D. Stemplewski w TV Trwam: Zły duch nie odpuści na kliknięcie palcem. To jest walka. Gdyby żona przestała się za mnie modlić, to już bym nie żył

Alkohol i zabawy przekreśliły jego szanse na karierę piłkarską. Stany depresyjne i nerwica lękowa wprowadziły w nałóg. Mimo kochającej żony i małej córeczki wciąż kierował się w coraz ciemniejszą toń życia. Wzbraniał się od praktykowania wiary. Dzięki niezłomności i miłości małżonki w najmroczniejszym okresie swojego życia wyciągnął dłoń w kierunku Pana Boga. „Zły duch nie odpuści na kliknięcie palcem. To jest walka. Gdyby żona przestała się za mnie modlić, to już bym nie żył” – powiedział Dariusz Stemplewski, który przedstawił swoje świadectwo w programie „Wierzę w Boga” na antenie TV Trwam.

Dzisiaj jestem szczęśliwym mężem i ojcem dwóch córeczek, natomiast nie zawsze tak było – zaczął opowieść o historii swojego życia Dariusz Stemplewski, który z ogromnej ciemności wyszedł dzięki żonie oraz Panu Bogu.

– Niewiele brakowało, żeby to zakończyło się śmiercią fizyczną – zaznaczył.

 
Brak pewności siebie, wstyd próbował przykrywać zakładanymi maskami. To doprowadzało do oddalania się od prawdy o sobie samym i od miłości. W okresie dojrzewania odkrył talent do uprawiania piłki nożnej.

– W wieku 16-17 lat miałem powołania do piłkarskiej reprezentacji Polski. Ludzie, o których uwagę zabiegałem wcześniej, teraz sami próbowali zabiegać o moją uwagę. Karmiłem się tym, że jestem „kimś”, że ludzie chcą się ze mną zadawać. To mi się podobało, ponieważ w końcu otrzymałem to, czego tak bardzo pragnąłem, czyli uwagi – powiedział Dariusz Stemplewski.

Życie wtedy było jedną wielką zabawą.

– Mnóstwo alkoholu, towarzystwa, dyskotek, pomieszkiwania u kobiet, nieczystości. Bardzo dużo kłamstwa, manipulacji. To było coś, co dzisiaj świat nazywa przesmacznym „grześkiem”, a ja nazywam grzechem. To miało miejsce w moim życiu – zaznaczył.

 
Gość Telewizji Trwam przyznał, że nie można było jednocześnie prowadzić życia hulaszczego i sportowego. Bardzo szybko został więc wyrzucony z drużyny piłkarskiej, nie otrzymywał powołań do reprezentacji. W szkole również się nie układało – nie zaliczył trzeciej klasy i jako jedyny nie przystąpił do matury.

– Wszystkie osoby, które były blisko mnie, nagle zniknęły. Było pokazywanie palcem i szydzenie. (…) Poczucie porażki, bezsensu, przygnębienia, ale przede wszystkim samotności. Zostałem z tym sam. Co zrobiłem? Sklep i wóda. Od alkoholu uzależniłem się w piekielnym tempie, ponieważ szlam, który nosiłem w sercu, wyszedł na zewnątrz w postaci nerwicy lękowej, stanów depresyjnych. Alkohol stał się dla mnie naturalnym antydepresantem, który powodował, że te stany mijały. Tylko kiedy budziłem się następnego dnia, musiałem przyjmować kolejną dawkę. I tak z dnia na dzień, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Takie były ciągi alkoholowe. Dzień i noc – opowiadał.

Na drodze Dariusza Stemplewskiego pojawiła się jego żona – Gabriela. Jak sam przyznał, początkowo kobieta „była trochę niewygodną osobą, ponieważ stawiała mi granice. Bardzo szybko wyłapała, że mam problem alkoholowy. Modliła się za mnie”.

– Ciągnęła mnie na Msze święte. Kombinowałem na wszelkie sposoby, a ona była w tym niezłomna. (…) Przyszedł taki moment, że podjęła trud pielgrzymki. Zdecydowała się, żeby przez 11 dni iść na Jasną Górę w mojej intencji. Chwyciła różaniec i poszła. (…) Co 2-3 dni dzwoniłem do niej, wyzywając, ubliżając, wyśmiewając, że idzie z małpami, że to cyrk i nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Oczywiście robiłem to, będąc pijanym – mówił.

Jednocześnie gość programu „Wierzę w Boga” zaapelował do każdej osoby, która się za kogoś modli i odczuwa ataki ze strony tej osoby lub widzi, że ta osoba zachowuje się gorzej”.

– To przepiękne potwierdzenie tego, że modlitwa działa. Zły duch nie odpuści na kliknięcie palcem. To jest walka. Gdyby Gabrysia przestała się za mnie modlić, to już bym nie żył. (…) Kiedy upadła przed tronem Matki Bożej Jasnogórskiej, powiedziała: „Maryjo, ja Ciebie tylko o jedno proszę, żeby on przed Tobą klękał. Bo jeśli odnajdzie Ciebie, to wiem, że go przyprowadzisz do Jezusa. A jeśli to się stanie, to będzie na najlepszej drodze do tego, żeby życie zaczęło się mu układać” – podkreślił Dariusz Stemplewski.

 
Na tym jednak walka Gabrysi się nie zakończyła. Niedługo po pielgrzymce para stanęła na ślubnym kobiercu. Kiedy kobieta nakładała mężowi obrączkę na palec, w sercu modliła się: „Panie Jezu, doskonale wiem, że wychodzę za człowieka uzależnionego. Składam Ci siebie w ofierze. Proszę ratuj jego i ratuj nas”.

– Po małżeństwie było tylko gorzej. Jechałem rozpędzony autem, miałem 3,5 promila we krwi. Rozwaliłem samochód, uciekałem z miejsca wypadku. Policja, kajdanki, zabrane prawo jazdy. Moja żona ze spakowaną torbą i półroczną córeczką na ręku powiedziała do mnie: „Darek, albo idziesz się leczyć, albo ja odchodzę”. W ucieczce przed samym sobą, długami, życiem, przed stanami depresyjnymi po prostu spakowałem torbę. Wychodząc z domu, zobaczyłem, że na komodzie leży dziesiątek różańca. Chwyciłem za różaniec i pojechałem na odwyk – opowiadał.

Tam przez dwa miesiące codziennie odmawiał dziesiątek Różańca. W trakcie przebywania w ośrodku wylosował, że wśród jego obowiązków znajdzie się zmywanie po posiłkach, czego najbardziej nie lubił robić, jeśli chodzi o domowe obowiązki.

– Myślałem sobie wtedy, że Różaniec to najgłupsza, najnudniejsza modlitwa świata. Upewniało mnie w tym to, że to są tylko wierszyki, które nikomu nic nie dają. (…) Do tego trzy razy dziennie zmywałem 60 talerzy płytkich i głębokich, tyle samo kubków i par sztućców. Najpierw je rozkładałem na stołach, potem zbierałem i musiałem je umyć. (…) Myślałem, że mnie rozniesie. Ale dzisiaj patrzę na to, że słowa „módl się i pracuj” nabierają olbrzymiego sensu. Jeżeli na 100 proc. chcę spotkać się z Panem Bogiem, to oprócz Komunii św., adoracji i spowiedzi, spotkam się z Nim w tych rzeczach, których nie chcę robić. Punktem przełomowym było wyjście z odwyku, w którym postanowiłem, że przedłużę nadzieję mojej żonie i pójdę na pielgrzymkę na Jasną Górę – powiedział Dariusz Stemplewski.

Druga część programu „Wierzę w Boga” z udziałem Dariusza Stemplewskiego zostanie wyemitowana w Telewizji Trwam w najbliższą sobotę, 5 grudnia, o godz. 15.30.

radiomaryja.pl

drukuj