fot. pixabay

„Nasz Dziennik”: Eskalacja cywilizacji śmierci w Kanadzie. Z roku na rok wzrasta liczba tzw. eutanazji

Śmiertelny eksperyment legalizacji tzw. eutanazji wymusiło na Kanadyjczykach zaledwie siedmiu sędziów Sądu Najwyższego w orzeczeniu z 2015 roku. Dane z ostatnich lat nie pozostawiają wątpliwości, że cywilizacja śmierci w tym kraju postępuje. W 2018 roku przy zastosowaniu tzw. procedury medycznie wspomaganej śmierci pozbawiono życia 2613 Kanadyjczyków. Stanowiło to 1,12 proc. wszystkich zgonów w Kanadzie. W 2019 roku śmiertelny zastrzyk otrzymało 5631 osób, co stanowiło już 2 proc.

„Według najnowszego drugiego rocznego raportu o tytule fałszującym rzeczywistość: >>o pomocy medycznej w umieraniu<< 7595 Kanadyjczyków zakończyło życie w 2020 roku przez zastosowanie zastrzyku ze śmiertelną trucizną” – poinformowała Ewa Kowalewska, prezes Human Life International – Polska, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Tylko w samej Kolumbii Brytyjskiej, jednej z prowincji, stanowiły one aż 4 proc. wszystkich zgonów. Szczególnie niepokojący jest fakt, że 18,6 proc. – czyli ponad 1412 osób – jako przyczynę prośby o tzw. eutanazję wymieniło samotność i izolację.

„Wniosek jest prosty: gdyby Kanadyjczycy mieli dostęp do prawidłowej opieki u schyłku życia, nie żądaliby śmierci z obawy o niewystarczające leczenie bólu” – dodała Ewa Kowalewska.

Wszystko wskazuje na to, że pęd ku cywilizacji śmierci się nie zatrzyma. Nastąpi dalszy 20-procentowy wzrost liczby zgonów na skutek medycznie wspomaganej śmierci. Można szacować, że w 2021 roku będzie to liczba ponad 9100 przypadków.

„Kanada idzie śladem Holandii, Belgii i innych krajów, które wiele lat temu wprowadzały eutanazję. Wtedy na początku mówiono, że tak będzie w przypadku chorób nieuleczalnych. Widzimy, że to była nieprawda. Pokazują to przypadki, gdy życie odbiera się ludziom, którzy czują się samotni, niekochani” – mówił „Naszemu Dziennikowi” Jacek Kotula, obrońca życia i rodziny.

Z „Raportu o pomocy medycznej w umieraniu” wynika, że tysiące Kanadyjczyków zabito, bo nie otrzymali wsparcia od odpowiednich służb medycznych i bliskich. Ponad 4 tys. osób zostało poddanych eutanazji z powodu raka, ale bez dyskusji z onkologiem na temat tego sposobu postępowania; 2650 osób uważało, że są ciężarem dla swojej rodziny, przyjaciół lub opiekunów; 1412 osób poprosiło o zakończenie ich życia, ponieważ czuły się odizolowane i samotne; 1253 uśmiercono na życzenie – bez orzeczonej choroby terminalnej; 322 osoby, które potrzebowały usług wsparcia ze względu na niepełnosprawność, ale ich nie otrzymały; 126 osób, które wymagały opieki paliatywnej, ale nie miały do niej dostępu – wskazała Ewa Kowalewska.

W tej grupie aż 59 pacjentów lekarz lub pielęgniarka określili jako żądających dobrowolnego śmiertelnego zastrzyku, ale nie skonsultowali nawet tego z tą osobą. Ewa Kowalewska zwróciła przy tym uwagę na zastosowaną perfidną grę językową.

„Tłumaczy się, że nikt nie chce cierpieć i kiedy człowiek umiera, to chciałby z pewnością, aby nad nim pochylił się lekarz, który potrafi ratować lub pomagać w ostatnich chwilach życia. W związku z tym określenie >>medyczna pomoc w umieraniu<< kojarzy się z opieką medyczną nad człowiekiem cierpiącym, chorym, bliskim śmierci, a nie z podaniem środka, który powoduje śmierć” – zaznaczyła prezes Human Life International – Polska.

Arbitralna decyzja lekarzy

„Pomoc medyczna w umieraniu” to nowy termin, który ma rozmyć faktyczny cel tych procedur.

„Wcześniej były już dwa: >>eutanazja<< – który jest fałszywy, bo mówi o dobrej śmierci, ale jak uznać to za dobro, kiedy ktoś kogoś zabija? A drugi termin to >>samobójstwo wspomagane<<” – wyjaśniła Ewa Kowalewska.

Czym jest faktycznie tzw. pomoc w umieraniu, pokazał ostatnio przypadek Polaka z brytyjskiego Plymouth, który mimo że samodzielnie oddychał, został odłączony od aparatury zapewniającej żywienie i nawadnianie. [czytaj więcej]

Z kanadyjskiego raportu wynika, że wobec 905 osób, które nie były terminalnie chore, nie uwzględniono wymaganego prawem 10-dniowego okresu do namysłu. Arbitralną decyzją lekarzy uznano jednak, że mogłyby one stracić zdolność podejmowania decyzji w ciągu 10 dni.

„Rodzi to poważne pytanie, czy pierwszy wniosek był oparty na świadomej decyzji pacjenta, jeżeli dana osoba znajdowała się już na skraju całkowitej utraty świadomości” – zwróciła uwagę Ewa Kowalewska.

Human Life International – Polska wskazuje jednocześnie, że zgodnie ze zmianami w kanadyjskim prawie, które weszły w życie 21 marca 2021 roku, 10-dniowy okres do namysłu został zniesiony wobec każdego, kogo śmierć jest racjonalnie przewidywalna.

„Wobec takiej konstrukcji podawanie na żądanie śmiertelnego zastrzyku tego samego dnia, gdy składana jest prośba, obecnie funkcjonuje jako zwyczajna procedura” – zauważyła Ewa Kowalewska.

W przypadku osób z chorobami przewlekłymi i niepełnosprawnością obowiązuje 90-dniowy okres oczekiwania, ale również można go całkowicie uchylić, jeżeli dwóch praktykujących lekarzy stwierdzi, że w tym okresie może zostać utracona zdolność podejmowania decyzji przez chorego.

„I to jeszcze nie koniec tych zabójczych, śmiercionośnych pomysłów. W marcu w 2023 roku planowane jest wejście w życie prawa uznającego samą chorobę psychiczną jako wystarczające uzasadnienie do podania śmiertelnego zastrzyku” – mówiła prezes Human Life International – Polska.

Groźne absurdy

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk, zwrócił uwagę na definicje pojęć: „zdrowie” i „choroba” lansowanych przez WHO.

„Zakładają one pełny dobrostan życia w wymiarze psychicznym, fizycznym, społecznym i ekonomicznym, co jest równie absurdalne, co szkodliwe. Warto zauważyć, że decyzje eutanatyczne w Kanadzie podejmowane są w ogromnej większości z przyczyn, które nie mieszczą się w racjonalnym pojęciu choroby” – wyjaśnił ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

W ocenie etyka kanadyjski raport unaocznia eskalację zjawiska eutanazji w świecie, która dokonuje się nie tylko w przypadku osób uznanych za nieuleczalnie chore, ale także opuszczonych i wykluczonych.

„Dochodzi do niej z bardzo różnych powodów i jest ona kamuflowana często mylącymi pojęciami. Wciąż jednak, niezależnie od tych pojęć, jest to zabójstwo niewinnego człowieka” – podkreślił duchowny.

Oburzające przy tym jest to, że tak rozwinięte państwo jak Kanada szczyci się statystykami dotyczącymi tzw. eutanazji.

„Publikowanie zestawień o uśmiercaniu kilku tysięcy niewinnych ludzi świadczy o bezduszności i bezradności cywilizacyjnej społeczeństwa. W moim przekonaniu to bezwzględny cynizm” – dodał ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Z raportu wynika, że w 2020 roku 1274 lekarzy i 71 praktykujących pielęgniarek zabiło co najmniej jedną osobę, z czego 200 z nich zamordowało dziesięć lub więcej osób.

Jacek Kotula, obrońca życia, zwrócił uwagę na przyczynę tego wstrząsającego zjawiska.

„Te społeczeństwa zatraciły Boga, zatraciły nadzieję. Chociaż mają dobra materialne, to nie mają miłości, dlatego ci ludzie dochodzą do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem jest samobójstwo. Mary Wagner mówi, że tam po prostu ludzie żyją w dobrobycie bez Boga i taka droga prowadzi nie do szczęścia, lecz do samozagłady” – podkreślił Jacek Kotula.

Receptą na powstrzymanie tego niepokojącego trendu, w jego ocenie, jest nawrócenie.

„W biednych krajach nie widać samobójstw, bo tam jest mocna rodzina, ludzie wierzą i pomagają sobie. Tymczasem na Zachodzie widoczne są egoizm i hedonizm. Kanada jest liderem tego zjawiska. Począwszy od aborcji poprzez gender, homoseksualizm, a skończywszy na eutanazji” – akcentował podkarpacki samorządowiec.

Kanadyjskie władze odbierają też dofinansowanie ze środków publicznych tym hospicjom, które nie zgadzają się na przeprowadzanie tzw. eutanazji w ich strukturach. W praktyce dla wielu z nich oznacza to likwidację.

„Przed eutanazyjnym przyspieszeniem niejednokrotnie przestrzegali kanadyjscy księża biskupi, którzy apelują o rozwijanie kultury opieki, a nie śmierci na żądanie. Najwyższy czas, by wysłuchano tego wezwania” – podsumował Jacek Kotula.

 

Jacek Sądej/„Nasz Dziennik”

drukuj