fot. Katarzyna Cegielska

M. Lorenc: Odmówiłem pracy nad filmem „Pokłosie”

O odmówieniu współpracy przy powstawaniu filmu „Pokłosie”, dialogu między chrześcijaństwem i judaizmem, a także obecności chrześcijaństwa we współczesnej muzyce mówił w trakcie VIII Międzynarodowego Kongresu „Katolicy i Sztuka: szanse i zagrożenia” kompozytor Michał Lorenc.

Jak tłumaczył artysta, to właśnie „Pokłosie” w jakimś sensie zakończyło jego spory związek ze współczesną kinematografią, co pociągnęło za sobą trudną sytuacją zawodową.

– Odmówiłem pracy nad tym filmem. Było to dla mnie trudnym doświadczeniem dlatego, że nie był to czas, w którym rola relacji polsko-żydowskich podlegałaby w ogóle jakiejkolwiek dyskusji publicznej. Potem się zorientowałem, że ten film stanowił przykry impuls, niespodziewany impuls do poprowadzenia tej dziwnej medialnej narracji, której jesteśmy do dzisiaj świadkami. Kiedy zobaczyłem ten film i spostrzegłem, że Polacy krzyżują w nim Polaka za prożydowskie nastawienie, nie mogłem się podjąć tej pracy, nie mogłem tego zrozumieć – opisywał Michał Lorenc.

O pomoc kompozytor poprosił swoich przyjaciół Żydów, którzy kategorycznie zabronili mu udziału w filmie, co było efektem – jak mówił prelegent – „serdecznej troski o jakość stosunków polsko-żydowskich”. W nich bowiem – w ocenie Michała Lorenca – mamy do czynienia z głębokim dialogiem obu środowisk.

Ostatnio z żoną byliśmy świadkami projekcji niezwykle poruszającego filmu opowiadającego o przyjeździe 150 rabinów do domu w Galilei, który jest w posiadaniu neokatechumenatu, oraz nadzwyczajnej liturgii – katechezy trwały chyba ze trzy dni. Rozpoczęły się koncertem muzyki Kiko Argüello pt. „Cierpienie niewinnych”. Był to koncert transmitowany przez Radio Maryja i Telewizję Trwam, koncert, który Kiko Argüello pierwotnie wykonał 6 maja 2013 roku w Auschwitz, gdzie udział w nim wzięło wielu rabinów z Ameryki oraz główny rabin Nowego Jorku. Ten głęboki dialog, o którym mówił Jan Paweł II, między chrześcijaństwem a judaizmem nabrał chyba bardzo głębokiego sensu, wielkiego wymiaru – wskazywał kompozytor, dodając, że opisywane przez niego zjawiska nie zostały odnotowane przez główne media.

Pochylając się nad tematem obecności chrześcijaństwa w muzyce, Michał Lorenc przytoczył nazwiska m.in. Arvo Pärta czy Witolda Lutosławskiego.

Ten wielki kwantyfikator – muzyka chrześcijańska – jest właściwie niemożliwy do postawienia. Wszyscy wielcy, współcześni artyści od Arvo Pärta do Krzysztofa Pendereckiego mówią o tym, że okazują swój stosunek do aksjologii świata poprzez muzykę – jest to stosunek duchowy. W jednych warunkach jest to duchowość głęboko katolicka, jak u Arvo Pärta, w innych – jak u Witolda Lutosławskiego – można ją znaleźć w pamiętnikach, w których mówi on, że pisanie muzyki jest dla niego komunikacją z Bogiem – tłumaczył prelegent.

W trakcie wystąpienia Michał Lorenc zadeklarował chęć współpracy swojego środowiska artystycznego z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej. Przypomnijmy, że kompozytor jest autorem muzyki do spektaklu teatralno-filmowego „Brat naszego Boga” przygotowanego przez studentów toruńskiej uczelni.

Zobacz całe wystąpienie [wideo]

RIRM

drukuj