Książka niskich lotów

Skompromitowany raport komisji ministra Jerzego Millera trafi pod strzechy.

Prosta wykładnia tez raportu ma być dostępna dla każdego. Informacją o potrzebie wydania popularnonaukowego opracowania na temat okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku podzielił się z „Polityką” dr inż. Maciej Lasek, obecnie przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, a wcześniej zastępca przewodniczącego podkomisji lotniczej w Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Do napisania książki członków komisji Millera miały skłonić rozmowy z przedstawicielami wielu środowisk, którzy przyznawali, że przez raport Millera wraz z załącznikami nie przebrnęli i że jest to dokument zbyt trudny. Według zapowiedzi Laska, książkowa wersja raportu ma „rzetelnie odtworzyć przygotowania do lotu i cały jego przebieg, aż do zderzenia z ziemią”. „Nasz Dziennik” próbował pozyskać więcej informacji na temat tej publikacji, ale kontakt z przewodniczącym PKBWL nie był możliwy. Najwidoczniej prace nad dziełem już się rozpoczęły.

Niech piszą od nowa
Jednak to nie trudny język jest głównym problemem raportu Millera. – Jeśli w tych działaniach mamy za cel dotarcie do szerokiej publiczności, to taka publikacja wydaje się sensowna. Przecież nawet osoby interesujące się katastrofą smoleńską nie obejmują wszystkich lotniczych pojęć czy terminów. W tym kontekście taka publikacja ma rację bytu. Pozostaje jednak pytanie o to, czy książka wytłumaczy czytelnikowi wszystko na temat katastrofy, zwłaszcza że zapewne będzie ona tylko powtarzała tezy znane od roku z raportu komisji Millera – ocenia Ignacy Goliński, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jak podkreśla, nie można też zapomnieć, że komisja Millera, sporządzając swój raport, w dużej mierze bazowała na dokumentacji wytworzonej przez Rosjan. A już to powoduje, że zaufanie do jej ustaleń maleje. – Ostrożnie podchodzę do wyników badań tego wypadku, bo dla komisji najbardziej komfortowa merytorycznie jest taka sytuacja, gdy ta komisja sama prowadzi wszystkie badania. A w tym przypadku komisja Millera pracowała w zasadzie na bazie tego, co zebrali Rosjanie – dodał.
Podobnie inicjatywę ocenia gen. bryg. rez. Jan Baraniecki, zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej w latach 1997-2000, posiadający doświadczenie w wyjaśnianiu przyczyn katastrof lotniczych. – Pomysł sam w sobie jest bardzo dobry. Tylko chodzi o to, by taką książkę wydała komisja faktycznie badająca katastrofę, a nie gremium, które tylko korzystało z rosyjskich ustaleń oraz danych i tylko potwierdzało je w swoich opracowaniach. Albo jeszcze bardziej je gmatwało, by w efekcie dotrzeć do wcześniej nakreślonego celu. A przecież takie wrażenie sprawiały działania komisji Millera. Dlatego na pewno takiej książki nie przeczytam i nie polecam – dodaje.
Nasi rozmówcy przewidują, że publikacja będzie tylko powtarzała tezy komisji Millera i zapewne przemilczy kwestię odpowiedzialności osób, które organizowały lot, zwłaszcza że prokuratura cywilna nie dopatrzyła się działań niezgodnych z prawem w stwierdzonych uchybieniach urzędników państwowych. W takiej sytuacji, jeśli autorzy książki liczą na komercyjny sukces, to mogą się rozczarować, bo tematyka smoleńska w wydaniu komisji Millera może nie cieszyć się dużym zainteresowaniem. Eksperci argumentują, że istnieje niebezpieczeństwo, iż książce zostanie nadany ton jednej z opcji politycznych – a to tylko dodatkowo zniechęci czytelników do lektury. W tej sytuacji zdecydowanie bardziej pożądane byłoby znalezienie środków na niezależne badania naukowe związane z katastrofą, które mogłyby rozwiać szereg nawarstwiających się wątpliwości.

Badania, nie broszura
Do inicjatywy sceptycznie odnoszą się piloci wojskowi, z którymi na ten temat rozmawiał „Nasz Dziennik”. Trudno im wyobrazić sobie publikację popularnonaukową na temat śmierci prezydenta oraz całej delegacji katyńskiej. – Dla mnie taka książka to tylko kolejny argument, by ponownie wcisnąć ludziom „obowiązującą” teorię na temat katastrofy. Czy ta publikacja wniesie coś nowego, czy coś wyjaśni? Wątpię. A przecież przez ten rok od wydania raportu Millera wydarzyło się sporo. My jednak zapewne znów dowiemy się, że przecież rząd nie ponosi żadnej odpowiedzialności za tę katastrofę, a winni są piloci – słyszymy.
W ocenie lotników, jeśli osoby zainteresowane wyjaśnieniem okoliczności katastrofy pod Smoleńskiem do tej pory nie były w stanie zrozumieć zawartości raportu Millera, to książka także im niczego nie rozjaśni. – Jeśli komisja zrobiłaby coś od początku klarownie, dokładnie, to taki dokument zrozumieliby wszyscy zainteresowani, byłoby to czytelne i jasne – mówi jeden z pilotów. Jak zauważa, trudno spodziewać się, że książka będzie zawierała szczegółowe informacje na temat przeprowadzonych badań czy zebranych dowodów, wręcz przeciwnie, będą to raczej gotowe tezy. – Co innego gdyby komisja stwierdziła, że rozpoczyna badania od nowa, że czyni to tym razem dokładnie, tak, aby wyjaśnić i wyeliminować dotychczasowe wątpliwości. Taka inicjatywa miałaby sens. W mojej ocenie, skoro robi się wszystko, żeby nie wydawać pieniędzy na badania naukowe dotyczące katastrofy, to tym bardziej nie powinny być one przeznaczane na tego typu publikacje – dodaje nasz rozmówca.

drukuj