Kociołek zaprzecza stawianym mu zarzutom
Były wicepremier PRL Stanisław Kociołek – jeden z trzech oskarżonych o „sprawstwo kierownicze” masakry robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. – zaprzecza stawianym mu zarzutom. Dziś przed Sądem Okręgowym w Warszawie wygłosił ostatnie słowo w procesie.
79-letni Kociołek powtórzył dziś po raz kolejny, że jego telewizyjno-radiowy apel z 16 grudnia 1970 r., aby strajkujący wrócili do pracy, nie miał związku z masakrą następnego ranka w Gdyni stoczniowców zdążających do pracy. Na przystanku kolejki zginęło wtedy 13 osób; było wielu rannych.
– Oskarżony Kociołek w obronie swojego stanowiska stwierdził, że poza jego wiedzą i świadomością było to, że jego wystąpienie było kontrowane decyzją wieczorną 16 grudnia o obsadzeniu wojskiem stoczni w Gdyni. Jednocześnie negował istnienie sztabu lokalnego, bowiem tak naprawdę według tego co powiedział, potwierdził że ten sztab istniał już od 10 grudnia w MSW z udziałem przedstawicieli MON – powiedział obecny na rozprawie mec. Piotr Andrzejewski, przedstawiciel społeczny NSZZ „Solidarność”.
Mec. Andrzejewski dodał, że paradoksem jest, iż generał Jaruzelski i ci którzy w wyniku wypadków grudniowych weszli na szczyty władzy nie siedzą na ławie oskarżonych.
– Pełnili i pełnią jeszcze funkcje ojców założycieli; ci, którzy pozostali w III RP. Natomiast jedyny, który miał wyrzuty sumienia, podał się do dymisji i do dzisiaj go to gnębi i świeci za nich oczami; będzie odpowiadał za ich czyny. To jest paradoks historii, ale jest to jednocześnie papierek lakmusowy, czym jest dzisiaj III RP i wymiar sprawiedliwości w III RP – podkreślił mecenas.
2 kwietnia mają zakończyć się mowy końcowe; ma też nastąpić replika prokuratora. Wyrok może zapaść 9 kwietnia.
RIRM
