fot. PAP/Darek Delmanowicz

[NASZ TEMAT] Jednym sercem i jednym duchem wielbią Boga!

Koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” w Rzeszowie to już 19-letnia tradycja wpisana w obchody Bożego Ciała. Artyści z całego kraju przyjeżdżają na południe Polski, aby w sposób szczególny wielbić Pana Boga śpiewem, grą na instrumentach, a nawet tańcem. Jak zaznaczył Jan Budziaszek, pomysłodawca i współorganizator koncertu: „Nigdy nie będziesz szczęśliwy, jeżeli będziesz tylko słuchał muzyki, nawet najpiękniejszych tekstów. Będziesz szczęśliwy wtedy, gdy najpiękniejsze melodie i słowa będą wychodzić przez twoje usta i będą ubogacać twoich przyjaciół, którzy stoją obok ciebie”. W tym roku z powodu pandemii koronawirusa koncert odbył się bez udziału publiczności.

Koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” jest przede wszystkim ogromną radością, ale i trudem – mówił ks. Andrzej Cypryś, współorganizator koncertu.

Radość przeżywamy, kiedy ten koncert się rodzi, powstaje, szukamy natchnienia, pomysłów. Trochę jest też dużym trudem, bo cóż my laicy wobec tak profesjonalnych spraw możemy powiedzieć lub zrobić… ale jest też wielką nadzieją. Dla mnie osobiście jest to ziarno, które jest zasiane i temu czy tamtemu człowiekowi, dziś czy jutro, czy za parę lat wyrośnie plon – podkreślił.

W minionym roku pomimo pandemii miały miejsce aż dwa koncerty. Tradycyjnie w Boże Ciało odbył się w  formule online. Natomiast we wrześniu spotkanie było już w tradycyjnej formie i w Parku Sybiraków znów zebrały się tysiące ludzi. Tegoroczne świętowanie również musieliśmy przeżyć bez udziału publiczności.

Wydaje mi się, że to nie jest sprawa okoliczności, tylko tego, co w tych różnych, zmieniających się okolicznościach chcemy dać. Gdyby mama chciałaby być mamą tylko w łatwych czasach, a tata chciałby realizować swoje ojcostwo tylko wtedy, gdy okoliczności będą mu sprzyjać, to – powiedzmy sobie szczerze – chyba nie o to chodzi. Jesteśmy naprawdę Panu Bogu wdzięczni za to, że rok temu udało się bardzo wiele zrobić. Natomiast w tym roku przyjęliśmy taką formułę, dosłownie w ostatnim momencie, że koncert odbędzie się bez udziału publiczności. Naszym marzeniem było w pierwszym momencie, aby zrobić wydarzenie otwarte, ale bardzo bezpieczne. Stąd badania, oświadczenia, nawet i szczepienia, żeby nikt nie czuł się zagrożony, żeby nic nie było wbrew prawu. Natomiast potem się okazało, że w ogóle nie możemy robić koncertu na wolnym powietrzu z udziałem publiczności. Wtedy podjęliśmy decyzję, że robimy koncert w Parku Sybiraków, czyli mały plac koncertowy w olbrzymim Parku Sybiraków będzie tylko dla artystów i tylko dla służb porządkowych, informacyjnych, medycznych, sanitarnych, i będziemy grać – powiedział ks. Andrzej Cypryś, współorganizator koncertu.

Andrzej Lampert jest utytułowanym śpiewakiem operowym, ale szerszej publiczności bardziej znany jest jako wokalista zespołu PIN. Na koncercie uwielbieniowym w Rzeszowie był już po raz trzeci, ale jak sam mówił, z roku na rok jest to nowe doświadczenie.

– Na pewno doświadczenie wspólnoty, rozmodlonych, radosnych, autentycznie wyznających wiarę ludzi. Znamienne jest też to, że spotykamy się tu w Boże Ciało, co ma bardzo ważny wymiar. Wysyłamy również jako ekipa „Jednego Serca Jednego Ducha” sygnał, co jest priorytetem i najważniejszym elementem naszego życia – dodał wokalista.

Jan Budziaszek, inicjator i główny organizator koncertu, powiedział, że doświadczył, czym jest ta inicjatywa już od samego powstania „Jednego Serca Jednego Ducha”.

– Miałem taką modlitwę: „Panie Boże, jeżeli pomożesz mi zorganizować taki koncert, pozwolisz, żeby ludzie przyszli na plac pomodlić się, pośpiewać, a my będziemy akompaniować ze sceny, jeżeli mi pozwolisz zrobić taki koncert, to na drugi dzień będziesz mógł mnie zabrać z tego świata”. Chciałem, żeby to było tylko raz, ale nie miałem pojęcia, że to się w ten sposób rozwinie… Zeszły rok pokazał nam, że koncert był odbierany w 70 krajach świata, ale to wszystko nie zależy od nas, dlatego że ktoś to wymyślił, ktoś to dał… Nawet podczas tegorocznej procesji Bożego Ciała mówiłem: „Rzeszowianie coście narobili, że cały świat czeka na Boże Ciało, żeby się połączyć z Rzeszowem”. Powtarzam to często i zero w tym mojej zasługi. Jest tylko jedno moje hasło – człowiek może być szczęśliwy tylko wtedy, gdy sam coś tworzy. Na każdym też koncercie powtarzam, że jeśli chcesz posłuchać dobrej muzyki, to sobie zagraj sam. Nigdy nie będziesz szczęśliwy, jeżeli będziesz tylko słuchał muzyki, nawet najpiękniejszych tekstów. Będziesz szczęśliwy wtedy, gdy najpiękniejsze melodie i słowa będą wychodzić przez twoje usta i będą ubogacać twoich przyjaciół, którzy stoją obok ciebie. Jak zrozumieć, że szczęście jest tylko w dawaniu? Jest to trudne, bo każdy chciałby dużo otrzymywać. Natomiast po każdym koncercie przychodzą ludzie i nigdy nie mówią, że ktoś pięknie śpiewał, że to mu się podobało, ale pada tekst: „Jak mi tu było dobrze. Muszę w przyszłym roku przyjechać i jeszcze kogoś przyprowadzić” – wyjaśnił organizator.

Były perkusista zespołu „Skaldowie” często jeździ po świecie głosząc rekolekcje i słyszy różne świadectwa, o tym, jak koncert znany jest w różnych zakątkach świata. Pomimo ogromnego sukcesu przychodzą również chwile zwątpienia.

–  Po drugim czy trzecim koncercie, czyli może w 2004, 2005 roku mówiłem, że jeżeli to jest dzieło ludzkie, to zginie śmiercią naturalną, a jeżeli to jest dzieło Boże, to nikt nie potrafi tego zniszczyć. Ludzie sami się upominają, że chcą tutaj przyjechać i się pomodlić. Często słyszymy, że na koncercie ludzie łapią zdrowie psychiczne – mówił Jan Budziaszek.

Artyści na koncert przyjeżdżają całymi rodzinami. Jak akcentują, w Boże Ciało spotyka się przecież „Rodzina Jednego Serca Jednego Ducha”. Ale, żeby móc wyjść na scenę i wystąpić, ktoś musi zaopiekować się najmłodszymi członkami rodziny. Za sceną toczy się drugie życie. Dzieci bawią się, biegają, grają, modlą się, a wszystko odbywa się pod czujnym okiem sióstr zakonnych, które podjęły się tego niełatwego zadania.

– Już od sześciu lat pomagamy zwłaszcza w pilnowaniu dzieci. Tworzymy takie mini przedszkole dla dzieci uczestników, artystów czy to na warsztatach poprzedzających, przygotowujących do koncertu, czy już na samym koncercie. Działamy od zaplecza, ale dzięki temu możemy uczestniczyć w tym piękny wydarzeniu – zaznaczyła s. Julita ze Zgromadzenia Sióstr Serafitek z Rzeszowa.

Beata Bednarz już od 19 lat uczestniczy w tym szczególnym uwielbieniu. Swoim głosem wychwala Pana Boga oraz dzieli się swoim wyjątkowym talentem. Z Janem Budziaszkiem zapoznała się podczas jego pięćdziesiątych urodzin, w czasie których wokalistka – jak sama mówiła – miała okazję wystąpić. Potem po kilku latach organizator rzeszowskiego koncertu odezwał się do pani Beaty i tak już od 9 lat jest członkiem „Rodziny Jednego Serca Jednego Ducha”. Beata Bednarz podkreśliła, że na koncert przyjeżdża w jednym celu.

Nie wiem, czy to właściwe słowo „koncert”, bo Janek Budziaszek zawsze podkreśla, że to jest miejsce i czas, w którym uwielbiamy Pana Boga i z takim nastawieniem wszyscy tutaj przyjeżdżamy. Wspólnie i razem tym, czym mamy – jedni grają, inni śpiewają, a jeszcze inni organizują – oddajemy chwałę Panu Bogu – wskazała wokalistka.

Pierwszy koncert „Jednego Serca Jednego Ducha” odbył się w Boże Ciało 2003 roku. Jan Budziaszek wówczas nazwał go „koncertem swojego życia”. Nikt wtedy nie spodziewał się, że od tego momentu koncert uwielbieniowy na stałe wpisze się w tradycję nie tylko Rzeszowa, ale i całego kraju.

Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl

drukuj