fot. PAP/EPA

Indonezja: fala demonstracji separatystów w Papui

Indonezyjska policja zastrzeliła w piątek podczas wymiany ognia członka grupy papuaskich separatystów. W tym tygodniu we wschodnich prowincjach Indonezji, Papua i Papua Zachodnia, trwają gwałtowne demonstracje przeciwko dyskryminacji etnicznej.

Przedstawiciel policji Ahmad Kamal poinformował, że w wyniku wymiany ognia między funkcjonariuszami a pięcioma separatystami w mieście Wamena oprócz jednego zabitego są też ranni – jeden policjant i jeden cywil. Na razie nie jest jasne, co było przyczyną starcia. Nie ma również informacji, by do zdarzenia doszło w trakcie protestów.

Jak podaje agencja Reutera, władze wysłały do indonezyjskiej części Papui dodatkowo ponad 1200 policjantów; ich zadaniem ma być tłumienie trwających od poniedziałku protestów, które niekiedy przeradzają się w brutalne starcia. Na wschodzie kraju obecność wojskowa i tak jest znaczna ze względu na rozwijające się od dekad w tym rejonie tendencje niepodległościowe.

Reuters nazywa trwające tam protesty największą falą demonstracji od lat. Podczas manifestacji m.in. w miastach Manokwari, Sorong czy Fakfak dochodziło do podpaleń budynków, w tym sklepu, więzienia czy siedzib instytucji lokalnych władz.

W środę wieczorem władze odłączyły w Papui internet, co zdaniem ministerstwa łączności ma powstrzymać ludzi od przesyłania „prowokacyjnych” informacji mogących wywołać bardziej gwałtowną przemoc. W transmitowanym w czwartek w telewizji przemówieniu prezydent Indonezji Joko Widodo zapewnił, że decyzja ta została podjęta „dla wspólnego dobra”.

Organizacje broniące praw człowieka i stowarzyszenia zrzeszające dziennikarzy zaapelowały jednak do ministerstwa o zniesienie blokady, która jest ich zdaniem naruszeniem prawa do uzyskiwania informacji i uniemożliwia reporterom relacjonowanie zdarzeń.

„To trudny czas, ponieważ do Papui wysłano służby bezpieczeństwa. W wielu przypadkach pociąga to za sobą łamanie praw człowieka poprzez zastraszanie i arbitralne aresztowania ludzi” – mówi cytowany przez agencję Reutera szef indonezyjskiego Stowarzyszenia Niezależnych Dziennikarzy (AJI) Abdul Manan.

Również dyrektor indonezyjskiego biura Amnesty International Usman Hamid w oświadczeniu ocenił, że celem blokady internetu jest to, by Papuasi nie byli w stanie przekazywać dowodów nadużyć, których dopuszczają się siły bezpieczeństwa.

Najnowsza fala protestów w Papui wywołana została rasistowskim atakiem na papuaskich studentów, do którego doszło w ubiegłym tygodniu. W akademiku w mieście Surabaya, na wschodzie Jawy, użyto wobec nich gazu łzawiącego, doszło też do zatrzymań.

Po tym zdarzeniu w wielu miejscach zorganizowano demonstracje przeciw dyskryminacji i na rzecz rozpisania referendum niepodległościowego w Papui.

W dwóch najbardziej wysuniętych na wschód indonezyjskich prowincjach Papua i Papua Zachodnia tendencje niepodległościowe rozwijają się od dekad. Indonezyjskie władze podkreślają, że ich zwierzchnictwo nad Papuą jest bezdyskusyjne i uznawane przez społeczność międzynarodową. Dostęp do tego regionu dla zachodnich dziennikarzy jest jednak bardzo ograniczony.

Papua, była holenderska kolonia, została włączona do Indonezji w 1969 roku. Prowincja obejmuje zachodnią część wyspy Nowa Gwinea; wschodnia część – bogata w surowca naturalne, energetyczne i minerały – należy do niezależnego państwa Papua Nowa Gwinea.

W styczniu przebywający na wygnaniu działacz Zjednoczonego Ruchu Wyzwoleńczego na rzecz Papui Zachodniej Benny Wenda przedstawił petycję skierowaną do Wysokiego Komisarza NZ ds. praw człowieka, podpisaną przez 1,8 mln Papuasów, wzywającą do zorganizowania referendum w sprawie niepodległości Papui. Pojawiają się też głosy kwestionujące konstytucyjność włączenia Papui do Indonezji przed 50 laty.

PAP/RIRM

drukuj