zamiast myśleć o rozwoju, człowiek myśli tylko o tym, jak przetrwać – podkreślał profesor.

 

radiomaryja.pl

 

 

drukuj