In vitro to fragment biopolityki

Z Janem Marią Jackowskim, publicystą, rozmawia Izabela Borańska

Jak Pan ocenia inicjatywę posłów PiS dotyczącą zakazu zapłodnienia pozaustrojowego? Czy nie obawia się Pan, że projekt stanie się „podkładką” do przyjęcia propozycji Gowina? W jednym z wywiadów prezes PiS Jarosław Kaczyński stwierdził, że „jeśli ktoś zgłosi projekt zakazu in vitro, poprę go jako praktykujący katolik. Ale jeśli taki wniosek upadnie, będę za ograniczeniami w wersji Gowina”.

– Mamy do czynienia z powtórzeniem, tylko że w innych warunkach, podobnej „filozofii” jak przy okazji pamiętnych głosowań nad zmianami w Konstytucji nad ochroną życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci w Sejmie poprzedniej kadencji. To postawa typu: Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. W tym wypadku mamy do czynienia z następującą sytuacją, że instrukcja duszpasterska „Dignitas personae” wyraźnie precyzuje, iż metoda in vitro jest metodą nie do przyjęcia dla katolika. W związku z powyższym sugerowanie przez polityków, że jeśli projekt całkowitego zakazu in vitro upadnie, to wtedy zostanie poparta tzw. ustawa Gowina, jest po prostu wybiegiem taktycznym, mającym znamiona listka figowego. Chodzi po prostu o to, żeby mrugać do opinii publicznej, a z drugiej strony wspierać działania, które są sprzeczne z nauczaniem Kościoła.


PiS ustawia się na takiej pozycji, aby w razie czego móc powiedzieć: „Próbowaliśmy wywalczyć zakaz in vitro, ale nie wyszło”?


– Tak. Bo logiczną konsekwencją dla osób, które odwołują się do inspiracji katolickiej w działalności publicznej, byłoby wsparcie ustawy zakazującej dokonywania manipulacji genetycznych i prokreacji, a w przypadku gdyby ta ustawa padła, głosowanie przeciw każdej ustawie, która w jakiejś formie dopuszcza manipulacje sprzeczne z nauczaniem Kościoła.


Ale co w takim razie powinni zrobić posłowie, którym leży na sercu ład moralny? Jakich argumentów używać, a jakich nie?


– Przede wszystkim nieprawdziwy jest argument, że w tej chwili nie ma regulacji prawnych, które określałyby sytuację dotyczącą in vitro, ponieważ taką tezę lansują zwolennicy proaborcyjnej interpretacji obowiązującego ustawodawstwa. Z ustawy z 1993 roku oraz z interpretacji dokonanych później przez Trybunał Konstytucyjny, oraz z innych ustaw, wyraźnie wynika, jakie są w Polsce prawne ramy i zakres ochrony życia ludzkiego od momentu poczęcia. Przede wszystkim parlamentarzyści, którzy chcą zgodnie z nauczaniem Kościoła zajmować się tą problematyką, powinni bardzo starannie zapoznać się z duszpasterską instrukcją „Dignitas personae”, która jasno omawia doktrynę katolicką w tych dziedzinach. Mówię o tych posłach, którzy publicznie powołują się na inspiracje katolickie, ale oczywiście ten dokument jest skierowany do wszystkich ludzi dobrej woli. Parlamentarzyści powinni używać argumentacji, która jest zawarta w tej instrukcji. Bo tu nie chodzi o to, żeby nie było zrozumienia dla sytuacji tych rodzin, które nie mogą doczekać się potomstwa. Są różne metody alternatywne, np. naprotechnologia, które faktycznie zajmują się bardzo trudnym dla dotkniętych tym problemem małżeństw – leczeniem niepłodności.


W jakim celu, Pana zdaniem, kwestię in vitro oraz jej refundacji poruszył rząd?


– To jest pokłosie ideologizacji życia publicznego, pochodna nacisków ideologicznych płynących z opiniotwórczych środowisk zachodnich, przede wszystkich z Unii Europejskiej. Jest to fragment tzw. biopolityki, czyli koncepcji, która w sposób globalny chce kontrolować metodami politycznymi i administracyjnymi prawo do życia w ramach całego świata.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj