Kaganiec na wolność słowa w mediach pod pozorem walki z nielegalnymi treściami
Cenzura czy walka z nielegalnymi treściami? Sejm pracuje nad projektem, który daje rządzącym prawo do usuwania internetowych publikacji. Władza twierdzi, że chce poprawić bezpieczeństwo. Opozycja i prezydent alarmują, że to atak na wolność słowa.
Rządowy projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną brzmi niepozornie. Autorem przepisów jest Ministerstwo Cyfryzacji zarządzane przez Lewicę. Rzecznik partii, Łukasz Michnik, tłumaczył, iż projekt pozwoli usuwać z mediów społecznościowych treści uznane za nielegalne.
– W przypadku, kiedy na przykład w internecie pojawiają się pedofilskie treści, to żeby móc nakazać usunięcie tych treści z tej platformy. Po to jest ta ustawa – przekonywał Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.
Szkopuł tkwi jednak w słowie „uznane”. Służby, prokuratura czy tajemniczo opisane w projekcie „zaufane podmioty sygnalizujące” będą zawiadamiać o nielegalnych treściach zależny od władzy Urząd Komunikacji Elektronicznej. Ten będzie żądał od platform bezzwłocznego usunięcia treści.
Kim będzie „zaufany podmiot sygnalizujący”? Tego nie wiadomo, ale pewnie będzie bliski rządowi – mówił mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris.
– Tym podmiotom sygnalizującym, które są organizacjami pozarządowymi, które mogą być różnymi NGOs-ami, stowarzyszeniami, fundacjami, którym rząd zaufa, daje nie tylko prawo sygnalizowania, ale daje im prawo wszczynania postępowań dotyczących usuwania nielegalnych treści – zaznaczył mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.
Krótko mówiąc – bliski władzy sygnalista zgłosi przestępstwo w intrenecie, zależny od władzy urząd zmusi dostawcę platform internetowych do usunięcia naszej publikacji.
Zakres przestępstw jest tak szeroki, że każdy wpis może być uznany za nielegalny – mówił poseł Zbigniew Kuźmiuk z PiS.
– To jest cenzura, jeszcze raz powtórzę, w najgorszym PRL-owskim stylu – podkreślił dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.
Od decyzji będzie można się odwołać.
– To nie jest tak, że będzie można usunąć wpis, że Platforma Obywatelska jest zła. Nie. Będzie można usunąć wpis, który nawołuje do morderstwa na przykład prezydenta jakiegoś miasta – tłumaczył Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.
– Możemy się od tej decyzji odwołać, ale będzie to trwało miesiącami, jeżeli nie latami, a tekst czy wypowiedź zniknie natychmiast – zwrócił uwagę dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS.
Mec. Jerzy Kwaśniewski dodał, iż o tym, czy ktoś w Polsce łamie prawo, decyduje sąd, a nie urzędnik.
– Bez wyroku sądu wcześniejszego, bez decyzji niezależnego sądu, odbierając nam konstytucyjną wolność słowa – dodał mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.
Projekt jest po pierwszym czytaniu w Sejmie. Koalicja rządowa nie zgodziła się na odrzucenie przepisów, o co wnioskowała opozycja. Prezydent Karol Nawrocki wezwał obywateli do udziału w wysłuchaniu publicznym na temat projektu.
„Pod pozorem walki z nielegalnymi treściami i dezinformacją rząd chce ograniczyć wolność słowa, poprzez wprowadzenie mechanizmu blokowania wypowiedzi arbitralnymi decyzjami administracyjnymi urzędników. Nie tak to powinno wyglądać” – napisał Karol Nawrocki, prezydent RP.
– Ta ustawa jest szalenie niebezpieczna, bo ona de facto ma być kagańcem, który ma być założony na wolność słowa w mediach – zauważył Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP.
Projekt wpisuje w strategię światowej lewicy. Przepisy obowiązują w ponad 20 państwach Unii Europejskiej. Wysłuchanie publiczne zaplanowane jest na 4 listopada. Do debaty zgłosiło się kilkadziesiąt podmiotów.
TV Trwam News




