Lusterko na Wiejskiej

Otrzymaliśmy na Wiejskiej, za przyczyną ostatnich wyborów, jeszcze lepsze
niż wcześniej lusterko, bo pokazujące nasze karykaturalne odbicie. Dzięki temu
przerysowaniu możemy lepiej zobaczyć stan naszych narodowych zalet i wad.
Dostrzeżenie naszych aktualnych cnót pozostawiam następnym pokoleniom, jeśli
jeszcze jakieś będą – z racji katastrofalnego stanu dzietności polskich kobiet,
aktualnie zatrwożonych możliwością macierzyństwa.

W tej sprawie nawet część duszpasterzy zachowuje się, jakby dostała nakaz
milczenia, chociaż jest to milczenie na temat miłości małżeńskiej i pierwszego
Bożego nakazu z Księgi Rodzaju. Na ten temat zapewne jest wręcz obowiązek
mówienia "w porę i nie w porę", a dzisiaj jest na to pora, wnioskując z
przeglądu zawartości sejmowych ław. Czyż to nie naszym milczeniem usadowiliśmy w
nich proaborcyjną i homoseksualną czołówkę w naszym kraju? Niedawno Wanda
Nowicka przemawiała w samym "Tygodniku Powszechnym" o jakoby dobrodziejstwie
aborcji i czytelnicy zapłacili jej za te występy pewnie solidnym honorarium,
kupując egzemplarz gazety. Któż też śmiał nie milczeć wobec hojności Fundacji
Batorego George´a Sorosa, dzięki której funkcjonowała Federacja na rzecz Kobiet
i Planowania Rodziny (według Biuletynu Fundacji w 1996 roku Federacja otrzymała
265 900 zł) Nowickiej (i jej mecenasów), reprezentującej polskie kobiety na
ogólnoświatowych konferencjach ONZ?
Możemy zatem dzisiaj zobaczyć na własne oczy, w lustrze sejmowej sali, owoce
tego milczenia, ale także jego źródło w jakiejś moralnej wadzie. Przecież to nie
któraś z naszych cnót kardynalnych, a tym bardziej teologalnych, może usprawniać
nas do wyboru aborcjonistów jako rządzących. Jeśli rządzą nami z naszej woli
aborcjoniści, to znaczy, że daliśmy rządzić w sobie którejś z moralnych wad.
Trzeba zatem to sprawdzić – najpierw z listą wad głównych, zaczynając może od
chciwości. Ta wada bowiem napełnia serca szczególnym wzruszeniem, skłaniającym
do milczenia wszędzie tam, gdzie służyć to będzie jakimś własnym ekonomicznym
interesom.
Z jakiego innego powodu aż rok milczy polski wymiar sprawiedliwości na temat
domniemanej krzywdy posła Biedronia, skatowanego przez policję rok temu, jak
utrzymuje ofiara? Inną wersję wydarzeń utrwaliły policyjne kamery, ale czy nie
wygodniej milczeć sędziom, kiedy można oberwać po kieszeni skutkiem jakiegoś
telefonu np. z Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego czy innego
wpływowego gremium ścigającego "homofobów"? Chyba na fali tych światowych emocji
jeden z redaktorów cieszy się, że jest w Sejmie "Robert", bo "społeczeństwo
będzie mogło się oswoić z histerią środowisk lewicowych i w końcu odpowiednio na
nią reagować, zaś politycy PO przypomną sobie, jak to jest być "tym złym" w
audycjach telewizyjnych. Wszystko dzięki Palikotowi i jego wesołej tęczowej
armii". Dziwna to jednak polityka uprawiania wspólnego ogródka na drodze
pielęgnowania chwastów, aby pozbyć się innych (?) szkodników. Niestety, także
inny znany tandem redaktorów włączył się w chór biadających nad "dresiarskim
rechotem Tuska" po wypowiedzi posła Roberta o "ciosach poniżej pasa". Czyżby już
nawet śmiać się można było tylko na komendę i zgodnie ze światowymi wytycznymi?
Milczenie jest złotem tylko wtedy, kiedy rachuje się z okolicznościami
działania, a nie z jego korzyściami. Relacje z innymi oparte tylko na korzyści
odpowiadają naturze kupieckiej, a nie naturze ludzkiej, podkreślał Arystoteles.
Milczenie z racji oczekiwanej tą drogą korzyści zdradza zatem tylko kupieckie,
czyli instrumentalne, traktowanie wszystkich. Czyżby zwierciadło sejmowej sali
pokazywało nas jako gromadę handlarzy?

Marek Czachorowski

drukuj