„Marysia – na przekór diagnozom” – historia dziewczynki, która miała nie żyć
Musieliśmy stoczyć z lekarzami walkę o zachowanie ciąży, bo według nich w naszym przypadku aborcja była jedynym słusznym wyjściem. Nasza decyzja, że nie zabijemy dziecka, wywołała nawet nie zdziwienie, ale wręcz drwiny czy próby zastraszenia – wskazuje Adrianna Wywiał, mama niepełnosprawnej Marysi. Kobieta podzieliła się świadectwem z Fundacją Grupa Proelio w ramach kampanii „Każde życie jest cudem”.
Bohaterowie kampanii pro-life „Każde życie jest cudem”, którą prowadzi Fundacja Grupa Proelio, żyją z różnymi wadami rozwojowymi, na podstawie których jeszcze do niedawna w Polsce można było pozbawić ich życia. W filmie zrealizowanym przez Fundację poznajemy historię niepełnosprawnej Marysi, u której zdiagnozowano wadę letalną. Lekarze, z którymi mama Marysi stoczyła walkę o zachowanie ciąży, uznawali tzw. aborcję za jedyne słuszne wyjście.
„Moje dziecko, wyjęte spod ochrony prawa, było traktowane jak śmieć. Nikt w tym wszystkim nie widział jej, mojej małej córki, tej najbardziej bezbronnej, która rosła pod moim sercem. Nawet jeśli była chora letalnie i być może zniekształcona, to nie była żadnym potworkiem, tylko moją małą córeczką. Tymczasem jej życie jakby nie istniało. Skoro nie chroniło go prawo, nikt poza nami nie widział sensu jego ochrony. Musieliśmy stoczyć z lekarzami walkę o zachowanie ciąży, bo według nich w naszym przypadku aborcja była jedynym słusznym wyjściem. Nasza decyzja, że nie zabijemy dziecka, wywołała nawet nie zdziwienie, ale wręcz drwiny czy próby zastraszenia” – napisała Adrianna Wywiał, mama Marysi, o sytuacji, której doświadczyła w czasie ciąży.
Diagnoza się nie potwierdziła. Okazało się, że Marysia jest niepełnosprawna, ale na skutek powikłań wynikających z wcześniactwa. Już po urodzeniu przeżyła wstrząs septyczny, miała masywne krwawienia do tylnej jamy czaszki i w wyniku wlewu całkowicie straciła móżdżek.
„Wtedy kolejny raz powiedziano nam, że to koniec, że nie ma sensu jej ratować. Neurochirurg był pewien, że po takich wylewach Marysia i tak umrze, a w najlepszym razie będzie warzywem” – wspominała mama dziewczynki.
Rodzice nie poddawali się, walczyli dalej. Ubłagali lekarza, aby przeprowadził operację – on był przekonany, że dziecko i tak umrze. Marysia przeżyła i jej stan się powoli poprawiał. Dziś dziewczynka ma 5 lat. Jest radosnym, cieszącym się życiem dzieckiem, jak i wspaniałą starszą siostrą.
Niedawno mama Marysi założyła Klinikę Rehabilitacji Neurologicznej Neuroneo, w której oferuje się terapię dla dzieci obciążonych neurologicznie. Jedną z pacjentek jest Marysia.
„Od roku obserwujemy, jak rozwój Marysi przyspieszył i cieszymy się wspaniałymi efektami terapii” – wskazała mama dziewczynki.
Fundacja Grupa Proelio



