Ojcowie i synowie

W polu dobra i zła

Drogę Bożemu Narodzeniu toruje Jan Chrzciciel. Zaskakujące jest jednak określenie jego misji jako „skłonienie serc ojców ku synom, a serc synów ku ich ojcom” (Łk 1, 17). Dlaczego sukces Bożego Narodzenia zależy od zażegnania tych najbardziej głębokich konfliktów w rodzinie, które dotyczą samego obdarzania istnieniem (ojcowania) i otrzymywania tego fundamentalnego dobra, którym jest istnienie? Pytamy może z tego powodu, że mocą przyzwyczajenia nieraz zapominamy, iż rozmyślamy w tych dniach o Bosko-ludzkiej rodzinie, a taką też jest każda nasza rodzina. Tędy biegną zatem nie tylko dzieje każdego człowieka, każdego państwa i całej ludzkiej społeczności, ale tędy też biegnie religijna obietnica Bożego za-istnienia, swoiście chrześcijańska. Jakże zatem brać się za uzdrawianie czegokolwiek w swoim własnym życiu i w państwie, jeśli nie weźmiemy się za gruntowną reformę „serc ojców i synów”? O tym w planach IV Rzeczypospolitej czasami zapominamy. Przykładem może być nieistniejący u nas praktycznie temat rozwodów, chociaż praktyki te szerzą się w majestacie prawa i najbardziej skutecznie „odwodzą serca ojców od synów, a serca synów od ojców”.

Ale poza naszymi granicami nie jest lepiej (z wyjątkiem Malty). Zdaniem Allana Blooma, „Pośród tematów licznych artykułów programowych wysuwanych przez bojowników o odrodzenie moralne Ameryki nigdy(…)[nie było] problematyki małżeństwa i rozwodu”. Ten głośny amerykański filozof, profesor wielu światowych uniwersytetów, autor znanego również u nas bestselleru „Zamknięty umysł”, pod koniec lat 80. wyraził ubolewanie, że „pierwszy od półwiecza konserwatywny prezydent jest rozwodnikiem, a minister zdrowia i spraw socjalnych -(…)osoba najbliższa problemom rodziny – oświadczyła, że przykład prezydenta dodał jej odwagi podczas jej własnego, szeroko nagłośnionego rozwodu”. Opinie Blooma są tym bardziej warte rozważenia, ponieważ po jego śmierci, w latach 90., okazało się, że jej przyczyną był AIDS, a doprowadził do tej choroby praktykowany homoseksualizm. Bloom zapłacił zatem najwyższą ceną za działalność ze swojej istoty sprzeciwiającą się rodzinie… Ale akurat książki tego autora, włącznie z ostatnią „Love and Friendship”, nie dostarczają jakichś prób usprawiedliwiania własnego życia i wciągania w ten sam świat innych, tylko przeciwnie – stanowią precyzyjne narzędzie do trafnej jego oceny. Zgodnie przyznają to autorytety filozoficzne KUL.

Jeden z rozdziałów „Zamkniętego umysłu” dotyczy właśnie tematu rozwodów. Zdaniem autora, w rozpadających się rodzinach uczymy się strachu wobec innych i chęci zapanowania nad innymi, natomiast „najważniejszą lekcją, jakiej uczyła niegdyś rodzina, było istnienie tej jedynej nierozerwalnej więzi, która łączyła ludzi na dobre i na złe”. Koniec końców rozpadające się rodziny uczą świata, w którym człowiek dla człowieka jest tylko wilkiem. Tędy zatem biegnie podstawowa droga wzbudzania w społeczeństwie „walki wszystkich ze wszystkimi”. Nie tutaj znajdujemy klimat i drogi Bożego Narodzenia. Nie tędy też możemy „skłonić serca ojców ku synom”, a „serca synów ku ojcom”.

Jeśli akurat ten temat nie wydaje nam się korespondować z atmosferą świąt, to warto przypomnieć wigilijne przemówienie Piusa XII do świata pogrążonego w otchłani II wojny światowej. Mowa jest w nim, iż drogą do zapanowania społecznego pokoju jest także „bronienie nierozerwalności małżeństwa”. Z tym samym przesłaniem zwrócił się do Polaków w 1848 roku Pius IX. Papież zwrócił uwagę, że jedną z przyczyn utracenia przez nas niepodległości była szerząca się od XVII wieku plaga rozwodów. Oto zatem prawdziwie bożonarodzeniowy temat! Jeśli więc czegoś poważnego i na serio mamy sobie w te dni życzyć, to z pewnością na czele tych spraw jest poważne potraktowanie w naszym kraju nierozerwalności małżeństwa. Będzie to droga przemiany serc ojców wobec synów i serc ojców ku synom.

Marek Czachorowski
drukuj