(fot.PAP)

Dyskusja o wyroku Trybunału Praw Człowieka ws. skargi katyńskiej

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. skargi katyńskiej jest niesprawiedliwy – ocenili uczestnicy dyskusji „Sprawiedliwość? Ale jaka?”, która odbyła się w poniedziałek w Warszawie. Ich zdaniem trybunał pominął istotne argumenty polskiej strony. 

21 października Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że nie może ocenić rosyjskiego śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej z lat 1990-2004, oraz że władze Rosji nie dopuściły się poniżającego i nieludzkiego traktowania krewnych ofiar NKWD z 1940 r. Krewni zarzucali Rosji, że nie przeprowadziła rzetelnego śledztwa w sprawie mordu z 1940 r.

Ten wyrok jest pełen prawniczej, sędziowskiej fuszerki. Oceniam go bardzo krytycznie – powiedział jeden z pełnomocników prawnych krewnych ofiar NKWD prof. Ireneusz Kamiński z Instytutu Nauk Prawnych PAN.

Jak tłumaczył, sędziowie uznając, że nie mogą oceniać rosyjskiego śledztwa katyńskiego, nie odpowiedzieli na wiele kluczowych argumentów polskiej strony.

W wyroku – jak podał Kamiński – nie znalazła się odpowiedź na przywoływane przez prawników, a także przez MSZ, który wspierał skarżących przed trybunałem, orzecznictwo Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka. Sędziowie nie odnieśli się również do tzw. ukraińskiej listy katyńskiej, którą rosyjscy prokuratorzy włączyli do swojego śledztwa ws. Katynia po 1998 r., czyli już po ratyfikacji przez Rosję konwencji praw człowieka. Tym samym upadał argument, że trybunał w Strasburgu nie może badać zarzutu polskich skarżących ze względu na to, że godzi on w zasadę „prawo nie działa wstecz”.

Naszą argumentację sędziowie zbyli milczeniem. Na jej temat w orzeczeniu nie ma ani słowa – podkreślał Kamiński.

Wyrok w sprawie skargi katyńskiej, który wydało 17 sędziów Wielkiej Izby trybunału, jest ostateczny i zamyka sprawę zbrodni katyńskiej w Strasburgu. Mecenas przypomniał jednak, że wyrok jest efektem odwołania się skarżących od poprzedniego orzeczenia trybunału w tej sprawie z 16 kwietnia 2012 r. Tłumaczył, że do samego odwołania zachęcało zdanie odrębne trójki sędziów, m.in. obecnego prezesa trybunału Deana Spielmanna, którzy w 2012 r. całkowicie przyznali rację polskiej stronie.

W dyskusji, w której uczestniczyli także inni specjaliści prawa międzynarodowego, w tym prof. Karol Karski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz prof. Roman Wieruszewski z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka, omawiano również kwalifikację zbrodni katyńskiej jako zbrodni wojennej. W wyroku Wielkiej Izby kwalifikacja ta jest jedynie przywołana z orzeczenia z 2012 r., natomiast nie ma w nim jednoznacznego określenia Katynia jako zbrodni wojennej.

Paneliści, ale także krewni ofiar zbrodni katyńskiej, krytycznie ocenili również polskiego sędziego Krzysztofa Wojtyczka, który był jednym z 17 sędziów Wielkiej Izby wydających wyrok. Wojtyczek zgodził się z większością sędziów, że trybunał nie może badać zarzutu krewnych ofiar NKWD dotyczącego rosyjskiego śledztwa. Tłumaczył, że gdy do śmierci doszło w okresie przed ratyfikacją konwencji (w tym przypadku w 1998 r., czyli 58 lat od zbrodni katyńskiej i osiem lat od rozpoczęcia śledztwa) trybunał nie może badać zarzutów skarżących dot. ewentualnej nierzetelności śledztwa. W dyskusji zauważono jednak niekonsekwencję Wojtyczka, który w podobnej sprawie, dotyczącej śmierci Grzegorza Przemyka, uznał jednak, że sędziowie mają prawo oceniać śledztwo w sprawie śmierci, którą popełniono przed ratyfikacją konwencji przez Polskę.

Dyskusję podsumował dr Sławomir Dębski, dyrektor Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, które zorganizowało dyskusję. W jego ocenie, a także – jak podkreślił Dębski – w ocenie Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, której współprzewodniczy prof. Adam Daniel Rotfeld, w relacjach z Federacją Rosyjską sprawa zbrodni katyńskiej będzie zamknięta tylko pod warunkiem ujawnienia przez stronę rosyjską wszystkich dokumentów dotyczących mordu NKWD z 1940 r. Wciąż pozostaje nieznana dla polskiej strony pełna dokumentacja rosyjskiego śledztwa katyńskiego, a także tzw. białoruska lista katyńska, dotycząca 3870 polskich obywateli zamordowanych przez NKWD najprawdopodobniej w Mińsku na Białorusi.

PAP/RIRM

drukuj