Katolicyzm to po prostu zdrowy rozsądek

Z dr. Williamem Oddiem, dziennikarzem „The Catholic Herald”, byłym dziennikarzem „The Daily Telegraph” oraz „Sunday Times”, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Pański wykład dotyczył katolickiego dziennikarstwa w antykatolickim kraju. Zgadza się Pan z tezą, że żyjemy w antykatolickich czasach?

– John Newmann, wielki angielski teolog, powiedział, iż świecka strona życia jest potrzebna, lecz zaznaczył, że jest ona oddzielna od tego, co naucza Bóg, i oddzielna od świętości. To są dwa różne wymiary ludzkiego rozumu. Jeśli sprawy świeckie staną się czyimś centrum, to wówczas jego wrogiem będzie to, co święte. Świeckość jest skoncentrowana na sprawach ziemskich, materialnych, czyli zupełnie na czymś przeciwnym od tego, na czym koncentruje się Kościół. Tak więc nie tylko teraz żyjemy w antykatolickich czasach, ale walczymy z tym, co ziemskie, cały czas. Przypomnę słowa Jana Pawła II, który mówił dziennikarzom katolickim: „Jesteśmy znakiem sprzeciwu”.

Jakie cechy powinien mieć katolicki dziennikarz?

– Musi być bardzo uparty. Musi być trudną osobą. Musi być przygotowany, by mówić „nie”. Ponieważ nawet wewnątrz samego Kościoła jest zbyt wiele osób, zbyt wielu biskupów chętnych, by mówić – „tak”. Często myślą, że jeśli będą popularni w świeckim świecie, to będzie on ich słuchał. Ale oczywiście świat nie przyjmuje tego, że ktoś się z nim zgadza. Dlatego katolicki dziennikarz musi mieć krytyczny umysł, by umiejętnie wprowadzać w życie teologię, niekoniecznie używając teologicznego języka. I tu ogromną rolę odgrywają prawo naturalne i kwestia sumienia. Bo przecież także ci, którzy nie są katolikami, mają sumienia, choć wprawdzie często są one już na wpół umarłe. Więc budzenie sumień jest podstawowym zadaniem wszystkich chrześcijan, a w szczególności dziennikarzy katolickich.

Organa Unii Europejskiej nie specjalnie lubią katolicyzm. Najrozsądniejszym wyjściem jest czerpanie z UE tego, co dobre, czy może skupienie się na wykazywaniu złej drogi, na którą ta Wspólnota wkracza?

– Jeśli są jakieś dziedziny, w których Unia Europejska stara się robić dobre rzeczy, tam powinniśmy ją wspierać. Ale z drugiej strony nie możemy przecież przymykać oczu na to, co jest w niej złe. I dziś bardziej niż kiedykolwiek jest niezbędne, by, po pierwsze, sprzeciwiać się idei sekularyzacji Europy stawianej obecnie niemal jako warunek istnienia Unii Europejskiej. Musimy dotrzeć do samego dna tego, co złe. Po drugie, musimy sobie uświadomić niebezpieczeństwo biurokracji. Słyszeliśmy w wykładzie Mirandy Devine, że ustrój totalitarny można zaprowadzić bez policji politycznej czy obozów koncentracyjnych. Bruksela zdaje sobie z tego sprawę, że nie musi nikogo aresztować i więzić – zwyczajnie zbiurokratyzuje wszystkich obywateli. W Anglii jest tak – i wydaje mi się, że podobnie dzieje się w Polsce – że 70 proc. praw uchwalanych jest za granicą. Oznacza to, że na dzień dzisiejszy mamy zaledwie ok. jednej trzeciej niepodległości. Tak więc dziś katolickim mediom nie pozostaje praktycznie nic poza naprawdę ciężką krytyką Unii Europejskiej.

Dziś także anglikanie nie mają łatwego życia w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza w kontekście chęci powrotu do Kościoła katolickiego…

– Sam byłem anglikaninem. Napisałem książkę dotyczącą tej kwestii. W Kościele anglikańskim jest wiele osób, które myślą, że są katolikami. Ja też tak myślałem. Odkryłem jednak, że nim wcale nie byłem. Bo przecież, aby nim być, trzeba mieć Papieża. Istnieje wszakże duża grupa wewnątrz tej wspólnoty, która przyjmuje w pełni nauczanie Stolicy Apostolskiej. Oni od zawsze wyrażali przekonanie, że uda im się nawrócić resztę Kościoła i wówczas jako całość, anglikanie mogliby znów połączyć się z Rzymem. Myślę więc, że to, co się teraz dokonuje, jest naprawdę ekscytujące.

Pracował Pan w wielu brytyjskich gazetach. Czy w trakcie swojej kariery zawsze mógł Pan prezentować swój katolicki punkt widzenia?

– W Wielkiej Brytanii jest wielu katolickich dziennikarzy, którzy potrafią „przemycić” katolickie treści do świeckich gazet, używając typowego języka dziennikarskiego. My bronimy rodziny, sprzeciwiamy się aborcji i prezentujemy katolicki światopogląd. I nie używamy katolickiego języka, gdyż po prostu nie musimy. Katolicyzm to po prostu zdrowy rozsądek.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj