Miasto zrównane z ziemią, mieszkańcy wygnani
Niemcy w okupowanej Polsce od pierwszych dni prowadzili politykę opartą na bezwzględnym terrorze, zmierzającą do wyniszczenia polskiej ludności. Warszawa, jako nie tylko największe, ale i najbardziej aktywne społecznie, politycznie i kulturalnie skupisko Polaków, stała się terenem jej szczególnego nasilenia.
Z miesiąca na miesiąc na warszawskich ulicach nasilały się kontrole dokumentów, aresztowania, uliczne i tajne egzekucje, transporty do obozów koncentracyjnych oraz łapanki, kończące się wywózkami na roboty przymusowe do III Rzeszy. Ponurą sławę zdobył położony w sercu miasta Pawiak przy ul. Dzielnej – największe więzienie polityczne na terenie Polski.
Niemcy, pozbawiając Warszawę wszelkich atrybutów stołeczności, planowali utworzenie w tym miejscu niemieckiego miasta prowincjonalnego ze zmniejszoną liczbą ludności do 130 tysięcy. Stosunek władz okupacyjnych do Warszawy i jej mieszkańców najlepiej oddaje wypowiedź gubernatora Hansa Franka: „Mamy w tym kraju jeden punkt, z którego wypływa wszystko zło: jest to Warszawa. Gdybyśmy nie mieli w Generalnym Gubernatorstwie Warszawy, nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć. Warszawa jest i pozostanie ogniskiem niepokoju, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”.
Zbrodniczy plan wobec Warszawy i jej mieszkańców okupant kontynuował w trakcie i po upadku Powstania Warszawskiego. „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy” – brzmiał rozkaz Hitlera i Reichsführera SS Heinricha Himmlera, wydany na wieść o wybuchu walk w Warszawie. Rozkaz ten od pierwszych dni powstania był nader skrupulatnie realizowany. W różnych dzielnicach miasta dochodziło do egzekucji wziętych do niewoli powstańców i cywilów. Każdą zdobytą dzielnicę pacyfikowano, czemu towarzyszyły mordy, gwałty i kradzieże. Do największych zbrodni doszło na Woli, gdzie w przeciągu kilku dni zamordowano od 40 do 50 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludobójstwo mieszkańców Woli i Ochoty powstrzymała nieco chęć wykorzystania osób zatrzymanych przy robotach przymusowych. Niemcom zależało na tym, aby jak najprędzej usunąć ludzi z miasta, a potem je ograbić i zrównać z ziemią. Himmler na spotkaniu z dowódcami okręgów wojskowych i komendantami szkół oficerskich stwierdził: „Z historycznego punktu widzenia czyn Polaków jest dla nas błogosławieństwem, pokonamy ich w ciągu pięciu, sześciu miesięcy. Wówczas jednak Warszawa, stolica, centrum, inteligencja tego 16-17-milionowego narodu Polaków zostanie zlikwidowana […]. Poza tym, wydałem jednocześnie rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy”.
Pruszków i Zieleniak
Od 6 sierpnia niemieckie władze rozpoczęły masowe wysiedlanie mieszkańców Warszawy. Wypędzeniom towarzyszyły mordy, gwałty, a także rabunki i podpalenia domostw. Na terenie miasta zorganizowano kilka punktów zbornych, w których dokonywano wstępnej „selekcji”. Panowały w nich nieludzkie warunki bytowe – brakowało wody i żywności, co sprzyjało szerzeniu się chorób. Największy z tych punktów zbornych to kościół św. Stanisława na terenie parafii św. Wojciecha, przy ul. Wolskiej, i drugi – dawny targ warzywny przy ul. Grójeckiej 95, popularnie zwany Zieleniakiem. Przez ten ostatni z Ochoty i innych dzielnic Warszawy przeszło w ciągu dwóch tygodni około 60 tys. warszawiaków. „Gdy przypominam sobie Zieleniak, mam w pamięci zaduch, tłum zapełniający plac i ciągłe pokrzykiwania ronowców. W dzień chodzili, aby upatrzeć sobie kobiety, które w nocy wyciągali do szkoły czy poza mur i tam gwałcili. […] Na Zieleniaku kobiety rodziły dzieci. Niemowlęta umierały z głodu. […] To był wstrząsający widok” – wspominała po latach mieszkanka Ochoty. Kościół św. Stanisława i Zieleniak stały się symbolami martyrologii cywilnej ludności Warszawy. Mniejsze punkty etapowe zorganizowano w tartaku na Okęciu, w forcie Sokolnickiego na Żoliborzu oraz na Jelonkach. Po wstępnej selekcji kolumny wypędzonych, pozbawione jakiegokolwiek dobytku, doprowadzano do Dworca Zachodniego, gdzie oczekiwały na transport do obozu w Pruszkowie. Część transportów przewożono Elektryczną Koleją Dojazdową, niektórzy ewakuowani pokonywali drogę pieszo. Najbardziej tragiczny widok przedstawiały pierwsze grupy wysiedlonych kobiet, dzieci i starców, pędzonych pieszo szosą przez Włochy i Ursus.
Na terenie warsztatów kolejowych w Pruszkowie Niemcy założyli obóz przejściowy – Durchgangslager (Dulag) 121, który stał się centralnym punktem ewakuacyjnym. Pierwszy transport przybył do obozu już 6 sierpnia wieczorem – byli to wysiedleni mieszkańcy Woli. Obóz podlegał początkowo SS i żandarmerii, a po 10 sierpnia Wehrmachtowi, urzędowało tam również gestapo. W obozie panowały tragiczne warunki bytowe – brak higieny, głód, przepełnienie pomieszczeń sprzyjały szerzeniu się epidemii. Hale były wewnątrz puste, najczęściej pozbawione szyb, z betonową posadzką. „Otwarto wielką bramę, wlewa się przez nią milczący potok wygnańców. To warsztaty pruszkowskie, otoczone wysokim murem. Za tymi murami, jak okiem sięgnąć, wszędzie tłumy ludzi koczujących na gołej ziemi. […] Upał. Język przysycha. Ani strawy, ani nawet wody nie otrzymaliśmy pierwszego dnia. […] Na noc zapędzają do olbrzymiej hali z betonową podłogą i tutaj, w brudzie i smrodzie, na gołych kamieniach, wśród płaczu małych, głodnych dzieci i jęków chorych, zupełnie po ciemku spędzamy drugą noc wygnania. Noc bezsenną” – wspominała swój pobyt w pruszkowskim obozie Zofia Wędrychowska. Przeciętnie pobyt w obozie trwał od jednego do kilku dni. Ewakuowani poddawani byli selekcji. Osoby niezdolne do pracy kierowano na osiedlenie do różnych miejscowości Generalnego Gubernatorstwa, resztę wywożono na roboty przymusowe do III Rzeszy oraz do obozów koncentracyjnych. Po upadku powstania, w związku z zatłoczeniem Dulagu 121, powstały jego filie w najbliższym sąsiedztwie Warszawy, m.in. w Ursusie, Piastowie, Włochach oraz w zakładach „Waverma” w Pruszkowie. Obozy te były czynne od kilku do kilkunastu dni.
Wraz z opanowywaniem kolejnych dzielnic i rejonów miasta przez nieprzyjaciela transporty do Pruszkowa przybywały w dzień i w nocy. Największa fala wypędzonych przeszła przez obóz po kapitulacji Starego Miasta – od 30 do 40 tys. osób oraz po upadku powstania. W pierwszej dekadzie września, po klęsce powstania na Starym Mieście (2 września) i Powiślu (6 września), nastąpiło gwałtowne załamanie się nastrojów wśród ludności cywilnej. W wyniku ewakuacji zorganizowanej przez Polski Czerwony Krzyż w ciągu dwóch dni (8-9 września) miasto dobrowolnie opuściło 8 tys. kobiet, dzieci i starców. Pod koniec września wznowiono rokowania w sprawie ewakuacji ludności. 1 i 2 października Warszawę opuściło kolejne 25 tys. osób. Większość warszawiaków pomimo ciągłych bombardowań i ostrzału artyleryjskiego wolała jednak pozostać w mieście, niż zdać się na łaskę Niemców.
Wymuszona ewakuacja
2 października 1944 roku, wobec wyczerpania możliwości kontynuacji walki i braku nadziei na pomoc z zewnątrz, przedstawiciele Komendy Głównej AK podpisali w kwaterze gen. Ericha von dem Bacha w Ożarowie układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. Zgodnie z jego postanowieniami oddziały Armii Krajowej miały złożyć broń i wyjść do niewoli. Warszawę opuścić musiała również ludność cywilna. Punkt 10. części pierwszej układu mówił: „Żądana przez dowództwo niemieckie ewakuacja ludności cywilnej miasta Warszawy zostanie przeprowadzona w czasie i w sposób oszczędzający ludności zbędnych cierpień. Umożliwi się ewakuowanie przedmiotów posiadających wartość artystyczną, kulturalną i kościelną. Dowództwo niemieckie dołoży starań, by zabezpieczyć pozostałe w mieście mienie publiczne i prywatne. Szczegóły ewakuacji uregulowane będą osobnym porozumieniem”. Strona niemiecka ze szczególnym cynizmem łamała ten punkt układu.
3 października rozpoczął się kolejny dramat w dziejach Warszawy i jej mieszkańców. Kolumny ludzi z resztkami dobytku na plecach opuszczały zrujnowane miasto. Wychodziły ulicami: Śniadeckich i 6 Sierpnia (obecnie Nowowiejska) w kierunku Filtrowej, Żelazną i Al. Jerozolimskimi w kierunku Grójeckiej oraz Grzybowską i Chłodną w kierunku Wolskiej. Trasy przemarszu były ubezpieczane przez oddziały niemieckie. „Wąż wielotysięczny ludzi ciągnął z tobołkami, plecakami, walizkami. Małe dzieci wieziono w wózkach, słabych prowadzono pod rękę. Ten nasz exodus polski porównać można było chyba z wyjściem Żydów z Egiptu” – pisała Maria Gieysztor. Według niemieckich danych Warszawę opuściło: 3 października – 48 tys. osób cywilnych, 4 października – 17 tys., 5 października – 15 tys., 6 października – 37 tys. i 7 października – 51 tysięcy. Powstańcy wychodzili do niewoli 4 i 5 października. Kierowano ich do obozu przejściowego w Ożarowie, skąd wywożono pociągami do stalagów i flagów na terenie III Rzeszy. Ogółem przez cały okres powstania i po jego upadku do niewoli dostało się około 16 tys. powstańców.
W mieście pozostało mnóstwo chorych i rannych, których ewakuacją zajęła się Rada Główna Opiekuńcza i Polski Czerwony Krzyż. Wśród ewakuowanych znalazły się całe szpitale, sierocińce i domy starców. Ich ewakuacja trwała do końca października. Jednak nie wszyscy opuścili miasto. Wśród gruzów pozostały niewielkie grupki ukrywających się powstańców i cywilów – tzw. warszawscy robinsonowie, którzy nie mogli bądź nie chcieli opuścić Warszawy.
Zagłada miasta
Przez obozy przejściowe przeszło łącznie ponad pół miliona warszawiaków, z czego 60 tys. trafiło do obozów koncentracyjnych, najwięcej do Auschwitz i Ravensbrück – głównie kobiety, Buchenwald, Mauthausen, Gross-Rosen, Bergen-Belsen. Kolejne 90 tys. wywieziono do obozów pracy przymusowej. Około 350 tys. chorych i rannych, starców, kobiet z dziećmi rozproszono na obszarze Generalnego Gubernatorstwa. Najwięcej trafiło w okolice Radomia, Częstochowy i Krakowa. Transport z obozów przejściowych odbywał się pociągami towarowymi, często w odkrytych wagonach – „węglarkach”, w zaduchu lub deszczu, bez możliwości załatwienia potrzeb fizjologicznych. Tych kilkaset tysięcy warszawiaków rozmieszczonych na terenie miast i wsi GG, w przeważającej części bez jakichkolwiek środków do życia, w stanie skrajnego wyczerpania, przetrwało dzięki pomocy społeczeństwa polskiego, organizacji RGO i PCK oraz parafii i zakonów.
Wysiedlenie praktycznie całej ludności Warszawy jest wydarzeniem bezprecedensowym w historii Europy. Przez kilka miesięcy, miasto liczące przed wybuchem powstania blisko milion mieszkańców, właściwie nie istniało. Z kilkuset tysięcy osób uczyniono żebraków, skazując ich na nędzę i poniewierkę, na niewolniczą pracę w Rzeszy czy w końcu na zagładę w obozach koncentracyjnych. Samo miasto po uprzednim ograbieniu było planowo zrównane z ziemią. Od kapitulacji powstania do stycznia 1945 roku zlikwidowane zostało 30 proc. zabudowy, tzn. więcej niż uległo zniszczeniu w trakcie dwóch miesięcy walk.
W 2008 roku Muzeum Powstania Warszawskiego dotarło do niemieckich dokumentów zawierających dane o mieszkańcach Warszawy, których w trakcie i po upadku powstania wysiedlono do gminy Rozprza w powiecie piotrkowskim w dystrykcie radomskim. Zbiór obejmuje blisko 580 kart policyjnego zameldowania i wymeldowania (Polizeiliche Anmeldung i Polizailiche Abmeldung). Dokumenty stanowią jedno ze świadectw wypędzeń ludności Warszawy przez Niemców.
Historycznej Muzeum Powstania Warszawskiego.
