Nowy wspaniały świat bez rodziny

Orzeł i reszka

Jan Maria Jackowski

Jak bumerang powraca dyskusja o tak zwanej przemocy w rodzinie. Towarzyszy jej kampania medialna, w której są przedstawiane, bardziej lub mniej prawdziwe, historie mające wstrząsnąć opinią publiczną. W tych doniesieniach często tworzone jest wrażenie, że państwo nie ma instrumentów, aby sobie radzić z takimi sytuacjami, co nie jest prawdą. Pierwszy i podstawowy instrument to Kodeks karny z całym rozdziałem „Przestępstwa wobec rodziny”, jest też ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (powstała w czasach rządu SLD, gdy ministrem była znana feministka Magdalena Środa) i ustawa o pomocy społecznej. Jeżeli organy ścigania i wymiar sprawiedliwości, a także służby socjalne nie robią tego, co powinny, to może trzeba coś w nich zmienić, a nie uderzać w rodzinę.

Zdarzające się, niestety!, przestępstwa wobec rodziny i przemoc domowa (najczęściej występują one w związkach nieformalnych) środowiska lewicowo-feministyczne traktują jako pretekst do zwiększenia kontroli państwa nad rodziną. Jest to pokłosie antyrodzinnej ideologii, która traktuje rodzinę jako środowisko z założenia „patologiczne” i „toksyczne”, a rodziców chce pozbawić władzy rodzicielskiej. Sprzyjają temu liczne media, które patologie nierzadko przedstawiają jako normę, a normalną kochającą się rodzinę jako „patologiczną” i wzbudzającą podejrzenia.

Przygotowany przez ministerstwo pracy projekt nowelizacji ustawy o przemocy w rodzinie drastycznie rozszerza możliwość ingerencji instytucji publicznych w życie rodziny, a rodzinie nie daje instrumentów obrony. Niejasna i wieloznaczna jest definicja „przemocy”. Określa się ją jako jednorazowe lub powtarzające się umyślne działanie narażające „na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, niezaspokojenie podstawowych potrzeb ekonomicznych, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”.

Już nie chodzi tylko o klapsa, ale jeżeli np. ojciec wyrzuci z domu dobierającego się do córki młodzieńca, może zostać ukarany, bo narusza jej „wolność seksualną”. Za ograniczenie wolności może być uznany zakaz korzystania z komputera albo oglądania telewizji. W projekcie zawarto również zapisy, że zespoły interdyscyplinarne w gminie (policjant, pracownik socjalny, pedagog szkolny) mają podejmować działania i monitorować „rodziny, w których istnieje zagrożenie przemocą”. Przy czym to „zagrożenie” nie jest zdefiniowane i jest pozostawione uznaniowości funkcjonariuszy państwowych.

Do czego to prowadzi, można zaobserwować w Szwecji. We „Frondzie” (nr 37) został przeprowadzony wywiad ze Szwedką, której został odebrany 10-letni chory na epilepsję syn, gdyż pracownica socjalu uznała, że matka jest „nadopiekuńcza”. Chłopiec został umieszczony w rodzinie zastępczej, gdzie był traktowy źle, a gdy ta rodzina się rozpadła, dano go pod opiekę osobie z problemem alkoholowym. Mimo uporczywego alarmowania przez zrozpaczoną matkę różnych instytucji nikt się nie zajmował chorobą dziecka, które wkrótce zmarło. Po jego śmierci matka wytoczyła proces pracownicy socjalu, lecz go przegrała i sąd obciążył ją kosztami procesu.

Czy nie zmierzamy w stronę Nowego Wspaniałego Świata opisanego przez Aldousa Huxleya? Z jego krytycznej wobec utopijnych ideologii książki wyłania się niejako definicja ludzkiego szczęścia. Szczęśliwi ludzie to tacy, którzy nie są świadomi lepszych i większych możliwości, żyją we własnych światach, odpowiednio skrojonych do ich predyspozycji przez wiedzących lepiej urzędników.

drukuj