fot. PAP/Leszek Szymański

Płk rez. L. Wojciechowski o udaremnionym rzekomym zamachu na D. Tuska: Może to być jakiś rodzaj politycznego spektaklu. Politycy lubią czasami być „bezpiecznymi ofiarami”

Trudno nie brać pod uwagę możliwości, że może być to jakiś rodzaj politycznego spektaklu. Mam nadzieję, że tak nie było, ale jeśli tak było, to następuje dewaluacja użycia służb, w tym służb specjalnych, które powinny zajmować się poważnymi rzeczami. Nagłaśnianie takich spraw stwarza tylko zachętę dla ludzi niestabilnych psychicznie do testowania naszego państwa – mówił płk rezerwy Lech Wojciechowski, były zastępca szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wiceprezes Frontline Foundation, odnosząc się w poniedziałkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam do udaremnionego rzekomego zamachu na premiera Donalda Tuska.

W niedzielę rząd poinformował o wykryciu planowanego zamachu na premiera Donalda Tuska. Następnie poinformowano o zatrzymaniu mężczyzny, który – według doniesień – chciał przeprowadzić zamach na szefa rządu.

– Nie chcę przesądzać, jak było, czy to zagrożenie było realne, czy nie. (…) Wydawało się (…), że ono rzeczywiście może być poważne i należy z uwierzyć instytucjom własnego państwa. Późniejsze wydarzenia (…) mogą uprawniać do stawiania tezy o jakimś – niestety – rodzaju teatru politycznego. Powiadam, nie wiem, czy tak było. Być może moja opinia jest błędna, ale taka konstatacja się nasuwa siłą rzeczy, szczególnie – wydaje mi się – dla osób, które w jakimś sensie zajmowały się szeroko rozumianym bezpieczeństwem. (…) Wydaje się dosyć logiczne, że (…) nie należy w ogóle informować o takim wydarzeniu, bo to tylko może zachęcać innych potencjalnych szantażystów, czy nawet jakichś patocelebrytów, żeby formułować tego rodzaju ostrzeżenia i uruchamiać aparat państwa – zwrócił uwagę płk rezerwy Lech Wojciechowski.

Niedługo po ogłoszeniu przez służby zatrzymania mężczyzny, internauci dotarli do informacji na temat rzekomego niedoszłego zamachowca. To ponad 60-letni mężczyzna, prawdopodobnie cierpiący na zaburzenia natury emocjonalnej. Jego wypowiedź, zinterpretowana przez władze jako groźba zamachu, wcale nie musiała być groźbą. Internauci zwracają uwagę, że były to jedynie wyzwiska kierowane pod adresem szefa rządu i ministrów.

–  To wszystko, niestety, sprawia wrażenie, że instytucje państwa są używane do jakichś mało poważnych spraw. Nie można oddalić w sposób jednoznaczny wrażenia, że politycy lubią czasami być (…) „bezpiecznymi ofiarami”. (…) Wiele się mówiło o sfingowanych zamachach, które politycy sami organizują na całym świecie, w szczególności przy różnych kampaniach wyborczych – podkreślił były zastępca szefa ABW.

Kiedy pojawiają się doniesienia medialne o zamachu, opinia publiczna zawsze staje o stronie ofiary.

– Czasami warto być po prostu ofiarą i (…) trudno (…) nie brać pod uwagę [możliwości – radiomaryja.pl] (…), że może być to jakiś rodzaj politycznego spektaklu. Mam nadzieję, że tak nie było, ale jeśli tak było, to następuje dewaluacja użycia służb, w tym służb specjalnych, które powinny zajmować się poważnymi rzeczami, a nie (…) sprawami, które należy zostawić Policji, Służbie Ochrony Państwa, a ich nagłaśnianie stwarza tylko zachętę dla ludzi – tak jak już wspominałem – niestabilnych psychicznie do testowania naszego państwa w tym obszarze, co może wystawiać nas na pewną śmieszność – mówił wiceprezes Frontline Foundation.

Gość „Polskiego punktu widzenia” odniósł się też do niedawnych ataków nożowników w szkołach. Płk rezerwy Lech Wojciechowski zaznaczył, że panika wokół tych incydentów była celowo podsycana, by sprawić wrażenie dużo większej skali zjawiska. Wśród przekazów zabrakło rzetelnych komunikatów ze strony państwa.

– Człowiek, który słyszy zewsząd, że zaraz będą jakieś rzezie w szkołach i szuka rzetelnej informacji, znajduje w mediach sensacyjne informacje, ale jest na tyle świadomym odbiorcą, że chce zweryfikować u źródeł (…), wchodzi na stronę policji i tam widzi, jak walczyć z nożownikiem. Jaki jest to komunikat? Że jest problem, że musimy się przygotowywać do walki z nożownikami, czyli że to może być rzeczywiście powszechny problem i dzieci w szkołach nie są bezpieczne. Uważam, że znowu państwo zareagowało za późno, a reakcja za późna, nawet najlepsza, jest reakcją złą, bo jest spóźniona – podkreślił gość „Polskiego punktu widzenia”.

Warto przypomnieć, że sam premier początkowo przyczynił się w tej sprawie do siania paniki, ponieważ wspomniał, że ataki są wynikiem internetowego wyzwania, a to wskazywałoby na to, że zbrodni będzie znacznie więcej. Później rząd skorygował swoje stanowisko w tej sprawie. Zdaniem eksperta to również mogło być działanie polityczne. Jak wskazał były zastępca szefa ABW, politycy lubią wyolbrzymiać zagrożenia zanim się z nimi uporają, by ich sukces wyglądał na większy niż w rzeczywistości.

radiomaryja.pl

print