fot. flickr.com

„Nasz Dziennik”: Najbliższa niedziela jest handlowa. Pracodawcy układają grafiki tak, żeby utrudnić pracownikom handlu udział w wyborach

Do związków zawodowych docierają informacje, że wielu pracodawcom zależy na tym, aby doszło do zmiany prezydenta, i na odebraniu dużej części rozwiązań socjalnych. „To jeden z siedmiu dni w 2020 r., kiedy sklepy są otwarte. Dowiadujemy się, że właściciele sklepów i sieci tak układają dyżury w pracy, aby pracownicy mieli utrudnioną możliwość głosowania. W wielu placówkach do pracy muszą przyjść wszyscy pracownicy. W ten sposób zatrudniający chcą przyczynić się do zmiany na urzędzie prezydenta – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ ,,Solidarność”.

– Tak się złożyło, że najbliższa niedziela – kiedy odbywają się wybory – jest handlowa. To jeden z siedmiu dni w 2020 r., kiedy sklepy są otwarte. Dowiadujemy się, że właściciele sklepów i sieci tak układają dyżury w pracy, aby pracownicy mieli utrudnioną możliwość głosowania. W wielu placówkach do pracy muszą przyjść wszyscy pracownicy. W ten sposób zatrudniający chcą przyczynić się do zmiany na urzędzie prezydenta – podnosi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ ,,Solidarność”.

Przewodniczący Alfred Bujara w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że najbliższe wybory prezydenckie będą kluczowe dla pracowników wielu branż. Wtedy rozstrzygnie się też to, czy zachowają oni prawa, które nabyli.

– Niestety, przedsiębiorcy w Polsce są mało życzliwi wobec swoich pracowników. Robią dla nich tylko to, do czego zmusza ich prawo. Okazało się, że można więcej płacić pracownikom, bo wzrosła płaca minimalna. Wolne niedziele są możliwe, bo tak wynika z ustawy. Pracodawców nie interesowało to, że ludzie chcą wypocząć i spędzać czas z rodziną – zwraca uwagę Alfred Bujara.

W tej sytuacji konieczne jest mobilizowanie się całego społeczeństwa i liczne pójście do urn.

– Dlatego teraz prosimy: mobilizujmy się, naszych przyjaciół i rodziny i idźmy na wybory – apeluje.

Alfred Bujara apeluje nie tylko do pracowników handlu o wzięcie udziału w głosowaniu.

– Rozstrzygnijmy wybór prezydenta w I turze. Czeka nas kryzys gospodarczy, a pracodawcy jak zwykle będą starali się przerzucić koszty tego kryzysu na pracowników. Już dziś jest to widoczne w wielu sieciach handlowych. Aby móc się przed tym bronić, wsparcie prezydenta będzie nam bardzo potrzebne. Prezydenta, który stoi po stronie pracowników, a nie międzynarodowych korporacji. Takim prezydentem jest Andrzej Duda. Udowodnił to przez ostatnie 5 lat – akcentuje przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

Co więcej, ostatnie godziny przed wyborami, w ocenie prof. Mieczysława Ryby, to czas, w którym wyborcy zadają sobie pytanie: Ile mogą stracić po ewentualnej zmianie prezydenta?

– W minionych 5 latach życie dużej części społeczeństwa znacznie się poprawiło. Jest coraz mniej ludzi biednych, a i bogatym żyje się lepiej. Pomimo epidemii COVID-19 bezrobocie nie wzrosło nawet o 0,5 proc. To są realne dowody na to, że dużo ryzykujemy, zmieniając prezydenta – stwierdza prof. Mieczysław Ryba.

Jak zauważa Alfred Bujara, dużym atutem obecnego prezydenta jest realizowanie składanych obietnic.

– Mamy przywrócony wiek emerytalny: 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Udało się także zmniejszyć ilość umów śmieciowych w handlu. Za rządów koalicji PO – PSL było ich 40 proc., a obecnie jest 15 proc. Znacznie wzrosły też stawki godzinowe. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 5 lat temu pracownicy w handlu pracowali za 4,5 zł za godzinę, a ochrony – otrzymywali 3 zł – stwierdza Alfred Bujara.

Już w I turze?

Dzięki mobilizacji elektoratu możliwe jest zwycięstwo Andrzeja Dudy już w I turze wyborów prezydenckich. Badania preferencji wyborczych wskazują, że urzędujący prezydent cieszy się dużym poparciem. Niektóre z nich dowodzą, że Andrzej Duda zbliża się do wyniku 45 proc. Pozwala to realnie myśleć o triumfie w I turze wyborów prezydenckich.

– Jest szansa na to, że Andrzej Duda wygra w I turze. Naprawdę Rafał Trzaskowski nie musi osiągnąć takiego wyniku, na który wskazują sondaże. Podczas spotkań kandydat KO nie elektryzuje tłumów. Jego największym atutem jest wygląd. Ale jak wiemy, nie niesie to ze sobą żadnych treści. Cały jego przekaz ogranicza się do tego, że gdy zostanie prezydentem, to będzie miło, a Prawo i Sprawiedliwość jest złe. Tam naprawdę nic nie ma – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jak dodaje, kluczowe jest to, jak Prawo i Sprawiedliwość wykorzysta ostatnie godziny kampanii.

– Dużo rozstrzygnie się w Waszyngtonie, a więc co Andrzej Duda przywiezie ze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli będą to sprawy dużego kalibru, to przekonają niezdecydowanych – podnosi politolog.

Szansę na zwycięstwo Andrzeja Dudy w I turze wyborów widzi także Andrzej Maciejewski, politolog z Instytutu Sobieskiego.

– Jest jeszcze trochę czasu i możliwe jest takie pokierowanie kampanią, aby wyścig zakończyć już w niedzielę. Kluczowe będzie jednak zmobilizowanie już przekonanego elektoratu, a także sięgnięcie po osoby niezdecydowane – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Andrzej Maciejewski.

Tłumne pójście do urn

Sondaże badające preferencje wyborców w I turze wyborów prezydenckich jasno wskazują, że zwycięży Andrzej Duda. Jego sytuacja komplikuje się w II turze. Wtedy bardzo prawdopodobne jest to, że zastosowany zostanie mechanizm z wyborów do Senatu z jesieni 2019 r., kiedy to cała opozycja zjednoczyła się przeciwko kandydatom Prawa i Sprawiedliwości.

– To naturalne, że politycy pracują nad różnymi scenariuszami. I tak jak kandydat Koalicji Obywatelskiej stara się pozyskać poparcie innych środowisk, robi to również Andrzej Duda. Są to jednak pertraktacje zakulisowe i o ich finalnym kształcie dowiemy się dopiero po I turze wyborów – stwierdza Andrzej Maciejewski.

Nie chce się opowiedzieć ani po jednej, ani po drugiej stronie Władysław Kosiniak-Kamysz. Trudno mu oficjalnie poprzeć kandydata Prawa i Sprawiedliwości, gdyż właśnie z tą partią ludowcy rywalizują o elektorat wiejski. Z kolei wejście w sojusz z PO na czas wyborów do Parlamentu Europejskiego wiosną 2019 r. doprowadziło niemal do rozbicia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Konserwatywny elektorat wiejski nie zaakceptował tego, że politycy tej formacji poparli ideologów LGBT.

Z kolei prof. Mieczysław Ryba podnosi, że to, iż dany polityk zadeklaruje, że popiera jednego bądź drugiego kandydata, który znajdzie się w II turze, to jeszcze nie znaczy, że tak zachowają się jego wyborcy.

– Czy ktoś zakłada, że wiejski elektorat Kosiniaka-Kamysza poprze Rafała Trzaskowskiego i jego propozycje LGBT? A może poprą go środowiska rodzinne i pro-life skupione wokół Konfederacji? Jeżeli ktoś tak twierdzi, to bardzo się myli – akcentuje prof. Mieczysław Ryba.

Zdaniem profesora, środowiska liberalne i lewicowe chcą doprowadzić do takiej sytuacji, aby wyborcy Krzysztofa Bosaka zbojkotowali II turę.

– Bosak może liczyć na poparcie około 10 proc. i jeżeli oni nie pójdą głosować, to będzie to na rękę KO. To może być powód pogłosek o sojuszu Konfederacji z Trzaskowskim. A fakty są takie, że Konfederacja to jedyna siła w Sejmie, która może wspierać PiS – ocenia prof. Mieczysław Ryba.

Rafał Stefaniuk/ Nasz Dziennik

drukuj