fot. flickr.com

Narasta napięcie na linii USA – Iran

Narasta napięcie na linii Stany Zjednoczone – Iran po zestrzeleniu przez Irańczyków amerykańskiego drona zwiadowczego. Strona irańska uważa, że maszyna naruszyła ich przestrzeń powietrzną. Amerykanie utrzymują, że doszło do tego w strefie międzynarodowej.

Według dziennika „New York Times”, prezydent Donald Trump zgodził się na militarną odpowiedź na Iran, ale następnie ją odwołał. Agencja Reuters poinformowała, że amerykański przywódca ostrzegł Iran przed atakiem i wezwał do rozmów. Irańczycy oświadczyli z kolei, że za konsekwencje ewentualnej akcji militarnej odpowiedzialny będzie Waszyngton.

Politolog prof. Andrzej Gil ocenił, że napięcia między oboma krajami wynikają przede wszystkim z polityki wobec Izraela.

– Wydaje mi się, że Donald Trump w swojej antyirańskiej retoryce idzie trochę za daleko, ponieważ problem jest w tym, czyim rzecznikiem jest w tym momencie Trump – czy USA, czy Izraela? Mam wrażenie, że w tym momencie jest bardziej rzecznikiem Izraela niż Stanów Zjednoczonych, a to nie jest dobre. Izrael, jeśli chce załatwiać swoje sprawy, niech je załatwia w swoim zakresie. Były precedensy izraelskiego uderzenia w cele związane z Iranem, ale miejmy świadomość odwetu. Mieszanie się w to USA, a także takich państw jak my (nasza polityka jest w 100 proc. zależna od polityki amerykańskiej, i co nam każą w Waszyngtonie zrobić, to zrobimy) jest niepokojące – stwierdził prof. Andrzej Gil.

Obawy o konfrontację pomiędzy USA i Iranem rosną od 13 czerwca, kiedy w Zatoce Omańskiej zaatakowane zostały dwa tankowce. Stany Zjednoczone oskarżyły o ten atak Iran, czemu ten kategorycznie zaprzecza.

RIRM

drukuj