Lek. wet. M. Perzyna: Niedźwiedź w Polsce jest banalizowany, a nasz system nie jest przystosowany do etapu wzrostu dużych zwierząt. W takiej sytuacji musi dojść do tragedii i do niej doszło
Polski system prawny i świadomość urzędnicza nie są przystosowane do wzrostu populacji groźnych zwierząt. Nie mamy sposobów reagowania, procedur zapobiegania, sprawnego systemu dowodzenia. Mamy dziką przyrodę na miarę Yellowstone w USA, ale nie mamy tamtejszych służb, które są wyposażone w broń i kompetencje pozwalające bronić ludzi. Niedźwiedź jest banalizowany z powodu zjawiska, które określane jest mianem bambinizmu. Kiedy ludzie przestają być dziećmi, stają się dorosłymi i nadal opierają tworzenie procedur czy przekazów o bajkowy obraz zwierząt, to musi dojść do tragedii. Niestety, do niej doszło – zaznaczył lek. wet. Maciej Perzyna, nauczyciel akademicki z Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie, w piątkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja.
W czwartek w Płonnej na Podkarpaciu doszło do tragicznego w skutkach ataku niedźwiedzia, który zabił 58-letnią kobietę. Matka z synem wybrali się do lasu. Chwilę przed zdarzeniem rozdzielili się. Później 27-letni mężczyzna znalazł martwą kobietę z licznymi śladami po ataku niedźwiedzia.
– Niedźwiedź jest banalizowany z powodu zjawiska, które określane jest mianem bambinizmu od bajki o jelonku Bambi w wydaniu Walta Disney’a. Zwierzęta są tam antropomorfizowane, czyli przypisuje się im ciepłe, szlachetne, ludzkie przymioty. (…) Kiedy ludzie przestają być dziećmi, stają się dorosłymi i nadal opierają tworzenie przepisów, procedur czy przekazów o bajkowy obraz zwierząt, to musi dojść do tragedii. Niestety, do niej doszło – zaznaczył lek. wet. Maciej Perzyna.
Wykładowca akademicki zwrócił uwagę, że „nie jest to pierwsze takie zdarzenie w tym roku. Każdego roku do przestrzeni medialnej przeważnie trafiają jeden-dwa opisy ataków niedźwiedzia. W 2026 r. do przestrzeni medialnej trafił już drugi. Na Podkarpaciu wiedzą jednak, że ataków było więcej”.
– Był jeszcze jeden w głębszych Bieszczadach, gdzie tzw. ekolog został zaatakowany przez niedźwiedzia. To zostało mocno ukryte po ataku niedźwiedzia sprzed lat na tzw. ekologów-ochroniarzy, którzy chcieli wykazać, że gawra jest pusta. Niedźwiedź ją opuścił, ale wcześniej ich potarmosił. W tym wypadku niedźwiedź też wyskoczył z gawry, kogoś potarmosił, ale ta osoba jest bardzo prozwierzęca, więc to ukrywa. W poprzednim tygodniu mężczyzna został ugryziony w udo. On też nigdzie się nie zgłosił, więc oficjalnie nie jest to zdarzenie zarejestrowane – powiedział.
Gość Radia Maryja podkreślił, że „polski system prawny i świadomość urzędnicza nie są przystosowane do etapu wzrostu populacji niedźwiedzi, wilków, żubrów, generalnie dużych zwierząt, które stwarzają realne zagrożenie”.
– Nie mamy sposobów reagowania, procedur zapobiegania takim zdarzeniom, nie mamy sprawnego systemu dowodzenia po takiej procedurze. Mamy dziką przyrodę na miarę Yellowstone w Stanach Zjednoczonych, ale nie mamy tamtejszych służb, które są wyposażone w broń i kompetencje pozwalające bronić ludzi. Nie mamy też takiego dostępu do broni palnej, jak tamtejsi mieszkańcy – zauważył.
Lek. wet. Maciej Perzyna został poproszony o porady dla osób, które natrafią na dziką zwierzynę. W tym kontekście powiedział, że „większość ataków niedźwiedzi brunatnych to są tzw. ataki obronne. Niedźwiedź nagle spostrzega człowieka w bezpośredniej odległości i atakuje, żeby się potem oddalić”.
– Pierwsza procedura ochronna to starać się niedźwiedzia nie zaskoczyć. Podstawowe informacje z krajów Ameryki Północnej (…) są takie, żeby wydawać hałas. To sprzeczne z tym, czego my uczymy naszych najmłodszych. U nas propagowane jest, że w lesie zachowujemy się cicho, żeby nie płoszyć zwierząt. U nas płoszenie zwierząt jest przestępstwem. A w przypadku niedźwiedzia trzeba być głośno, żeby on nie był zaskoczony. W większości przypadków to wystarcza. (…) Druga rzecz to zdecydowanie bezpieczniej jest przemieszczać się w grupach – poradził wykładowca akademicki.
Nauczyciel z Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie zwrócił również uwagę na sprej na niedźwiedzie. Wyjaśnił, że „to większa forma aplikatora gazu pieprzowego, a tak naprawdę żelu pieprzowego. Zwłaszcza w obliczu ostatniej sytuacji i eskalacji zdarzeń ryzykownych, która dalej będzie postępować, warto się w to wyposażyć”.
– Przede wszystkim na obszarze Bieszczadów, Beskidu Niskiego, na terenie Małopolski. (…) Żeby takie urządzenie było efektywne, musimy być z nim zaznajomieni i musimy je mieć w zasięgu ręki – nie w plecaku, tylko przy pasie albo na szelkach plecaka. Jeżeli niedźwiedź atakuje, to jest bardzo szybki. Czas na reakcję jest bardzo krótki. (…) Jeżeli dojdzie do ataku i nie zdążyliśmy zastosować pieprzu, ważna jest reakcja. Kwestia chronienia głowy, uszu, zwinięcia się w kłębek, czyli tzw. pozycja embrionalna. Ataki obronne najczęściej trwają kilka-kilkanaście sekund aż niedźwiedź poczuje, że obiekt nie jest zagrożeniem – wyjaśnił gość „Aktualności dnia”.
– Analizy na dużej liczbie zdarzeń pokazują, że statystycznie mniej obrażeń uzyskuje osoba, która reaguje biernie. (…) Niestety, statystyka nijak się ma do prawdziwego życia. Czasami zdarzy się, że nie jest to najlepsze rozwiązanie – dodał
Całą rozmowę z lek. wet. Maciejem Perzyną można odsłuchać [w tym miejscu].
radiomaryja.pl




