fot. wikipedia.org

Obchody 34. rocznicy Lubelskiego Lipca 1980

34. rocznicę fali strajków, nazwanych później Lubelskim Lipcem 1980, uczczono w niedzielę w Lublinie. W lipcu 1980 r. na Lubelszczyźnie zastrajkowało ponad 150 zakładów pracy, poprzedzając protesty na Wybrzeżu, które doprowadziły do powstania Solidarności.

Związkowcy z Solidarności oraz przedstawiciele władz złożyli kwiaty pod Pomnikiem Wdzięczności, przy Drodze Męczenników Majdanka. W kościele pw. Matki Bożej Królowej Polski, w robotniczej dzielnicy Tatary, odprawiona została uroczysta Msza św. Uczestnicy strajków wspominali wydarzenia w 1980 r.

Zbigniew Jędruszewski, uczestnik protestu w nieistniejących już Zakładach Elektromechanicznych EDA w Poniatowej, opowiadał, że w 1980 r. strajk zaczął się spontanicznie na wydziałach remontowym i narzędziowym.

Chodziło o zaprotestowanie przeciwko podwyżce cen żywności, ale były też inne postulaty, dotyczące nieprawidłowości w zarządzaniu zakładem czy poprawy funkcjonowania służby zdrowia. W zakładzie powstał komitet robotniczy, byłem jego członkiem, z niego wyłoniła się później grupa założycielska wolnych związków zawodowych. Była taka atmosfera, że coś musi się zmienić. To było spowodowane wyborem Karola Wojtyły na papieża, w ludzi wstąpiła jakaś nadzieja – powiedział Jędruszewski.

„Dzisiaj patrzę na rozpoczęte wtedy zmiany z różnej perspektywy. To jeszcze nie jest ta wolność, o którą walczyliśmy. Nasze pokolenie jeszcze nie dokończyło swojej walki. Brakuje rzeczywistej demokracji, zaangażowania ludzi w procesy społeczne, zlikwidowania wpływu postkomunizmu” – dodał Jędruszewski.

Henryk Świątkowski, jeden z przywódców strajku w nieistniejących już także Lubelskich Zakładach Naprawy Samochodów w Lublinie, wspominał, że w negocjacjach robotnicy wywalczyli podwyżki płac.

To były cztery dni strajku. Ludzie się bali, ale zmobilizowaliśmy się. Rozmawialiśmy z dyrekcją i przedstawicielami wyższych władz, którzy przyjechali. Utargowaliśmy co się dało. Podwyżki były najważniejsze i to, co było w bufecie, ale dostaliśmy też lepsze ręczniki, takie jak mieli pracownicy umysłowi, mydło – opowiadał.

Przewodniczący zarządu Regionu Środkowowschodniego NSZZ „Solidarność” w Lublinie Marian Król podkreślił, że to właśnie strajki w 1980 r. na Lubelszczyźnie zapoczątkowały przełomowe zmiany w kraju.

– Te wydarzenia przełamały barierę strachu, dały początek zmianom. Może to wszystko, co zrobiliśmy nie jest doskonałe, ale to jest inna rzeczywistość. Dziś nie ma barier rozwoju, jest kwestia czy potrafimy, bo okazało się, że wolny rynek nie zabezpiecza od nieuczciwości, a demokracja nie uwalnia od bezmyślności. Dlatego warto dziś wrócić do tych wartości, na których budowano Solidarność” – powiedział Król.

8 lipca 1980 r. zastrajkowała – jako pierwsza – załoga zakładów w PZL Świdnik. Bezpośrednim impulsem do przerwania pracy była podwyżka cen w zakładowej stołówce, dlatego później mówiono, że „zaczęło się od kotleta”. Robotnicy wybrali swoich przedstawicieli i rozpoczęli rozmowy z władzami. Podpisali porozumienie, w którym wywalczyli m.in. podwyżki płac i gwarancje niekarania przywódców protestu.

Protest w Świdniku rozpoczął falę strajków w całym regionie. Stanął węzeł kolejowy i komunikacja miejska w Lublinie. Dołączyły przedsiębiorstwa m.in. w Kraśniku, Chełmie, Lubartowie, Puławach, Poniatowej, Zamościu. W sumie zastrajkowało ponad 150 zakładów i około 50 tys. pracowników.

Robotnicy nie wyszli na ulice, zakładali komitety strajkowe, pertraktowali z władzami. Ich postulaty dotyczyły głównie podwyżek płac i poprawy warunków socjalnych, ale domagali się także zmniejszenie biurokracji, likwidacji korupcji i przywilejów dla rządzących. Żądali nowych wyborów do władz związków zawodowych i niezależnych rad pracowniczych, wolnej prasy.

Strajki na Lubelszczyźnie trwały ponad dwa tygodnie. Wkrótce po ich wygaśnięciu rozpoczęły się protesty na Wybrzeżu, które doprowadziły do podpisania porozumień o utworzeniu niezależnych związków zawodowych

PAP/RIRM

drukuj