(fot. PAP)

Drony zapolują na kierowców

Fotoradary nie staną się narzędziem służącym realnej poprawie bezpieczeństwa na drogach, wciąż będą służyć głównie idei łupienia użytkowników dróg.

Posłowie kończą ciągnące się od kilku miesięcy prace nad poselskimi projektami ustaw, które mają uporządkować sprawy fotoradarów stawianych na drogach. Sejm przeprowadził wczoraj drugie czytanie ustawy w tej sprawie. Kwestia masowego szpikowania dróg fotoradarami i łupienia za ich pomocą kierowców, pod pretekstem dbałości o bezpieczeństwo, wyjątkowo połączyła posłów opozycji. Własne projekty złożyły: Solidarna Polska, Prawo i Sprawiedliwość oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej. Jako że są to projekty dotyczące tej samej materii, w sejmowej komisji i podkomisji posłowie pracowali nad ich połączeniem w jeden, w największym stopniu zadowalający wnioskodawców, którym mógłby zająć się Sejm. Za sprawą stanowiska mającej większość głosów rządzącej koalicji PO – PSL projekt powstały z połączenia zgłoszonych projektów ma jednak niewiele wspólnego, jeśli w ogóle cokolwiek, z tym, co proponowali posłowie.

Wiceminister transportu Zbigniew Rynasiewicz przekonywał wczoraj, że zwiększenie liczby fotoradarów wpłynęło na zmniejszenie liczby wypadków. Posłowie jednak nie kwestionowali konieczności istnienia tych urządzeń na drogach. Najczęściej pojawiające się postulaty dotyczyły racjonalizacji ich ustawiania. Zwracano uwagę, iż służą przede wszystkim – dzięki rejestrowaniu zbyt szybkiej jazdy kierowców – jako maszynki do zarabiania pieniędzy na wystawianych mandatach. Podnoszono też, że ma to niewiele wspólnego z dbałością o bezpieczeństwo na drogach. Przekraczający przepisy kierowca nie jest bowiem choćby upominany od razu po ujawnieniu wykroczenia przez fotoradar. Parlamentarzyści wskazywali, że fotoradary powinny być przede wszystkim ustawiane w miejscach najbardziej niebezpiecznych, gdzie mogłyby wpłynąć na ograniczenie prędkości pojazdów, a nie w lokalizacjach mogących wpływać na maksymalizację dochodów z mandatów. Posłowie postulowali też, by środki z mandatów za przekroczenie prędkości nie zasilały budżetu państwa, lecz były przeznaczane głównie na poprawę bezpieczeństwa na drogach. Z tych postulatów po przerobieniu, głosami posłów Platformy i PSL, kilku poselskich projektów ustaw w jeden projekt praktycznie nic nie zostało. Zapisano natomiast – w projekcie ustawy o drogach publicznych – że środki uzyskane z grzywien nałożonych przez Inspekcję Transportu Drogowego za naruszenia przepisów ruchu drogowego ujawnione za pomocą urządzeń rejestrujących będą przekazywane nie do budżetu państwa, lecz na rachunek Krajowego Funduszu Drogowego. I przeznaczone mają być na finansowanie zadań inwestycyjnych związanych z poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego na drogach krajowych oraz budowę lub przebudowę dróg krajowych. Przepisy te miałyby wejść w życie od początku przyszłego roku.

Wiceminister Zbigniew Rynasiewicz wyjaśniał, że budżet państwa nie planuje żadnych dochodów z mandatów za przekroczenie dozwolonej prędkości, a prognozowana kwota dochodów z tego tytułu – 70 mln zł, ma zasilić właśnie KFD. Posłowie opozycji, którym koalicja PO – PSL tak połączyła w jeden projekty ustaw, iż z postulatów posłów praktycznie nic nie zostało, przekonywali jednak, że po zmianie przepisów właściwie nic się nie zmieni – kierowcy nadal będą łupieni, a bezpieczeństwo na drogach w wyniku zmiany przepisów wcale się nie poprawi.

Patryk Jaki (Solidarna Polska) ocenił, że ustawa stworzona przez rządzącą koalicję to wręcz „fantastyczne oszustwo”. Zaznaczył, że do ustawy o drogach publicznych co prawda dopisano punkt o przeznaczeniu środków uzyskanych z mandatów wystawionych na podstawie wskazań fotoradarów na zadania inwestycyjne związane z poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego, ale jednocześnie pozostawiono art. 20d ust. 2, który mówi, że dochody uzyskane z grzywien nałożonych za naruszenia przepisów ruchu drogowego ujawnione za pomocą urządzeń rejestrujących przeznacza się na finansowanie „utrzymania i funkcjonowania infrastruktury oraz urządzeń drogowych, w tym na budowę, przebudowę, remont, utrzymanie i ochronę dróg oraz drogowych obiektów inżynierskich”. – Jak rozumiem, termin „urządzeń drogowych” w całości wyczerpuje definicję m.in. urządzeń stacjonarnych typu fotoradary – stwierdził Jaki.

To natomiast otwiera drogę do tego, by środkami z mandatów finansować powstawanie nowych fotoradarów. Zdaniem Andrzeja Adamczyka (PiS), koalicyjna większość zrobiła podczas prac nad projektem ustawy w komisji i podkomisji wszystko, żeby nie zrobić nic. – W sprawie fotoradarów usankcjonowano dotychczas panujące zwyczaje, a to, że w projekcie uwzględniono, iż pieniądze pochodzące z mandatów nałożonych za przekroczenie prędkości stwierdzone za pomocą fotoradarów wpłyną do Krajowego Funduszu Drogowego, to nie znaczy nic innego, jak tylko to, że wpadają w olbrzymią dziurę w KFD, którego deficyt wynosi już 41 mld zł – mówił Adamczyk. Ocenił, że nie zagwarantowano, że pieniądze z mandatów nie posłużą kupowaniu kolejnych fotoradarów. Adamczyk przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość wnioskowało przede wszystkim, aby fotoradary ustawiano w miejscach szczególnie niebezpiecznych, gdzie najczęściej dochodzi do wypadków i kolizji.

Z ostatecznej wersji projektu nie był zadowolony również Tomasz Kamiński (SLD). – Nie chcemy całkowitej likwidacji fotoradarów, ale chcemy, żeby były ustawiane w takich miejscach, gdzie jest duże ryzyko niebezpieczeństwa. Postulujemy także, żeby środki z tych kar były w całości przeznaczone na budowę ciągów pieszych, poprawę już istniejących dróg, a niestety zapis w projekcie daje furtkę do przekazywania tych środków na budowę kolejnych fotoradarów – stwierdził Kamiński. Zaznaczył, że w ostatecznym projekcie nie znalazł się także proponowany przez SLD zapis o konieczności przeprowadzenia celowości lokalizacji funkcjonujących fotoradarów. – Był też zapis, który uniemożliwia wykorzystanie statków powietrznych – helikopterów, dronów do gnębienia polskich kierowców. Dlaczego to wykreśliliście? – dopytywał Kamiński. Projekt ustawy ponownie został skierowany do Komisji Infrastruktury, która rozpatrzy zgłoszone przez posłów poprawki.

 

Artur Kowalski

drukuj