Kantor polityczny
Orzeł i reszka
W przededniu Święta Niepodległości znamy już konstrukcję nowej koalicji rządowej i przewidywany skład personalny Rady Ministrów. Pojawiają się komentarze wyrażające obawy, że wynik wyborów i przejęcie władzy przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego spowoduje powrót do III RP. Czy zatem czeka nas restauracja michnikowszczyzny, czyli ideologii realnego postkomunizmu oraz rzeczywistości znanej z wielu patologii, której „znakiem firmowym” swego czasu była afera Rywina? Czy jednak po dwóch latach rządów pod patronatem Prawa i Sprawiedliwości i wyraźnej zmianie klimatu debaty publicznej, możliwy jest prosty powrót do praktyki lat dziewięćdziesiątych?
Prawo i Sprawiedliwość mimo iż nie uzyskało 185 mandatów – by prezydenckie weto było skutecznym instrumentem – ma szansę bycia silną opozycją. Ta siła będzie jednak zależała od spójności wewnętrznej, a więc od niwelowania pojawiających się napięć i konfliktów oraz konstruktywnego dokonania rozliczenia błędów. W PiS obecnie toczy się wewnętrzny spór o sposób kierowania tą partią, który również przekłada się na wizję działań na przyszłość i program bycia skuteczną opozycją wobec Platformy Obywatelskiej, tak aby po następnych wyborach powrócić do władzy. Silna w PiS wydaje się pokusa, by odejść od modelu partii, która ma ambicje jednoczenia różnych nurtów w centrum i na prawicy. Pojawiła się tendencja ewoluowania w stronę małej wodzowskiej formacji coraz bardziej się radykalizującej na bazie retoryki antykomunistycznej (już coraz mniej nośnej) i antyokrągłostołowej (jednak bracia Kaczyńscy brali udział w projekcie Okrągłego Stołu), co oznacza w pewnym sensie powrót do wzorca z początku lat dziewięćdziesiątych, a więc koncepcji Porozumienia Centrum.
Następne wybory parlamentarne odbędą się zapewne w konstytucyjnym terminie, czyli w 2011 r, a więc już po mających się odbyć w 2010 roku wyborach prezydenckich, co dodatkowo komplikuje sytuację. Jeżeli Lech Kaczyński będzie się kojarzył jako reprezentant radykalnej, „skrajnej” partii, która odgrywa podobną rolę jak w przeszłości LPR, to jego szanse na reelekcję będą nikłe, tak samo jak nikłe będą szanse na powrót PiS do władzy. Wiele też będzie zależało od kohabitacji, czyli współistnienia w obrębie władzy wykonawczej rządu i prezydenta pochodzących z przeciwnych obozów politycznych. I czy prezydent będzie jedynie elementem opozycyjnego układu w państwie mentalnie powiązanym z największą partią opozycyjną, czy też spojrzy szerzej i będzie mężem stanu. Przyjmie znacznie bardziej odpowiedzialną i ambitną rolę arbitra toczących się partykularnych sporów partyjnych i w swoich działaniach kierował się będzie przede wszystkim dobrem Polski.
Dyskomfortem dla PiS jest fakt, że aby być skutecznym w swej opozycyjności wobec koalicji rządzącej, potrzebna jest współpraca z postkomunistami. Bo tylko wtedy jest szansa na utrzymanie weta prezydenckiego w Sejmie. Miecz ma jednak dwa ostrza. Chęć odrzucenia zakwestionowanych ustaw będzie skłaniała rząd Donalda Tuska do współpracy ze środowiskiem SLD i dawnej Unii Wolności. Sytuacja LiD przypomina zatem właściciela kantoru, który bez względu na to, czy ktoś kupuje u niego dewizy, czy je sprzedaje, zawsze jest wygrany, gdyż pobiera prowizje od każdej transakcji. Ta kadencja, paradoksalnie, może więc oznaczać wzmacnianie pozycji LiD, a będzie to uzależnione od determinacji opozycyjnej PiS i liczby ustaw zawetowanych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czy jednak zwiększanie siły LiD – które jak na razie w wyborach poniosło porażkę i teraz jest dodatkowo osłabione rozliczeniami wewnętrznymi – nie ułatwi próby reaktywacji III RP w nieodległej przyszłości?
