Barwy kampanii

Orzeł i reszka

Szybka kampania wyborcza związana z samorozwiązaniem parlamentu ma swoją logikę. Stosowana jest najbardziej zaawansowana socjotechnika i wykorzystywane są typowe chwyty marketingowe mające wypromować stosujące je partie polityczne. Kampania wyborcza zamiast debaty o Polsce i dyskusji o programach przypomina reklamy proszków do prania czy artykułów spożywczych. „Najprawdopodobniej najlepsza partia w kraju” – to nowe hasło wyborcze PSL odwołujące się do sloganu reklamowego jednego z browarów, który brzmi: „Najprawdopodobniej najlepsze piwo na świecie”.

Pojawiają się też wątki skandalizujące. Jedna z partii swoje kandydatki na posłanki promuje w stroju Ewy. Walcząc o prawa kobiet, sama je instrumentalizuje. Dominuje jednak wyciąganie „haków”, agresja, odwoływanie się do negatywnych emocji. PO, uprawiając czarną propagandę, próbuje reaktywować w Polsce antyklerykalizm i wściekle atakuje PiS. Rządząca partia promuje się poprzez fabularyzowany filmik w sensacyjnym stylu przedstawiający korupcję i realia III RP. Dwa największe ugrupowania toczą ze sobą wojnę psychologiczną, ale jednocześnie od czasu do czasu są puszczane sygnały o wspólnych rządach po wyborach.

Opinia publiczna jest świadkiem widowiskowych transferów politycznych i zaskakujących przetasowań. Roman Giertych łączy się z uchodzącym za ultraliberała Januszem Korwinem-Mikkem. Bogdan Borusewicz, Antoni Mężydło i Radosław Sikorski z drużyny PiS przeszli do PO. Natomiast Zbigniew Religa i Zyta Gilowska, ministrowie w rządzie Jarosława Kaczyńskiego kojarzeni kiedyś z PO, startują w tych wyborach z list PiS. Nelly Rokita, od kilku dni doradczyni prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zastanawia się nad startem w koszulce partii rządzącej. Samoobrona w swym pragmatyzmie poszła najdalej. Antykomunista Zygmunt Wrzodak jest twarzą tej partii na prawicowym Podkarpaciu, a postkomunista Leszek Miller w lewicowej Łodzi.

LiD miał być realizacją marzeń Adama Michnika o sojuszu oświeconych „różowych” z liberalnymi „czerwonymi” pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego. Bronisław Geremek już teraz jawnie występuje obok Dariusza Rosatiego i Marka Siwca, a Janusz Onyszkiewicz i Jan Lityński obok Jerzego Szmajdzińskiego. Start Millera z list Samoobrony sprawił jednak ogromny kłopot „salonowi”, ponieważ ma szansę w wyborach, gdyż twardy elektorat postkomunistów będzie się bardziej utożsamiał z byłym premierem niż z kawiorową „lewicą w jedwabnych krawatach”. Bo czy tak zwana nowa lewica Olejniczaka może być rzeczywiście nowa, skoro jej twarzą jest „ojciec chrzestny” III RP, postkomunista Aleksander Kwaśniewski, będący symbolem niejasnych związków polityki z biznesem, a Leszek Miller – dla niektórych wyrazisty polityk z charyzmą, zapowiada utworzenie lewicowego ugrupowania bez udawania? Jeden z byłych posłów SLD trafnie zauważył, że elektorat postpezetpeerowski ceni sobie solidarność i wewnątrzpartyjną lojalność, i ci ludzie nie zagłosują na LiD, bo nie podoba im się sposób, w jaki wypchnięto z partii Millera, a poza tym na listach Lewicy i Demokratów nie znajdują nikogo, kto mógłby ich reprezentować.

Kampania wyborcza to ogromny medialny spektakl. Organizowane są castingi, szuka się nowych twarzy. W tym widowisku są aktorzy pierwszoplanowi, drugoplanowi, są statyści, niespodziewane zmiany ról, zaskakujące zwroty akcji, jest dawkowanie napięcia. Ale to teatr z reżyserami, którzy próbują oczarować i uwieść widownię. Wiedzą, jakie będzie zakończenie widowiska, dla pozoru odwołującego się do zasad demokracji. Czyżby wybory parlamentarne przypominały „ustawiony mecz”? W Polsce mamy taki system polityczny, który oddaje mechanizm kreowania władzy w ręce partii politycznych. Tak naprawdę wybory są rozstrzygane z chwilą rejestrowania list z kandydatami. Bo czy wyborcy mają wpływ na to, kto jest na listach i w jakiej kolejności? Idą do wyborów i mogą głosować jedynie na tych, którzy zostali zgłoszeni miesiąc wcześniej. Partyjne sztaby, konstruując listy kandydatów do parlamentu i znając stopień poparcia dla danego ugrupowania, z dużą dozą prawdopodobieństwa są w stanie przewidzieć, kto uzyska mandat.

Nie dziwi zatem coraz powszechniejsze przekonanie, że Polsce potrzebna jest reforma systemu politycznego.


Jan Maria Jackowski
drukuj