pixabay.com

[NASZ WYWIAD] Dr G. Chocian: W żaden sposób nie zmieniono prawa, by ograniczać zjawisko ekoterroryzmu. Organizacje eko-aktywistów pomimo nowelizacji ustawy ocenowej nadal pozostaną całkowicie bezkarne

Niestety w żaden sposób nie zmieniono prawa, by ograniczać zjawisko ekoterroryzmu, czyli blokowania z błahych powodów inwestycji, tylko dla łapówek lub na zlecenie konkurenta, by nasza inwestycja nie wyszła. Organizacje eko-aktywistów pomimo nowelizacji ustawy ocenowej nadal pozostaną całkowicie bezkarne, chociaż same nadal będą mogły przyczyniać się do milionowych strat po stronie inwestora i społeczeństwaprzekazał dla portalu Radia Maryja dr Grzegorz Chocian, prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii EcoProBono. 

25 lutego 2021 roku Sejm uchwalił kolejną nowelizację [Ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko] . Jest to kluczowa ustawa, bo to w niej zawarte są zapisy sięgające do innych ustaw np. prawa wodnego czy prawa budowlanego.

***

Portal Radia Maryja: Co nowelizacja ustawy ocenowej wnosi? Co się zmienia?

Dr Grzegorz Chocian: Nowelizacja ustawy ocenowej (OOŚ – ocena oddziaływania na środowisko) jest reakcją na pismo Komisji Europejskiej z 24 lutego 2021 roku określające cyt.: „Wytyczne w sprawie działań naprawczych w odniesieniu do projektów współfinansowanych w okresie programowania 2014-2020 oraz ubiegających się o współfinansowanie w okresie 2021-2027 z Funduszy Unii Europejskiej, dotkniętych naruszeniem 2016/2046 w zakresie specustaw, dla których prowadzone jest postępowanie w sprawie oceny oddziaływania na środowisko”. Zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej projekty podzielono w zależności od etapu wydawania pozwoleń na będące na etapie decyzji środowiskowych i zezwoleń inwestycyjnych oraz etap odwołań, w zależności od właściwości organu przed GDOŚ lub Samorządowymi Kolegiami Odwoławczymi. „Komisja zwraca się do władz polskich o zastosowanie określonych działań w odniesieniu do projektów dużych (tj. tych, które zostaną złożone do Komisji w przyszłości) i innych niż duże, które współfinansowane są ze środków UE w bieżącym okresie programowania 2014-2020 oraz będą współfinansowane w przyszłym w okresie 2021-2027”.

Otóż Polska często była skarżona o to, że organizacje pozarządowe (NGO) nie mają prawa występować jako uczestnik na prawach strony przed organami wydającymi decyzje następcze (pozwolenia wodnoprawne, pozwolenia na budowę) i w konsekwencji nie mogą odwoływać się od niekorzystnych ich zdaniem decyzji administracyjnych do SKO czy sądów administracyjnych.

Nowelizacja zmienia sytuację i to nie jest niczym złym. Przeciwnie, ma to najgłębszy sens ekologiczny, by NGO, które w procedurze OOŚ wniosły konstruktywne uwagi, i które rozpatrzono pozytywne – zapisując w treści decyzji – mogły dopilnować ich wdrożenia na kolejnych etapach postępowania administracyjnego a ostatecznie na placu budowy.

Niestety w żaden sposób nie zmieniono prawa, by ograniczać zjawisko ekoterroryzmu, czyli blokowania z błahych powodów inwestycji tylko dla łapówek lub na zlecenie konkurenta, by nasza inwestycja nie wyszła. Organizacje eko-aktywistów pomimo nowelizacji ustawy nadal pozostaną całkowicie bezkarne, chociaż same nadal będą mogły przyczyniać się do milionowych strat po stronie inwestora i społeczeństwa.

Czy polski Senat zareaguje, by zapobiec przed nieuzasadnionym blokowaniem inwestycji?

Nie wiem. Obawiam się, że wielka polityka przesłoni pozornie nieważną ustawę, której skutki mogą nas kosztować wiele straconych lat w bezsensownych konfliktach społecznych, utratę konkurencyjności wielu firm i miliardowe straty w infrastrukturze. Nowelizacją ustawy OOŚ zabezpieczono tylko flagowe inwestycje, jak: gazoport, przekop Mierzei Wiślanej, lotniska czy koleje itp. Już międzynarodowych dróg wodnych i portów śródlądowych, i inwestycji prywatnych – NIE!

Realizacja ustawy nt. oceny oddziaływania na środowisko jeszcze bardziej (po trwającym koronakryzysie) sparaliżuje polską gospodarkę. Kto ucierpi najbardziej?

Przedsiębiorstwa prywatne (nawet te duże) oraz rolnicy. Także hodowcy, których przedsięwzięcia nie mają decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności i nie są „flagowcami” objętymi ochroną.

Komisja Europejska bardzo „interesuje się” Polską. Chodzi m.in. o sprawy związane z sądownictwem, inwestycjami. Jakie krajowe inwestycje mogą blokować unijne instytucje?

Nie jest problemem to, że KE wymaga harmonizacji prawa. Problemem jest to, że dyrektywy i rozporządzenia unijne nie są ani mądrzejsze, ani bardziej spójne niż prawo krajowe. W efekcie zharmonizowanie zawiłego prawa krajowego z równie niejasnymi wytycznymi wspólnotowymi daje nie mniejszą, a czasem większą liczbę niejasnych wytycznych. W efekcie w obszarze ochrony środowiska mamy ogrom zjawisk niedookreślonych, dwuznacznych i podlegających swobodnej interpretacji, na co już w 2010 roku celnie zwracał uwagę prof. Bartosz Rakoczy.

Co najgorsze, pomimo upływu niemal 13 lat od wejścia ustawy OOŚ, pozostawiamy pełną uznaniowość i bezkarność po stronie eko-aktywistów. Tej anarchii nie wymaga od nas żadna dyrektywa ani Komisja Europejska. To robimy z nadgorliwości i z własnej głupoty lub po prostu braku wiedzy, jak ustawa OOŚ potem działa. A działa fatalnie i pod dyktando zagranicznych lobbystów od pierwszego dnia jej wprowadzenia 3 października 2008 roku. Naprawianie tej ustawy daje tylko doraźną ulgę jak w przypadku chronionych „flagowych” inwestycji. Reszta inwestorów musi sobie radzić sama i na nowelizacji straci.

Z jakich powodów może tak być?

Ochrona środowiska, w tym procedura OOŚ, to obszar ogromnej, międzynarodowej gry o wpływy na terenie Polski. To gra tak wielka, że jej operatorzy decydują, kto będzie u nas zajmował kluczowe stanowiska publiczne.

Komisja Europejska stawia na zrównoważony rozwój. A nie jest tak, że rozwój państw członkowskich dostosowany ma być pod kryteria Unii Europejskiej?

Werbalnie tak. Praktycznie to lobbing określonych rozwiązań. Tak jak ślimak może być rybą, tak węgiel brunatny w Niemczech może być inaczej rozliczany w emisjach do powietrza, a prąd uzyskiwany z gazu z Nord Stream 2 podobno będzie bardziej „ekologiczny” niż z atomu.

Już sama „taksonomia”, czyli definicja zrównoważonych inwestycji w ramach [Europejskiego Zielonego Ładu]  wdrażana przez Komisję Europejską, to efekt czystego lobbingu a nie strategicznej oceny oddziaływania takiej polityki na środowisko. Ręcznie wysterowana definicja będzie determinowała przepływ środków w ramach Strategii Zrównoważonego Finansowania Inwestycji. [więcej]  Narusza to logikę dyrektywy SEA o strategicznych ocenach oddziaływania na środowisko. Stawia to cały system decydowania na głowie, bo nie tyle w efekcie strategicznej oceny będzie finansowane to, co jest najlepsze, lecz lobbyści konkretnych rozwiązań ustalili, co należy uznać za najlepsze, by mogło być sfinansowane z publicznych pieniędzy. Tak, ten Zielony Ład to nasze wspólne pieniądze, ale tylko dla niektórych. Widocznie, na Orwellowskie podejście jest wielkie zapotrzebowanie, bo są to wielkie pieniądze.

Co mają na celu unijne instytucje, jeśli chodzi o polską gospodarkę?

To jest pytanie do kontrwywiadu gospodarczego. Czy jeszcze mamy taki? A jeśli mamy, to czy pozwolono mu działać? Po owocach poznajemy, że nie lub nie zawsze.

Karolina Gierat/radiomaryja.pl

 

drukuj