fot. PAP/EPA

Ekwador: 350 ofiar śmiertelnych trzęsienia ziemi

Do 350 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych sobotniego trzęsienia ziemi w Ekwadorze – poinformował w poniedziałek minister ds. bezpieczeństwa Cesar Navas. W ruinach wciąż odnajdywani są żywi ludzie. Według Czerwonego Krzyża liczba poszkodowanych może sięgać 100 tys.

Poprzedni oficjalny bilans mówił o co najmniej 272 ofiarach śmiertelnych i ponad 2,5 tys. rannych. Jeszcze nie wiadomo, ile osób jest zaginionych.

Występując w telewizji Teleamazonas minister Cesar Navas powiedział, że służby ratunkowe kontynuują poszukiwania w zawalonych budynkach. AFP pisze, że w ruinach wciąż odnajdywani są żywi ludzie.

Według hiszpańskiego Czerwonego Krzyża od 70 do 100 tys. osób może potrzebować rożnego rodzaju pomocy w wyniku kataklizmu. Od 3 do 5 tys. osób natychmiast potrzebuje prowizorycznego dachu nad głową.

Minister spraw zagranicznych Guillaume Long poinformował, że w Ekwadorze są już przysłane do pomocy ekipy ekspertów z Wenezueli, Kolumbii, Peru, Meksyku, Kuby, Boliwii, Chile, Szwajcarii i Hiszpanii. Wsparcie zaoferowały także Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone.

W sześciu z 24 prowincji kraju ogłoszono stan wyjątkowy.

Epicentrum trzęsienia znalazło się w odległości ok. 170 km na północy zachód od stolicy kraju, Quito, w regionie słabo zaludnionych miast portowych i nadmorskich turystycznych miejscowości, ale było odczuwane w wielu częściach kraju, nawet w miastach oddalonych o kilkaset kilometrów. Wśród najbardziej zdewastowanych miast są: Portoviejo, Manta i Guayaquil w prowincji Manabi.

Służby sejsmologiczne podały, że sobotnie trzęsienie ziemi miało siłę 7,8 stopnia, a po nim wystąpiło ponad 230 wstrząsów wtórnych, w tym jeden o sile 6,1 stopnia. Według ekwadorskich służb należy się spodziewać, że wstrząsy wtórne będą trwały jeszcze wiele dni albo nawet tygodni, a ich siła może sięgać 5 stopni.

Rząd w Quito określa ten kataklizm jako najsilniejsze trzęsienie ziemi w Ekwadorze od 1979 roku, kiedy to 600 osób zginęło, a ok. 200 tys. odniosło obrażenia.

PAP/RIRM

drukuj