(fot.PAP)

Kiedy granty z MON?

Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak deklaruje, że jego resort gotów jest wesprzeć projekty naukowców chcących zajmować się katastrofą smoleńską.

– Jeśli takie inicjatywy się pojawią, to bardzo proszę. Zależy nam, aby wszechstronnie tę sprawę badać. Nie ma z naszej strony żadnego oporu, żeby czegoś nie udostępnić – zapewnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

 
To ważna deklaracja. Do dyspozycji MON jest archiwum komisji ministra Millera, zawierające wszystko, co jej ekspertom udało się ustalić w Smoleńsku i w Moskwie, w tym zdjęcia, wyniki pomiarów i wszelkie materiały, które uzyskali od Rosjan. Poza tym podlegająca Tomaszowi Siemoniakowi Agencja Mienia Wojskowego jest aktualnym dysponentem drugiego polskiego Tu-154M, który przechowywany jest na lotnisku wojskowym w Mińsku Mazowieckim.

 
Jednak polskim naukowcom, których coraz więcej interesuje się katastrofą smoleńską, to nie wystarcza. W październiku mają się zebrać na konferencji w Warszawie w celu przedyskutowania dotychczasowych ustaleń i skoordynowania dalszych prac. Bardziej szczegółowe plany mają dwie grupy uczonych. Jedna związana jest z Wojskową Akademią Techniczną, a druga – z Politechniką Gdańską i tamtejszym Instytutem Maszyn Przepływowych PAN. Naukowcy są gotowi między innymi wykonać bardzo dokładne symulacje komputerowe ostatnich sekund lotu z użyciem danych wejściowych o wiele dokładniejszych niż te, którymi dysponował prof. Wiesław Binienda w swoich znanych powszechnie symulacjach uderzenia skrzydła w brzozę i lotu oderwanego kawałka skrzydła. Jego wyniki mogłyby zostać uszczegółowione.

 
Jednak te projekty wymagają długotrwałych i kosztownych badań. Tymczasem instytucje naukowe muszą myśleć o finansowaniu swoich prac. Nie mogą sobie pozwolić na oderwanie całego zespołu od innych zadań na wiele miesięcy, bo ucierpią na tym pozostałe zamówienia, nie mówiąc już o kosztach aparatury itp. Warte nawet kilka milionów złotych programy musiałyby otrzymać grant z ministerstwa nauki. Problem jednak jest w tym, że nie ma dobrej formuły prawnej na badanie poświęcone akurat katastrofie lotniczej. Grupa gdańska przygotowała swój projekt grantu, ale nie może go oficjalnie zgłosić, ponieważ nie należy on ani do badań podstawowych, ani stosowanych. Pozostaje trzecia droga, ale konieczna jest tu inicjatywa państwa, które samo musi ogłosić konkurs na grant o takim temacie. Może któreś z ministerstw? Naukowcy liczą tu na MON, które ogłasza konkursy na granty „z dziedziny bezpieczeństwa państwa” w związku z różnymi potrzebami wojska.

 
W tej kwestii jednak minister Siemoniak uchyla się od odpowiedzi. – To nie ministerstwo obrony dzieli granty na badania. Jest ministerstwo nauki, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju bądź uczelnie w swoich własnych ramach. Ale przecież jest wolność badań naukowych w Polsce i za granicą. Jak państwo śledzą doniesienia publiczne, nie brakuje różnych prac, analiz. A opinia publiczna może oceniać ich jakość – stwierdził pytany o możliwość ogłoszenia konkursu na badanie symulacyjne katastrofy smoleńskiej.

 
Z prośbą o pomoc w badaniu katastrofy wystąpiła do szefa MON także Lucyna Gągor, żona gen. Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, specjalisty w dziedzinie rozpoznania i operacji pokojowych, który zginął pod Smoleńskiem. Koordynujący działania grupy gdańskiej prof. Marek Czachor zauważa, że nie wystarczy tylko zgoda czy nawet poparcie ministerstwa. – Rozmawiałem na ten temat z prof. Krzysztofem Kurzydłowskim, dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Oznajmił mi, że Centrum nie może samo takiego grantu zainicjować. Musi być instytucja państwowa, która byłaby zamawiającym i odbiorcą tego grantu. Na przykład Ministerstwo Obrony Narodowej – powiedział Czachor „Naszemu Dziennikowi”. Według niego, potrzebny jest nacisk na MON, żeby taki konkurs rozpisało.

 
Nie jest wykluczone, że resort zdecyduje się na konieczny krok w tej sprawie. – Z inicjatywy jednej z wdów i w jej obecności spotkałem się z jednym z profesorów z uczelni wojskowej. Przekazałem mu, że jeżeli tylko chcą takie badania podejmować, to Ministerstwo Obrony Narodowej żadnych przeszkód tutaj nie będzie czyniło – zapewnia Siemoniak. Zastrzega przy tym, że podobne pytania należy kierować też do prokuratury. – Jeśli chodzi o główne dowody związane z katastrofą smoleńską, to są one w gestii prokuratury i wszyscy sobie z tego zdają sprawę – mówi. Chodzi tu o zeznania świadków, rosyjskie odpowiedzi na wnioski o pomoc prawną, wyniki badań biegłych itp. Obecnie to śledczy dysponują też zapisami rejestratorów lotu Tu-154M.

 
W kwestiach związanych z katastrofą minister koncentruje się na wnioskach z raportu komisji Millera. – Ta sprawa jest oczywiście dla nas bardzo ważna. Niedługo będzie rocznica raportu komisji, która badała ten wypadek pod przewodnictwem Jerzego Millera. My zaraz po tym raporcie Millera wdrożyliśmy program, jak wypełnić wnioski, i wypełniamy go konsekwentnie, zwłaszcza Siły Powietrzne, miesiąc po miesiącu. Mamy bardzo szeroki plan działania – oświadczył Siemoniak. Program naprawczy ministerstwa stanowi realizację zaleceń zawartych w raporcie Millera.

drukuj