Kiedy media milczą

„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze” (Łk 17,2)

Cytowany werset z Pisma Świętego znalazł się w tegorocznym orędziu Ojca Świętego Benedykta XVI na 41. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, który obchodziliśmy w trzecią niedzielę września. Nie zauważyłam, aby treść przekazu Papieża była, poza nielicznymi wyjątkami mediów katolickich, przedmiotem dyskusji, debat i audycji. Dlaczego? Z pewnością z powodu zawstydzenia, że praca wielu z nich tak dalece odbiega od ich prawdziwej misji – służby dobru wspólnemu.

Szczególnym podmiotem troski mediów powinny być dzieci i młodzież, wobec których mają obowiązek formacji. Prawdą jest, że to rodzina, szkoła oraz Kościół powinny odgrywać w tej materii pierwszoplanową rolę, jednak w dobie globalizacji i ogromnego rozwoju techniki to właśnie media „określają w sposób przemożny kulturę”. Z pewnością milczą dlatego, że się wstydzą – i mają czego. Poziom audycji, ale także ich dobór, proponowane filmy i programy rozrywkowe, na które dzieci i młodzież niestety pod nieuwagę i brak czasu rodziców marnują czas, jest zatrważający. Płycizna intelektualna, ale także estetyczna jest jeszcze najmniejszą wadą wielu tego typu programów; niestety – z ekranu nader często wylewa się to, co za Łukaszem Apostołem cytuje Ojciec Święty – zgorszenie. A przecież media mogłyby mieć dzisiaj pierwszoplanowe miejsce wśród czynników oddziałujących pozytywnie na odbiorcę poprzez rozwijanie w nich roztropności i zdolności do rozpoznawania prawdy, kształtowania własnej opinii, estetyki i moralnej doskonałości. Milczą w tej kwestii, gdyż nie są już mediami, a antymediami.

Usłyszałam, że trwają przygotowania, aby ogłosić św. Maksymiliana Marię Kolbego patronem mediów. Co za wspaniała nowina! Ten Szaleniec Niepokalanej, człowiek, który przez swoją męczeńską śmierć uratował człowieczeństwo, był miłośnikiem i twórcą mediów. Rozumiał, że będą one odgrywać w przyszłości rolę przewodnika wielu dusz. Sam uformowany w Szkole Maryi, pełen zapału i ideałów, już jako kilkunastoletni chłopak znał swój życiowy cel, do którego dążył i który nie zawiódł go w najcięższych próbach i doświadczeniach, nawet w Oświęcimiu. W tym roku mija 25 lat od chwili, kiedy został ogłoszony przez Jana Pawła II świętym; było to 10 października 1982 roku. Media nie mogą marzyć o bardziej godnym patronie, który, jak podkreślił w jednej ze swoich homilii nasz wielki Rodak, jest „patronem naszych trudnych czasów”. Te trudne czasy szczególnie dotyczą środków społecznego przekazu, które, jak widać, same sobie nie radzą, zagryzając się nawzajem i walcząc o pieniądze – kosztem zwykłej uczciwości. Potrzebna więc pomoc nadzwyczajna – orędownictwo św. Maksymiliana Marii Kolbego to ostatnia deska ratunku.


Hanna Wujkowska
drukuj