fot. tv trwam

Ks. bp A. Dydycz w homilii na Mszy św. pogrzebowej J. Olszewskiego: Zmarły zapisał się godnie w naszej pamięci

Zmarły Jan zapisał się godnie w naszej pamięci. Z odwagą przeszedł drogę swego życia. Nie lękał się światła, chętnie wychodził na przeciw prawdzie, bezinteresownie broniąc niesłusznie oskarżonych, a w sposób szczególny opiekował się walczącymi o wolność Polek i  Polaków – powiedział w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej byłego premiera Jana Olszewskiego ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

Nasz udział we Mszy św. pogrzebowej jest wyrazem wiary w życie nieśmiertelne i przejawem modlitewnej łączności ze śp. Janem, który odszedł z tego świata w 89. roku życia ziemskiego – mówił ks. bp Antoni Dydycz.

Żegna nas wszystkich, śpiesząc na spotkanie ze Sprawiedliwym Sędzią, pełnym Miłosierdzia. Z pewnością już mógł przekonać się o prawdzie słów zaczerpniętych ze Starego Testamentu, a z których wynika, że „sędziwością u ludzi jest mądrość”. Znając śp. Jana możemy wyznać, że istotnie swoim życiem potwierdził on prawdę, zawartą w Księdze Mądrości. Jego bowiem sędziwość w pełni się scaliła z mądrością – zaznaczył biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

I dlatego pogrzeb chrześcijański ma w sobie coś z pogody ducha, płynącej z nadziei. Z tego też względu, jakkolwiek przeżywamy ból rozstania, to jednak nie odczuwamy lęku i nie ma mowy o buncie wewnętrznym, zwłaszcza kiedy wiemy, że Ten, kto odchodzi, miał dar czasu, aby jak najlepiej przygotować się na spotkanie ze Stwórcą – mówił duchowny.

Zmarły Jan zapisał się godnie w naszej pamięci. Z odwagą przeszedł drogę swego życia. Nie lękał się światła, chętnie wychodził na przeciw prawdzie, bezinteresownie broniąc niesłusznie oskarżonych, a w sposób szczególny opiekował się walczącymi o wolność Polek i  Polaków. Tego wszystkiego nauczył się od swojej rodziny. Pamięcią sięgał do pradziadka, właściciela folwarku w pobliżu Okuniewa. Ów senior rodu musiał pozbyć się majątku, ponieważ najstarszy syn brał udział w Powstaniu Styczniowym, a to ze strony carskiej groziło wywłaszczeniem. Dziadek z kolei był gajowym. Mieszkał z rodziną w Okuniewie. W drugiej połowie XIX wieku obok tendencji patriotycznych dają o sobie znać napięcia społeczne, a to z tego względu, że w związku z przemianami gospodarczymi społeczeństwa ubożały, co też prowadziło do biedy, a nawet nędzy. Świadczy o tym ówczesna literatura. Kto bowiem nie pamięta wiersza „W piwnicznej izbie”? Obok nurtu patriotycznego daje o sobie znać kierunek społeczny, o czym przypomina pojawienie się partii o nastawieniu socjalistycznym, a nawet komunistycznym. W skutek tego poszukiwania rozwiązań nie mają zaplecza moralnego. Młode pokolenie nie znajduje ratunku w oświacie,  gdyż szkolnictwo jest poddane rusyfikacji albo germanizacji. Kościół jest mocno osłabiony. W zaborze rosyjskim i pruskim zniesione zostały wszystkie zakony. Kapłanów diecezjalnych także nie było wielu, ponieważ byli zsyłani na Sybir. Słynna encyklika Leona XIII – „Rerum Novarum”, poświęcona sprawiedliwości społecznej nie dociera do większość Polaków. Służby carskie czujnie strzegą granic – powiedział ks. bp Antoni Dydycz.

Młodzież polska narażona jest na niewolę i to z dwóch powodów. Najpierw z racji patriotycznych, a następnie z powodu manifestacji społecznych.

Przykładem tutaj może być działalność Stefana Aleksandra Okrzei, stryjecznego brata Matki Pana Jana, który szykował się do zbrojnego oporu, ale pojmany przez carskie służby został stracony na stokach cytadeli w 1905 r. Pewne przejawy zrywu wolnościowego i społecznego dadzą o sobie znać po klęsce Rosji pod Władywostokiem. Dotyczyły one odradzania się katolicyzmu choćby dzięki działalności licznych zgromadzeń zakonnych życia ukrytego, powstających pod wpływem działalności bł. Honorata Koźmińskiego. Wypada też podkreślić wysiłki Józefa Piłsudskiego, który dążąc do niepodległości, zrezygnował z czerwonego wehikułu. Podobnie jak wielu innych – mówił ks. biskup.

Do głosu dojdą również chłopskie zrywy, które w Wincentym Witosie znajdą przywódcę wyjątkowo wrażliwego na rzeczywistość polską. Odzyskanie niepodległości w roku 1918 przyjęto z entuzjazmem, chociaż bez solidnych programów na przyszłość. Wzruszenia jednak nie ukrywano  na widok polskich mundurów i wyraźnie brzmiącej mowy polskiej.

W takim duchu będzie rozwijał się i dojrzewał przyszły premier Polski, który urodził się 20 sierpnia 1930 roku, w rodzinie kolejarskiej, mieszkającej na Bródnie. A była to rodzina na wskroś przesiąknięta tradycją niepodległościową – zaznaczył biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

Młody Jasio zaczął chodzić do szkoły podstawowej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Szybko włączył się w ruch harcerski. I już wówczas nucił jedną z najbardziej znanych pieśni harcerskich: „Wszystko co nasze Polsce oddamy”. I tak będzie przez lata niewoli niemieckiej. Naukę trzeba było ograniczyć do kompletów, ożywiać się harcerskimi spotkaniami, ćwicząc się w Szarych Szeregach i coraz bardziej oddając się konspiracji. Z pewnością przysłuchiwał się z uwagą, jak w jego rodzinnym domu dorośli konspirowali. Mając lat 14 otrzymał funkcję łącznika podczas zrywu powstańczego na Pradze. A po wkroczeniu Sowietów znajdzie dla siebie przyszłość w pełnej opozycji. Początkowo działo w młodzieżowym kole Polskiego Stronnictwa Ludowego, ponieważ to środowisko skupiało większości sił opozycyjnych wobec komunistów i było w bardzo dobrych relacjach z Kościołem – mówił w homilii duchowny.

Ks. bp Antoni Dydycz kontynuował życiorys śp. Jana Olszewskiego.

W roku 1949 rozpoczyna studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Kończy w roku 1953. Bierze udział w półjawnym seminarium z kryminologii u prof. Stanisława Batawii. Od roku 1955 do 1957 przynależy do zespołu  „Po prostu”, tygodnika studentów i młodej inteligencji, powstałego po śmierci Stalina. Pismo to siłą zostanie zamknięte w dwa lata potem, a w rok po Czerwcu Poznańskim i Październiku 1956 r., kiedy to mógł powrócić do pełnienia swojej misji pasterskiej ks. kard. Stefan Wyszyński. To było wielkim darem ze strony Opatrzności dla naszego Narodu. Młody Prawnik w owym czasie zabiegał o przywrócenie czci żołnierzom Armii Krajowej, współtworząc tekst pt. „Na spotkanie ludziom AK”. A kiedy powstaje Klub Krzywego Koła zostaje jego członkiem do roku 1962. W tych też latach przystąpi do tajnej loży, chcąc zabezpieczyć się przed donosami, a loża miała opinię wyjątkowej wierności tajemnicy. Tego samego roku rozpoczyna praktykę adwokacką. Podejmował się obrony w najgłośniejszych procesach politycznych. Nie uniknie kar dyscyplinarnych, a nawet czasowego pozbawienia możliwości pełnienia swojej misji. Był jednym z sygnatariuszy i współautorem protestów kierowanych do władz komunistycznych. W roku 1976 współtworzył Polskie Porozumienie Niepodległościowe. W drugim obiegu opublikował poradnik – „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. W tym samym roku okaże się współtwórcą Komitetu Obrony Robotników (KOR). Opracował „Apel do społeczeństwa i władz PRL”. Współdziałał przy przygotowaniu statutu dla wolnych związków zawodowych, które dadzą o sobie znać pod nazwą Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego NSZZ „Solidarność”. Uczestniczył w zabiegach o rejestrację „Solidarności” i „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Bezinteresownie doradzał Krajowej Komisji Porozumiewawczej, Komisji Krajowej „Solidarności” i „Solidarności” Regionu Mazowsze – mówił ks. biskup.

W czasie stanu wojennego pełnił funkcję doradcy w Sekretariacie Episkopatu Polski. Z wyjątkową pasją występował jako oskarżyciel posiłkowy w procesie morderców bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W roku 1988 współtworzył Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Opowiadał się przeciwko dążeniu do porozumieniu z komunistami, zdając sprawę z ich nieszczerości i podstępu. Odmówił objęcia z ramienia strony społecznej stanowiska przewodniczącego podstolika reformy prawa i sądów przy „okrągłym stole” – dodał biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

Zanim jednak przejdę do lat posłowania i pełnienia misji premiera rządu polskiego, chciałbym przypomnieć obecność Kościoła katolickiego w życiu i działalności śp. Jana i Jego więzi z Kościołem – kontynuował ks. bp Dydycz.

Nie chcę się cofać zbyt daleko wstecz. Oczywiście rodzina Olszewskich w minionych pokoleniach należała do wspólnoty kościelnej, a praktyki religijne były z zasady w niej obecne. Ale mogły być też pewne zachwiania tej wspólnoty. Ważne wszelako jest to, że sam Zmarły szybko odkrył sens wiary w swoim życiu. Zacznę od wydarzenia,  na które położył duży nacisk Pan Jan. Jako stosunkowo jeszcze młody mężczyzna był włączony w ruch socjalistyczny. Cenił bardzo Kazimierza Pużaka, przywódcę niepodległościowego przedwojennego PPS, który zmarł w komunistycznym więzieniu w roku 1950. Został pochowany na cmentarzu powązkowskim. I tam przy jego grobie każdego roku 30 kwietnia zbierali się jego zwolennicy. Nie było ich wielu. Pewnego razu Jan przybył na cmentarz nieco wcześniej, było dość chłodno, więc wszedł do kościoła św. Karola Boromeusza, aby zaczekać na przybycie reszty. I co zobaczył i co usłyszał? W kościele odprawiała się Msza św., ludzi nie było wiele, ale ksiądz poinformował, że jest to Msza św. w intencji Kazimierza Pużaka, socjalistycznego działacza. Co więcej, kapłan wygłosił bardzo przekonywujące kazanie. Po Mszy św. Jan udał się do zakrystii. Spotkał tam właśnie ks. Stefana Niedzielaka. Rozmowa była dość długa. Doszło do powtórek. Aż pewnego razu Jan wyznał przed księdzem, że ma pewien kłopot. Otóż ma żonę, ale nie mają ślubu także cywilnego. Żona jest dziennikarką, gdyby ktoś z rządzących dowiedział się, że jest żoną przeciwnika politycznego, to wszystko skończyłoby się wyrzuceniem z pracy. A ksiądz Kazimierz na to odpowiedział, to proszę wziąć ślub kościelny, w tajemnicy, nocą. I tak się stało. Świadkowali temu małżeństwu: Wojciech Ziembiński, znany działacz antykomunistyczny i prof. Maria Dernałowiczowa, specjalistka z zakresu literatury. A między celebransem i nowożeńcami dała o sobie znać wielka przyjaźń. To w przyszłości adwokat Olszewski, poświęci się ujawnianiu prawdy o morderstwie dokonanym na ks. Niedzielaku – przypomniał duchowny.

Jan Olszewski zbliżył się także do ks. kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. kard. Karola Wojtyły, kiedy to z myślą o żyjących legionistach Marszałka Józefa Piłsudskiego przygotowano specjalne odznaczenie – Order Virtuti Civili.

Przed nami jest kolejny rozdział życia Jana Olszewskiego – dodał duchowny.

W pierwszych wolnych w pełni wyborach parlamentarnych 7 października 1991 r. został posłem do Sejmu z listy Porozumienia Obywatelskiego Centrum. W kilka tygodni później, w dzień św. Mikołaja staje na czele pierwszego w pełni niekomunistycznego rządu odradzającej się Polski. To był dobry dar od jakże popularnego Świętego. Nowy premier w swoim pierwszym wystąpieniu podkreślił, że pragnie, aby Jego rząd był rządem nadziei, bo nadziei potrzebowała Polska. I w tym duchu postępuje, zmierzając do uwolnienia Polski od różnorakiej obecności Rosji, starając się umacniać demokrację i samorządność. Ale spotkał się z ostrą opozycją, której niestety przewodniczył ówczesny prezydent. A partii było wiele, za dużo – zaznaczył biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

Premier konsekwentnie zabiega o opuszczenie terytorium Polski przez wojska rosyjskie. Przeciwstawia się nieuczciwej prywatyzacji majątku narodowego. Podejmują próby licznych reform zwłaszcza w zakresie społecznym i gospodarczym. Sejm uchwalił ustawę o lustracji, na którą nie chciał się zgodzić prezydent i nocą z 4 na 5 czerwca 1992  roku premier Jan Olszewski został odwołany. Jednak nie poddał się do dymisji. A po ogłoszeniu wyników głosowania przez Sejm, na pożegnanie powiedział, że zastanawia się, „jaką będzie Polska, czyją ma być?” I zaznaczył, że sam odchodzi ze spokojem, ponieważ wie, że będzie mógł spokojnie patrzeć w oczy każdej spotkanej osobie. Wkrótce zostanie posłem III i IV kadencji. W roku 1995 założy Ruch Odbudowy Polski. Będzie kandydował na prezydenta Rzeczypospolitej po pierwszym pięcioleciu Aleksandra Kwaśniewskiego, jednakże tuż przed wyborami rezygnuje. Przy prezydencie Lechu Kaczyńskim pełni funkcję doradcy, a 3 maja 2009 r. zostanie odznaczony Orderem Orła Białego – dodał w homilii.

Nadal starał się uczestniczyć w życiu publicznym zawsze patrząc prosto w oczy przechodniom i rozmówcom. Ale źle się zaczęło dziać w Państwie Polskim z powodu napięć politycznych i nadużyć zwłaszcza gospodarczych – powiedział ks. bp Dydycz.

Polemiki pomiędzy partiami zaczęły się przeradzać w agresję. I co najgorsze, niektóre formacje polityczne zaczęły ogłaszać wojnę polsko-polską. Coś straszliwego, niegodnego Polki i Polaka. Polska prowadziła wojny i nieraz bardzo ciężkie. Nie zawsze zwyciężała, ale nigdy nie prowadziła wojny ze sobą. To straszne oszczerstwo nie znajdowało zgody w umyśle i sercu byłego premiera. A jeżeli były jakieś napięcia wewnętrzne to nie Polski z Polską, ale Polski z liberum veto i ze wszystkimi, którzy zrywali obrady Sejmu lub w nich przeszkadzali. Polska walczyła ze zdrajcami, jak to miało miejsce przed rozbiorami. Z wszystkimi, którzy chcieli handlować jej wolnością, którzy kolaborowali z wrogiem. Polska nigdy i nigdzie nie prowadziła wojny ze sobą. Z tym oszczerstwem nie godził się Jan Olszewski. I dlatego jestem głęboko przekonany, że Zmarły już teraz modli się wespół ze św. Janem Pawłem II, z bł. ks. Jerzym Popiełuszko, upraszczając Matkę Najświętszą, aby pukała do serc Polek i Polaków, iżby wyrzekli się takich postaw, a zwłaszcza praktyk. Trzeba walczyć ze złem. Ono przecież zdarza się w życiu, może mieć miejsce w naszych czasach, ale nigdy nie można nawet pomyśleć o tym, aby Polska walczyła z Polską, wszakże nie można lekceważyć, jak było wspomniane wcześniej, zdrad, chciwości, pychy i nienawiści. To nie Polska walczy z Polską. Taka choroba może dotknąć Polkę lub Polaka, ale nigdy Polski – podkreślił biskup senior diecezji drohiczyńskiej.

RIRM

drukuj