fot. pixabay.com

Kaganiec na wolność słowa w mediach pod pozorem walki z nielegalnymi treściami

Cenzura czy walka z nielegalnymi treściami? Sejm pracuje nad projektem, który daje rządzącym prawo do usuwania internetowych publikacji. Władza twierdzi, że chce poprawić bezpieczeństwo. Opozycja i prezydent alarmują, że to atak na wolność słowa.

Rządowy projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną brzmi niepozornie. Autorem przepisów jest Ministerstwo Cyfryzacji zarządzane przez Lewicę. Rzecznik partii, Łukasz Michnik, tłumaczył, iż projekt pozwoli usuwać z mediów społecznościowych treści uznane za nielegalne.

W przypadku, kiedy na przykład w internecie pojawiają się pedofilskie treści, to żeby móc nakazać usunięcie tych treści z tej platformy. Po to jest ta ustawa – przekonywał Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.

Szkopuł tkwi jednak w słowie „uznane”. Służby, prokuratura czy tajemniczo opisane w projekcie „zaufane podmioty sygnalizujące” będą zawiadamiać o nielegalnych treściach zależny od władzy Urząd Komunikacji Elektronicznej. Ten będzie żądał od platform bezzwłocznego usunięcia treści.

Kim będzie „zaufany podmiot sygnalizujący”? Tego nie wiadomo, ale pewnie będzie bliski rządowi – mówił mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.

Tym podmiotom sygnalizującym, które są organizacjami pozarządowymi, które mogą być różnymi NGOs-ami, stowarzyszeniami, fundacjami, którym rząd zaufa, daje nie tylko prawo sygnalizowania, ale daje im prawo wszczynania postępowań dotyczących usuwania nielegalnych treści – zaznaczył mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

Krótko mówiąc – bliski władzy sygnalista zgłosi przestępstwo w intrenecie, zależny od władzy urząd zmusi dostawcę platform internetowych do usunięcia naszej publikacji.

Zakres przestępstw jest tak szeroki, że każdy wpis może być uznany za nielegalny – mówił poseł Zbigniew Kuźmiuk z PiS.

To jest cenzura, jeszcze raz powtórzę, w najgorszym PRL-owskim stylu – podkreślił dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.

Od decyzji będzie można się odwołać.

To nie jest tak, że będzie można usunąć wpis, że Platforma Obywatelska jest zła. Nie. Będzie można usunąć wpis, który nawołuje do morderstwa na przykład prezydenta jakiegoś miasta – tłumaczył Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.

Możemy się od tej decyzji odwołać, ale będzie to trwało miesiącami, jeżeli nie latami, a tekst czy wypowiedź zniknie natychmiast – zwrócił uwagę dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.

Mec. Jerzy Kwaśniewski dodał, iż o tym, czy ktoś w Polsce łamie prawo, decyduje sąd, a nie urzędnik.

Bez wyroku sądu wcześniejszego, bez decyzji niezależnego sądu, odbierając nam konstytucyjną wolność słowa – dodał mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

Projekt jest po pierwszym czytaniu w Sejmie. Koalicja rządowa nie zgodziła się na odrzucenie przepisów, o co wnioskowała opozycja. Prezydent Karol Nawrocki wezwał obywateli do udziału w wysłuchaniu publicznym na temat projektu.

„Pod pozorem walki z nielegalnymi treściami i dezinformacją rząd chce ograniczyć wolność słowa, poprzez wprowadzenie mechanizmu blokowania wypowiedzi arbitralnymi decyzjami administracyjnymi urzędników. Nie tak to powinno wyglądać” – napisał Karol Nawrocki, prezydent RP.

Ta ustawa jest szalenie niebezpieczna, bo ona de facto ma być kagańcem, który ma być założony na wolność słowa w mediach – zauważył Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP.

Projekt wpisuje w strategię światowej lewicy. Przepisy obowiązują w ponad 20 państwach Unii Europejskiej. Wysłuchanie publiczne zaplanowane jest na 4 listopada. Do debaty zgłosiło się kilkadziesiąt podmiotów.

TV Trwam News

drukuj