Nowe fałsze Grossa (9): Żydzi w UB

Przy okazji uogólnień Grossa na temat polityki sowieckiego
tyrana wobec Żydów dodajmy jeden bardzo istotny fakt. Otóż tak eksponowany
przez Grossa "antysemityzm" Stalina
wcale nie przeszkadzał mu w konsekwentnym popieraniu działań Żydów palestyńskich.
Stalin wyraźnie stawiał na zwycięstwo Żydów palestyńskich, zmierzających do stworzenia
własnego państwa wbrew Wielkiej Brytanii. Mocno liczył na to, i się przeliczył,
że Żydzi palestyńscy stworzą państwo zdominowane przez lewicę i będą faktyczną
forpocztą polityki sowieckiej na Bliskim Wschodzie. Warto przypomnieć, co stwierdzał
na ten temat autor żydowski o wiele lepiej jak dotąd znany i ceniony od Grossa,
a mianowicie cytowany już wcześniej Isaak Deutscher. W przywoływanym już wcześniej
wykładzie w Londynie, wygłoszonym w 1964 roku, Deutscher powiedział: "Jakie
by nie były zamiary Stalina, jest paradoksem, że właśnie jemu Izrael zawdzięcza
swe niezależne istnienie. To właśnie ze stalinowskiej Czechosłowacji, od czeskiej
zbrojeniówki pochodził główny arsenał Hagany. Tą 'splamioną’ bronią Żydzi w Palestynie
zadali ostateczny cios Brytyjczykom i Arabom. Poparcie Stalina i skuteczna pomoc
materialna, których Stalin udzielał Żydom, wydawała się zachodnim mężom stanu
nie na miejscu, wywoływała irytację i powodowała całkiem zauważalne wrogie uczucia
wobec Żydów" (por. I. Deutscher, op. cit., s. 100).

Kłamstwa Grossa a opinie innych Żydów
Doprawdy pusty śmiech niejednokrotnie ogarnia czytelnika, gdy czyta przeróżne
tyrady Grossa wybielające rolę Żydów w Polsce, a w szczególności absolutnie
pomniejszające ich rolę w UB, względnie przedstawiające Żydów jako biedne
ofiary oddane na żer dzikich antysemickich prześladowców na skutek szokującej
bierności partii komunistycznej. Pozwolę sobie poza cytowanym już Leopoldem
Tyrmandem przytoczyć niektóre tylko z jakże licznych żydowskich świadectw,
całkowicie sprzecznych z obrazem Grossa. Zacznijmy od oceny jednego z czołowych
intelektualistów żydowskiego pochodzenia na emigracji, Zygmunta Hertza, współzałożyciela
Instytutu Literackiego w Paryżu. Znany skądinąd ze skłonności do idealizowania
Żydów i ostrego dokładania przy różnych okazjach "Polaczyskom" Hertz
zdobył się jednak na bardziej obiektywną refleksję na tle wydarzeń marcowych
z 1968 roku. Pisał wówczas 26 marca w liście do Czesława Miłosza: "Antysemityzm
wypuścił nie tylko nowe liście, ale zakwitł różą. I też ja się nie dziwię.
Żydzi grali od początku głupio – po cóż był ten run na ube i posady. Jakaś
niegodność w tym narodzie. Przykro mi to stwierdzić, ale dali antysemitom
znakomitą broń do ręki" (cyt. za Z. Hertz, Listy do Czesława Miłosza
1952-1979, s. 268). Przytoczmy inne wymowne świadectwo – opinię zapisaną
w dzienniku wybitnego twórcy pochodzenia żydowskiego Mariana Brandysa: "Żydzi,
którzy pozostali, weszli niemal w całości do klasy rządzącej (…) Żydzi
garnęli się do władzy jak ćmy do ognia" (M. Brandys, Dziennik 1976-1977,
Warszawa 1996, s. 235, 244).
Porównajmy tę ocenę M. Brandysa z powtarzanymi przez Grossa pojękiwaniami o
tym, że "żydowska ludność żyła w ubóstwie, była wychudzona, chora i pełna
urazu" (s. 125). Wszystko to ma wzbudzić u amerykańskich czytelników jak
największe współczucie dla "biednych, przygnębionych, przybitych Żydów,
żyjących w nędzy" (s. 126), a na dodatek jeszcze wciąż okrutnie prześladowanych
przez nigdy nienasyconych w swym sadyzmie Polaków.
Przypomnijmy kolejne świadectwo o "biednych" Żydach – notatkę w dzienniku
słynnego matematyka Hugona Steinhausa pod datą 18 marca 1945 roku: "(…)
w prezydium Rady Ministrów Żydzi mają 80 proc. posad. To samo na innych wyższych
stanowiskach" (H. Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, Londyn 1992, s. 298).
Inne nader ciekawe świadectwo – zwierzenia żydowskiej lekarki Adiny Blady Szwajgier
w rozmowie z Anką Grupińską: "Proszę nie zapominać, jaka była rola Żydów
w okresie powojennym. Kiedy dziś rozlicza się zbrodnie stalinizmu.
A nie mogę powiedzieć, żeby tam Żydów nie było (…) Niech pani pamięta, że
większość tych Żydów, którzy wrócili po wojnie z Rosji, zajęła natychmiast
najlepsze stanowiska, których nie mogliby zająć przed wojną. Łatwiej było Żydowi
o to stanowisko niż Polakowi. Bardzo mądra polityka Stalina (…) Żydom bardziej
wierzono niż Polakom (…) Ja myślę, że Polacy po wojnie, wielu z nich przeżyło
potworny koszmar, i niestety utożsamiane jest to z Żydami" (por. A. Grupińska,
Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego, Warszawa 2000,
s. 184). Porównajmy te uwagi żydowskiej lekarki – świadka wydarzeń – z uogólnieniami
Grossa na temat tego, jak to "antysemita" Stalin nie miał żadnego
zamiaru preferowania Żydów. W tej samej relacji Adina Blady Szwajgier dodała: "Ta
ojczyzna była niedobra nie tylko dla Żydów, prawda? Zresztą po wojnie była
najmniej niedobra dla Żydów" (tamże, s. 186). Porównajmy te uwagi z roztaczanym
przez Grossa obrazem nieszczęsnych Żydów prześladowanych przez krwiożerczych
Polaków. Uczciwy naukowiec, mający inne zdanie od powyższych świadectw, ustosunkowałby
się do nich, przedstawiłby powody, dla których uważa, że ich autorzy się mylili.
Gross wybiera inną drogę – totalnego przemilczenia wszystkich świadectw, które
nie pasują do jego arcytendencyjnej składanki świadectw nienawiści. A może
wreszcie polscy luminarze z IPN czy z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
względnie z MSZ, zdobędą się na jak najszerszy możliwie wybór odmiennych od
Grossa świadectw żydowskich i wydadzą je po angielsku, by skorygować kłamstwa
Grossa. Tylko że jak dotąd nic a nic nie słyszymy o takiej inicjatywie, mimo
ponawianych przeze mnie apelów w Radiu Maryja. A zdawałoby się, że jest to
sprawa aż nadto prosta i ewidentna, zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy premiera,
który tak mocno zaakcentował potrzebę troski o wizerunek Polaków.
Postaram się przytoczyć jeszcze kilka świadectw żydowskich całkowicie sprzecznych
z bredniami Grossa (dużo szerszy wybór zaprezentuję w formie książkowej). Oto
jak pisał na ten temat wybitny żydowski historyk i publicysta Feliks Mantel,
który przez pewien czas po 1944 roku uczestniczył w życiu publicznym Polski
zwanej ludową. Po latach bardzo ostro wspominał obserwowany w Polsce po 1944
roku run na posady ze strony różnych osób żydowskiego pochodzenia, pisząc: "Faktycznie
Żydzi byli tylko instrumentem w rękach polityków sowieckich (…) Winą niezaprzeczoną
tych Żydów, polskich komunistów, jest to, że dali się użyć jako instrument
polityki sowieckiej, drogi dążącej do ujarzmienia narodu polskiego" (F.
Mantel, Stosunki polsko-żydowskie. Próba analizy, Paryż 1986, s. 11). Gross
oczywiście przemilczał i to stanowisko wybitnego żydowskiego historyka i świadka
wydarzeń od wewnątrz (jako wiceminister). Podobnie ocenia rolę jakże wielu
Żydów komunistów znany naukowiec żydowskiego pochodzenia, były dziekan Wydziału
Filozoficznego UW, odsunięty po marcu 1968 r. profesor Stefan Morawski. W tekście
publikowanym w książce "Krajobraz po szoku" (Warszawa 1989,
s. 20) Morawski wyznawał: "(…) popełniono mnóstwo błędów, wysuwając
tuż po wojnie ludzi pochodzenia żydowskiego na wysokie stanowiska w Służbie
Bezpieczeństwa i wojsku.
A większość z nich na nie chyba nie zasługiwała (…) Jestem przekonany, że
ta społeczność dała się w niecny sposób wykorzystać jako instrument w długoletniej
krucjacie ujarzmiania Polski przez Stalina [podkr.
– J.R.N.]. W świetle tego: nie to zaważyło, że w polskiej partii komunistycznej
– tak jak w ogóle w historii ruchu komunistycznego – był ogromny procent ludzi
pochodzenia żydowskiego. Zaważyło to, że tymi właśnie ludźmi, ponieważ innych
nie było, obsadzano najwyższe i najlepsze stanowiska. A ludzie ci częstokroć
nie mieli odpowiednich kwalifikacji, to był za duży kapelusz na owe głowy".
Dodajmy do tych uwag prof. S. Morawskiego ocenę żydowskiego publicysty z USA
Jonathana Kaufmana z 1997 roku. Pisał on: "(…) gdy komuniści wzięli
władzę po II wojnie światowej, potrzebowali lojalnych członków partii, aby
zapewnić czołowe stanowiska w rządzie. Polityczne posłuszeństwo liczyło się
bardziej niż wiek czy doświadczenie. Lata zaraz po wojnie były wspaniałym okresem
dla żydowskich komunistów [podkr. – J.R.N.]. Żydzi i inni lojalni komuniści
zostali umieszczeni na czołowych stanowiskach w całym kraju, mimo że niektórzy
z nich mieli tylko niewiele ponad dwadzieścia lat (…) (cyt. za: M.J. Chodakiewicz,
Żydzi i Polacy 1918-1955, Warszawa 2000, s. 401).
Ciekawe, że cytowany z namaszczeniem przez Grossa jako autor wyśmienitego studium
żydowski naukowiec Jaff Schatz ma bardzo odmienną od autora "Strachu" ocenę
szans kariery Żydów w Polsce pierwszych lat powojennych. Według Schatza: "Z
punktu widzenia nowego reżimu ci Żydzi byli zapleczem, na którym można było
polegać i zmobilizować do odbudowy kraju (…) Nie byli oni związani ze środowiskami
[polskiego] społeczeństwa antykomunistycznego, byli outsiderami w stosunku
do ukształtowanych przez Historię tradycji [polskich], bez związków z Kościołem
katolickim i znienawidzeni przez tych, którzy nienawidzili reżimu [komunistycznego]" (por.
tamże, s. 402).
Porównajmy te uwagi prof. S. Morawskiego, J. Kaufmana czy J. Schatza z kłamliwymi
utyskiwaniami Grossa
(s. 222), jakoby żydowskie korzenie etniczne były kolosalnym obciążeniem i
przeszkodą w karierach Żydów w powojennej Polsce! Zresztą Gross w ogóle o niezdolnych
Żydach nie pisze. On wciąż zauważa tylko tych "bardzo utalentowanych" i "przenikliwych",
którym "źli Polacy", zarówno przyjaciele, jak i wrogowie, "nie
chcieli za nic zapomnieć ich żydowskości" (por. s. 222).
Jeszcze dwa świadectwa na koniec tego miniwyboru. Pierwsze to opinia słynnego
żydowskiego partyzanta doby wojny, później zakonnika Daniela Ruffeisena: "(…)
i jeszcze do tego po wojnie Żydzi źle przysłużyli się sprawom Polski" (cyt.
za A. Tuszyńską, Kilka portretów z Polską w tle, Gdańsk 1993, s. 138). Drugie
to opinia profesor żydowskiej literatury Ruth R. Weintraub, która przypomniała
na łamach elitarnego żydowskiego czasopisma "Commentary" w styczniu
1987 roku, że: "Sowieci mają długie doświadczenie w wykorzystywaniu Żydów
na swoją korzyść. Bardzo zręcznie pomogli oni w zatruciu stosunków polsko-żydowskich
po wojnie przez wyznaczenie wielu Żydów na widoczne pozycje władzy w niepopularnym
rządzie komunistycznym".

Wybielanie Żydów w UB
Przejdźmy teraz do roli Żydów w bezpiece, skrajnie pomniejszanej przez Grossa.
Oto, co pisze on na stronie 227: "Byle entuzjasta historii w Polsce
może wymienić z pół tuzina wysokich żydowskich funkcjonariuszy w Ministerstwie
Bezpieczeństwa Publicznego z tego okresu: Józef Różański i jego zastępca
Adam Humer z departamentu śledczego, dwóch wiceministrów
– Roman Romkowski i Mieczysław Mietkowski, Julia Brystygierowa, która kierowała
departamentem nadzorującym Kościół katolicki i miała na oku intelektualistów,
Anatol Fejgin i jego zastępca Józef Światło z arcysekretnego departamentu,
który nadzorował polityczną ortodoksję czołowych kadr komunistycznych. Ministerstwo
Bezpieczeństwa Publicznego miało o wiele więcej żydowskich pracowników, w szczególności
w kontrwywiadzie (Marcel Reich-Ranicki, którego cytuję we wstępie, był tam
zatrudniony krótko jako młody człowiek) i w Urzędzie Cenzury, i w różnych 'technicznych’
departamentach (…)".
Czytając to zestawienie, od razu trudno nie zdumieć się z powodu pominięcia
w nim człowieka z samego szczytu – tj. Jakuba Bermana, odpowiedzialnego za
bezpieczeństwo… i kulturę w Biurze Politycznym KC PPR, a później w BP KC
PZPR. Uzupełnijmy też podane przez Grossa "pół tuzina wysokich funkcjonariuszy" dużo
pełniejszą galerią wysokich stopniem żydowskich "speców" od bezpieczeństwa.
Znaleźć się w niej powinny choćby takie osoby, jak dowódca Korpusu Bezpieczeństwa
Wewnętrznego Juliusz Hibner, dyrektor Gabinetu Ministra BP, później m.in. p.o.
dyrektor Departamentu III MBP Leon Ajzen-Andrzejewski, p.o. dyrektor Gabinetu
Ministra BP Zygmunt Braude, dyrektor Centralnej Szkoły MBP w Łodzi, później
dyrektor Departamentu Społeczno-Administracyjnego MSW Mieczysław Broniatowski,
dyrektor Gabinetu Ministra BP Juliusz Burgin, dyrektor Departamentu VII, a
później dyrektor Departamentu III MBP Józef Czaplicki, potocznie nazywany "Akowerem",
bo wyspecjalizował się w prześladowaniu akowców, dyrektor Gabinetu Ministra
BP Michał Drzewiecki, dyrektor Departamentu Organizacji i Planowania MBP Michał
Hakman, dyrektor Departamentu Szkolenia MBP Maria Kamińska, dyrektor Departamentu
IV MBP Józef Kratko, dyrektor Departamentu Więziennictwa MBP Dagobert Jerzy
Łańcut, dyrektor Departamentu Centralnego Archiwum MBP Zygmunt Okręt, dyrektor
Departamentu II Leon Rubinsztejn (później równocześnie dyrektor Departamentu
Ochrony Rządu), dyrektor Departamentu IV MBP Aleksander Wolski-Dyszko, p.o.
dyrektor Departamentu II MBP Michał Taboryski, dyrektor Departamentu Służby
Zdrowia MBP Leon Gangel, dyrektor Centralnych Konsumów MBP Feliks Goldsztajn,
wicedyrektor Departamentu Finansowego MBP Edward Kałecki, dyrektor Departamentu
Służby Zdrowia MBP Ludwik Przysuski, wicedyrektor Departamentu Służby Zdrowia
MBP Leon Stach, wicedyrektor Departamentu VII MBP Marek Fink, wicedyrektor
Departamentu Szkolenia MBP Helena Gruda, wicedyrektor Departamentu IV MBP Bernard
Konieczny, wicedyrektor Departamentu III Czesław Runger, dyrektor Departamentu
VII MBP Wacław Komar, dyrektor Biura Wojskowego MBP Roman Garbowski, wicedyrektor
Departamentu I MBP Julian Konar, szef Służby Zdrowia MBP Kamil Warman (por.
kolejne "Listy bezpieczników", "Gazeta Polska" 6.06.1996,
13.06.1996, 20.06.1996, 27.06.1996, 18.07.1996, 1.08.1996, 26.09.1996; L. Żebrowski,
Żydzi w UB, "Gazeta Polska" z 22.06.1995).
Prawdziwa Liga Dyrektorów. Przykłady tego typu osób narodowości żydowskiej
na kluczowych stanowiskach w bezpiece można by jeszcze bardzo długo mnożyć
(por. szerzej źródłowe opracowanie M. Piotrowskiego, Ludzie bezpieki w walce
z Narodem i Kościołem. Służba Bezpieczeństwa w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
w latach 1944-1978 – Centrala, Lublin 2000,
s. 313-345). Przypomnijmy tu, że ambasador sowiecki w Warszawie Wiktor Lebiediew,
który "nieźle znał Polskę" (w ocenie historyka prof. A. Paczkowskiego),
w raporcie wysłanym do Moskwy 10 lipca 1949 r. zwrócił uwagę, że w MBP, poczynając
od wiceministrów poprzez dyrektorów departamentów, nie ma ani jednego Polaka.
Wszyscy są Żydami" [podkr. – J.R.N.] (cyt. za: A. Paczkowski, Żydzi w
UB: próba weryfikacji stereotypu, [w:] Komunizm. Ideologia, system, ludzie,
red.
T. Szarota, Warszawa 2001, s. 202). Warto tu dodać, że sam prof. A. Paczkowski
stwierdził w cytowanym wyżej opracowaniu (op. cit., s. 198), że: "Zachowując
niezbędną ostrożność wolno chyba stwierdzić, iż w istocie, czemu nikt zresztą
nie zaprzecza, w aparacie bezpieczeństwa istniała populacyjna nadreprezentacja
Żydów, że zajmowali raczej wyższe niż niskie stanowiska oraz że im wyżej w
hierarchii, tym odsetek ich był większy". Profesor A. Paczkowski wyraźnie
nie docenił Grossa, który już w kilka lat po jego opracowaniu z werwą próbuje
w "Strachu" zaprzeczać tezom o "nadreprezentacji Żydów".
Ostatnim rozpaczliwym argumentem niektórych osób próbujących przeciwstawić
się twierdzeniom o przemożnej roli Żydów w UB jest powoływanie się na fakt,
że jednak na czele Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego stał Polak – minister
Stanisław Radkiewicz. Tylko że osoby powołujące się na to jakoś dziwnie nie
dodają podstawowej informacji, niegdyś powszechnie znanej – o tym, że ten jedyny
Polak na wysokim stanowisku w MBP był w swym ministerstwie żałosnym figurantem
wobec swoich żydowskich podwładnych. Grał dokładnie tę samą podrzędną marginesową
rolę co inny Polak figurant – minister sprawiedliwości Świątkowski – wobec
swego wszechmocnego zastępcy Leona Chajna, faktycznie kierującego resortem
sprawiedliwości. Radkiewicz był ożeniony z Żydówką Rutą Teitsch (por. głośną
książkę żydowskiego autora Johna Sacka "Oko za oko", Gliwice 1995,
s. 299). Według samokrytyki zastępcy Radkiewicza, wiceministra R. Romkowskiego
(Natana Grünspan-Kikiela): "Kierownictwo partyjne dobrze wiedziało, co
sobą przedstawia Radkiewicz – człowiek, z którym najlepiej można było rozmawiać
na tematy jeleni, saren, dzików, polowania, człowiek, który nazajutrz najczęściej
zapominał referowaną mu sprawę operacyjną, który nigdy nie przeczytał ani jednej
sprawy operacyjnej czy śledczej" (cyt. za: S. Marat, J. Snopkiewicz, Ludzie
bezpieki, Warszawa 1990, s. 140). Nici wszystkich spraw w bezpiece znajdowały
się w rękach żydowskich podwładnych Radkiewicza. Wiedzieli oni, podobnie jak
na górze J. Berman, o bardzo kompromitującej tajemnicy Radkiewicza, która ułatwiała
całkowite trzymanie go w ręku. Chodziło o to, że Radkiewicz po aresztowaniu
przed wojną jako sekretarz KZMP podpisał na policji tzw. lojalkę (por. tamże,
s. 141 – z notatek Romkowskiego).
Do typowych manipulacji Grossa należy próba maksymalnego zaniżenia roli Żydów
w UB przez wyeksponowanie danych z dwóch województw, gdzie było najmniej Żydów
w UB: lubelskiego i rzeszowskiego (s. 229), idąca w parze z równoczesną próbą
podważenia wiarygodności informacji na temat danych z paru województw o wielkim
procencie Żydów w UB. Chodziło m.in. o raport głównego doradcy sowieckiego
przy MBP Nikołaja Seliwanowskiego, wysłany do Berii 20 października 1945 r.,
według którego Żydzi stanowili 82,3 proc. pracowników UB w Radomiu (por. s.
228-229). Gross podważa również dane raportu inspektora KC PZPR z sierpnia
1945 r., stwierdzającego, że Żydzi stanowili połowę łódzkiego UB. Jedynym argumentem
dla podważenia tych informacji – bez dowodu – jest przejęta od A. Paczkowskiego
ocena, że dane o tak wysokiej nadreprezentacji Żydów w UB w Radomiu wydają
się "mniej prawdopodobne". Za pewnik oczywiście przyjmuje dane z
dwóch okręgów, gdzie podano niewielką liczbę Żydów.
Gross całkowicie przemilcza bardzo niewygodne dla niego dane zebrane przez
amerykańskiego korespondenta wojennego i reportera pochodzenia żydowskiego
Johna Sacka w czasie siedmiu lat pracy nad książką "Oko za oko".
W książce tej, poświęconej sprawie ludobójczych zbrodni Żyda Salomona Morela
i jego podwładnych w UB w obozie w Świętochłowicach w 1945 r., Sack powoływał
się m.in. na informacje Pinka Mąki, byłego sekretarza urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego na terenie Śląska, że w podległym mu regionie liczba żydowskich
oficerów bezpieczeństwa wynosiła od 150 do 225. Według Sacka, od 70 do 75 procent
oficerów bezpieczeństwa na tym terenie było Żydami (por. J. Sack, Oko za oko,
Gliwice 1995, s. 292).
Gross świadomie pomija szczególnie istotny dla oceny znaczenia Żydów w terenowych
organizacjach UB stopień zajmowania przez nich głównych funkcji kierowniczych.
Tym cenniejsze na tym tle są informacje Sacka, który podaje na stronie 95,
że Żyd z pochodzenia major Josef Jurkowski był szefem Urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego. Z kolei na stronach 227 i 344 Sack informuje, że we Wrocławiu
Żydami byli dowódca policji, szef zajmującej się Niemcami sekcji UB, szef korpusu
Bezpieczeństwa Wewnętrznego pułkownik Rubinsztejn z Łodzi i burmistrz miasta
Bolesław Drobner. Wcześniej pisałem już w "Naszym Dzienniku" o ogromnej
nadreprezentacji Żydów w Kielcach, począwszy od postaci szefa tamtejszego Wojewódzkiego
Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Andrzeja Korneckiego (Dawida Kornhendlera)
i zastępcy szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego Alberta Grünbauma.
Warto zaznaczyć, że Henryk Pająk i Stanisław Żochowski w książce "Rządy
zbirów 1940-1990" (Lublin 1996, s. 141), wymieniając najbardziej eksponowanych
zbirów UB, wyliczyli między innymi następujących wojewódzkich szefów UB żydowskiego
pochodzenia: Jana Tataja, szefa WUBP w Kielcach, Tadeusza Pasztę, szefa WUBP
w Warszawie, Józefa Mrożka, szefa WUBP w Gdańsku, Józefa Plutę, zastępcę szefa
UB w Białymstoku, Jana Olkowskiego, szefa WUBP w Krakowie, Zbigniewa Paszkowskiego,
szefa UBP na miasto Warszawę, płk. Korneckiego, szefa WUBP w Poznaniu.
Kolejna
część cyklu w piątek, 18 sierpnia.

prof. Jerzy Robert Nowak

drukuj