Czas nowoczesnych patriotów

Na mapie Polska mogła się pojawić tylko w wypadku klęski wielkich mocarstw,
które dokonały jej rozbiorów. W pełni niepodległa mogła stać się tylko w wypadku
jednoczesnej klęski wszystkich trzech imperiów.

Taka sytuacja wydawała się całkowicie nieprawdopodobna. Dlatego główne polskie
siły polityczne działające na początku XX wieku podzieliły się na dwie
orientacje, zgodnie z podziałem mocarstw na dwa coraz bardziej wrogie sobie
obozy. Część polskich partii, z lewicą niepodległościową kierowaną przez
Piłsudskiego, wybrała orientację antyrosyjską, oznaczającą oparcie się na
Austro-Węgrach i Niemczech. Ich celem było odbudowanie państwa polskiego na
terenach odebranych Rosji. Druga orientacja, reprezentowana przez Narodową
Demokrację i jej lidera Romana Dmowskiego, miała charakter antyniemiecki.
Głównego wroga wskazywała w Rzeszy, a nadzieje polskie chciała oprzeć na próbie
lojalnej współpracy z Rosją i pozyskaniu dzięki temu poparcia jej zachodnich
sojuszników: Anglii i Francji.
Postawienie na dwie orientacje przyniosła w czasie wojny światowej rezultaty. Od
1916 roku na terenie zajętego przez Niemcy i Austro-Węgry Królestwa Polskiego
tworzyły się legalne zawiązki polskiej administracji, policji i wojska.
Orientacja na ententę dała sprawie polskiej reprezentację dyplomatyczną wobec
zwycięskich ostatecznie w wojnie mocarstw, ale także uformowane u ich boku
jednostki wojskowe: we Francji i w Rosji.

Nie drażnić Niemców i Rosji
Walka o kształt całej Europy Środkowej i Wschodniej miała się jednak
rozstrzygnąć dopiero po przewrocie komunistycznym w Rosji i zakończeniu I wojny
światowej na zachodzie. Brali w tej walce udział geopolityczni spadkobiercy
mocarstw rozbiorowych: Rosja Sowiecka, Niemcy, a także… Czechosłowacja, która
stała się ostatnią namiastką imperium Habsburgów. Uczestniczyły w niej także te
siły, które wspierały programy narodowo-polityczne konkurujące z polskim o
miejsce na wschodnich Kresach dawnej Rzeczypospolitej: ukraiński, litewski i –
najsłabszy z nich – białoruski. W dużym stopniu wpływały na bieg i rezultat tej
walki także zwycięskie w I wojnie mocarstwa zachodnie – przede wszystkim Wielka
Brytania i Francja – które miały ambicje podyktowania nowego porządku
europejskiego na zasadzie kompromisu między głoszonymi przez siebie pryncypiami
(prawa narodów do samostanowienia) i swoimi strategiczno-ekonomicznymi
interesami.
Mimo początkowych prób kompromisu siłą rozstrzygnięty został spór o kształt
południowej granicy Polski. W styczniu 1919 roku wojska czechosłowackie zajęły
sporny obszar Śląska Cieszyńskiego. Dyplomacja czeska wyczekała na stosowny
moment, by usankcjonować ten zabór. Ta chwila przyszła w lipcu 1920 roku, kiedy
Polska walczyła o życie z najazdem Rosji sowieckiej. Czesi przekonali wtedy Radę
Najwyższą Ententy do korzystnego dla siebie podziału Śląska Cieszyńskiego.
Dlaczego aspiracje terytorialne Pragi zostały poparte przez liderów ententy, a
racje Warszawy, mimo że były oparte w tym wypadku na zasadzie woli
zainteresowanej ludności, zostały w 1920 roku odrzucone przez zachodnie
mocarstwa? Odpowiedź jest prosta. Czechosłowacja powstawała wyłącznie na gruzach
monarchii habsburskiej, której zagłada została w pełni zaakceptowana przez
zwycięskie mocarstwa. Ewentualny rewanżyzm ze strony Austrii, Węgier, a tym
bardziej Polski nie był z punktu widzenia Paryża czy Londynu wielkim problemem.
Polska natomiast musiała być odbudowana przede wszystkim kosztem i Niemiec, i
Rosji imperialnej. Czy można zapewnić w Europie trwały porządek międzynarodowy,
jeśli wyalienuje się z niej i Niemcy, i Rosję – jeśli oba te mocarstwa będą
zdeterminowane, by ten porządek podważyć? To pytanie stawiali sobie przywódcy
zwycięskich mocarstw, stawiają je post factum także historycy dyplomacji tego
czasu. I wskazują najczęściej "nienasycone polskie apetyty", "polski
imperializm" – jako jedną z istotnych przyczyn niepowodzenia systemu
wersalskiego. Polska "wzięła" za dużo. Komu "wzięła"? Oczywiście Niemcom i Rosji
(już sowieckiej), przez co te dwa mocarstwa nie pogodziły się nigdy z układem
wersalskim i doprowadziły ostatecznie do jego zniszczenia. Z tej perspektywy
patrzyli – i działali przeciw polskim aspiracjom terytorialnym po I wojnie –
przywódcy anglosascy ententy, z najbardziej konsekwentnym pod tym względem
premierem brytyjskim Davidem Lloydem George’em.
Dyplomatyczna aktywność Romana Dmowskiego oraz Ignacego Paderewskiego na
konferencji pokojowej w Paryżu, a z drugiej strony fakty dokonane, tworzone
przez kolejne polskie powstania: najpierw Wielkopolskie, potem trzy Śląskie (w
1919, 1920 i 1921 r.), wpłynęły na ostateczny kształt granicy
polsko-niemieckiej, ograniczając skutki zdecydowanej woli brytyjskiego premiera,
by "nie rozdrażniać Niemców" ustępstwami terytorialnymi wobec Polski. Gdańsk,
mimo że był częścią I Rzeczypospolitej, nie został jednak włączony do nowej
Polski, choć część Pomorza udało się Polsce uzyskać. Plebiscyt na Śląsku oraz
polskie powstania doprowadziły do podziału, z którym (tak jak z utratą
pomorskiego "korytarza") Niemcy się nie pogodziły. Tu kompromis nie był możliwy.
Z kalkulacji prowadzonej w imię "wyższego", europejskiego porządku wynikało, że
można go było osiągnąć tylko kosztem słabszego – by zaspokoić silniejszego.

Dwie wizje polityki wschodniej
W latach 1919-1920 jednak mocarstwa zachodnie nie decydowały same o biegu granic
na wschodzie Europy. Rozstrzygały o nich relacje sił, interesów, determinacji
politycznych i społecznych aktorów tej części kontynentu, a także… granice
wyobraźni politycznej ich elit. Polska i jej elity polityczne odgrywały w tej
grze rolę współdecydującą. Czy był w owej grze możliwy kompromis? Pytanie to
powraca najboleśniej w historii rozstrzygającego się w latach 1918-1920 sporu
polsko-litewskiego i polsko-ukraińskiego. Najczęściej przedstawia się ten spór i
próbuje odpowiedzieć na owo pytanie, przeciwstawiając dwa programy, czy dwie
wizje polskiej polityki wschodniej: "federacyjną" (Józefa Piłsudskiego) oraz
"inkorporacyjną" (Romana Dmowskiego), i szukając w tej pierwszej szansy na
kompromis ze wschodnimi sąsiadami.
Koncepcja Dmowskiego opierała się na nadziei osiągnięcia kompromisu z Rosją
poprzez podział ziem Ukrainy i Białorusi należących dawniej do Rzeczypospolitej.
Hasło federalizmu, dobrze zakotwiczone już we wcześniejszych koncepcjach
Piłsudskiego, oznaczać miało praktycznie chęć oderwania od Rosji ziem zabranych
I Rzeczypospolitej, odbudowania wspólnoty politycznej dawnego Wielkiego Księstwa
Litewskiego – obejmującej współczesną Litwę i Białoruś – oraz zbudowania silnej
Ukrainy, sprzymierzonej z Polską. I tę politykę będzie Piłsudski próbował
realizować – bo to on, a nie Dmowski, praktycznie zdobył władzę w Polsce
jesienią 1918 roku.
Litwy nie udało się Piłsudskiemu przekonać do koncepcji federacji. Politycy
litewscy chcieli budować swoje państwo narodowe – ze stolicą w Wilnie. Przeciw
Polsce, a nie w sojuszu z Polską. Z Ukrainą już od listopada 1918 roku trwała
lokalna wojna o Lwów i całą Galicję Wschodnią. Ta walka zakończyła się w czerwcu
1919 roku zwycięstwem strony polskiej. I tu nie udało się osiągnąć kompromisu
granicznego, co skomplikuje także plany nawiązania przez Polskę sojuszu z
ośrodkiem państwowym Ukrainy w Kijowie.

Polska jak przepierzenie
Od początku 1919 roku trwała także wojna z Rosją bolszewicką. Kiedy tylko Niemcy
przegrały wojnę, Armia Czerwona ruszyła na zachód. Cel tej pierwszej wielkiej
sowieckiej ofensywy sformułowany był jasno: dotrzeć do Niemiec, do Berlina – by
tam pobudzić rewolucję. Miejsce Polski w tych planach precyzyjnie określił
Stalin, pełniący wtedy rolę komisarza do spraw narodowości. W swoim artykule z
listopada 1918 roku nazwał Polskę "przepierzeniem", ścianką działową, którą
rewolucyjna Rosja musi jak najszybciej przebić, by połączyć się z proletariatem
niemieckim. Armia Czerwona zajęła szybko większą część Ukrainy i Białorusi, a 1
stycznia 1919 roku także – po walce z miejscowymi oddziałami polskimi – Wilno.
To był początek wojny sowiecko-polskiej. Już w lutym 1919 roku gotowy był
sowiecki rząd dla Polski. Jednak ofensywa Armii Czerwonej została zatrzymana
przez wojsko polskie. Pierwsza próba przebicia polskiego "przepierzenia" w
drodze do Europy się nie udała. Rosja sowiecka musiała przerwać swą ofensywę nie
tylko z powodu polskiego oporu, ale przede wszystkim wskutek wojny domowej.
Walka z "białą" Rosją od wiosny do jesieni 1919 roku była absolutnym priorytetem
dla Lenina i Trockiego. To dało stronie polskiej szansę próby realizacji własnej
polityki wschodniej w postaci kontrofensywy Piłsudskiego na Wilno. Ta próba,
próba realizacji koncepcji polityki federacji z Litwą, przyniosła Polsce sukces
tylko militarny. Politycznie zakończyła się porażką: Piłsudskiemu nie udało się
pozyskać polityków litewskich do programu zgody z Polską. Pozostawał w tej
sytuacji odcinek ukraiński polskiej polityki wschodniej. Zwolennicy niepodległej
Ukrainy z Kijowa zostali w 1919 roku zepchnięci przez Armię Czerwoną na zachód –
w objęcia polityki Piłsudskiego. Owocem tej sytuacji stał się ostatecznie sojusz
zawarty przez Piłsudskiego z ich liderem Symonem Petlurą. Został on podpisany
formalnie w kwietniu 1920 roku.
Rosja sowiecka rozstrzygnęła w tym czasie na swoją korzyść losy wojny domowej.
Mogła zająć się znowu aktywnie polityką wobec swoich zachodnich sąsiadów. Miała
do wyboru trzy opcje. Jedną stanowiła tymczasowa ugoda z mocarstwami ententy,
która pozwoliłaby Rosji sowieckiej na odbudowę gospodarczą i umocnienie się jako
państwa, by przygotować się lepiej do następnej okazji do walki o rewolucję
światową. Tę linię realizował Lenin poprzez rokowania podjęte w kwietniu 1920
roku w Londynie z inicjatywy brytyjskiego premiera Lloyda George’a. Drugą linię,
wynikającą z samej doktryny komunistycznej, wytyczał szlak ofensywy Armii
Czerwonej na Berlin, do centrum Europy – by jak najszybciej pomóc rewolucji w
Niemczech i ponieść ją dalej, na południe i zachód Europy. Trzecią linię
sowieckiej polityki zagranicznej stanowiła możliwość współpracy z Niemcami
niekomunistycznymi, z każdymi właściwie Niemcami – niepogodzonymi z warunkami
traktatu wersalskiego. To była linia współpracy przeciw nowemu porządkowi
europejskiemu – współpracy tych mocarstw, które czuły się przez ten porządek
upośledzone. Na tej linii, tak samo jak na poprzedniej, rewolucyjnej, także
idącej z Moskwy do Berlina, główną przeszkodą była Polska. Stąd właśnie wzięło
się najważniejsze znaczenie niepodległości Polski dla całej Europy w roku 1920.

Na zachód marsz
Od stycznia 1920 roku Armia Czerwona szykowała się intensywnie do nowej ofensywy
na Polskę. Przygotowania do wielkiego ataku poprzez Białoruś miały być
zakończone w końcu kwietnia. Piłsudski uprzedził je swoją ofensywą na Kijów
rozpoczętą 25 kwietnia. Polska ofensywa, podjęta w sojuszu z Ukraińcami Petlury,
nie zakończyła się sukcesem. Choć Kijów został zajęty, po miesiącu wojsko
polskie musiało się stamtąd wycofać. Mocarstwa zachodnie polskiej ofensywy nie
popierały, przeciwnie – zwłaszcza Anglia krytykowała ją jako przejaw "polskiego
imperializmu", nie dostrzegając w ogóle imperializmu sowieckiego. Tymczasem
własne błędy militarne Piłsudskiego, sowieckie uderzenie na północy, a przede
wszystkim brak istotnego wsparcia ludności ukraińskiej dla próby budowania
własnej państwowości w oparciu o polskie bagnety – wszystko to złożyło się na
niepowodzenie polskiego planu zmiany sytuacji geopolitycznej w Europie
Wschodniej.
W miarę odzyskiwania militarnej inicjatywy w wojnie z Polską i postępów Armii
Czerwonej na zachód Lenina korciło rzucenie rękawicy całemu systemowi
wersalskiemu w Europie: z pomocą Niemiec nacjonalistycznych lub komunistycznych.
Lenin uległ w tym momencie chorobie, którą sam nazwał przy innej okazji
"zawrotem głowy od sukcesów". Chciał już tylko od swych kolegów z kierownictwa
bolszewickiej partii sugestii, w którą stronę po zalaniu Polski powinna być
skierowana fala sowietyzacji. 23 lipca Lenin pisał do Stalina: "Zinowiew,
Bucharin i także ja uważam, że należałoby w tej chwili pobudzić rewolucję we
Włoszech. Uważam osobiście, że należy w tym celu sowietyzować Węgry, a być może
także Czechy i Rumunię". Stalin był wówczas, przypomnijmy, komisarzem
politycznym Armii Czerwonej nacierającej na południu – w kierunku Lwowa i
Krakowa. Na pytania Lenina odpowiedział następnego dnia: "Teraz, kiedy mamy
Komintern, pokonaną Polskę i solidną Armię Czerwoną (…) byłoby grzechem nie
pobudzić rewolucji we Włoszech. (…) Należy postawić kwestię organizacji
powstania we Włoszech i w takich jeszcze nie okrzepłych państwach, jak Węgry,
Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić). (…) Najkrócej mówiąc: trzeba podnieść
kotwicę i puścić się w drogę". Podniecony otwierającymi się perspektywami Lenin
jeszcze 12 sierpnia nawoływał ze zniecierpliwieniem: "Z politycznego punktu
widzenia jest arcyważne, aby dobić Polskę".
Polska jednak dobić się nie dała. Próba sowietyzacji Polski rozbiła się o
dojrzałą świadomość narodową, o nowoczesny patriotyzm, którym przesiąknęły już
nie tylko elity, ale także masy polskich chłopów i robotników. Ta właśnie
świadomość tak korzystnie wyróżniła Polskę od anomii społecznej, na której
bolszewicy zbudowali swój sukces w Rosji, na Ukrainie czy na Białorusi. System
wersalski został na 20 lat ocalony w Bitwie Warszawskiej stoczonej zwycięsko
przez wojsko polskie w sierpniu 1920 roku. Wraz z nim ocalała szansa
niepodległego rozwoju Europy Środkowo-Wschodniej. Przynajmniej jej części i
przynajmniej na pewien czas.

Pokusa rewizji historii
Dzięki ocaleniu polskiej niepodległości nie było już mowy – przez następnych 20
lat – o sowieckiej Czechosłowacji, Węgrzech, Rumunii ani tym bardziej o
rewolucji we Włoszech. To był najważniejszy rezultat polskiej walki o granice:
granice Europy Wschodniej. Zmęczone sześcioletnią wojną społeczeństwo polskie,
przy braku wsparcia dla jakiejkolwiek samodzielnej akcji polskiej ze strony
mocarstw zachodnich, gotowe już było przyjąć ten kompromis graniczny, jaki tylko
zaoferuje pokój, a zarazem da Polsce minimum strategicznego bezpieczeństwa na
najbliższe lata. Piłsudski ten werdykt zaakceptował – werdykt, którego
podsumowaniem stały się ustalenia polsko-sowieckiej konferencji pokojowej w
Rydze w marcu 1921 roku, oznaczające faktycznie podział Białorusi i Ukrainy.
Wskutek klęski pod Warszawą Rosja sowiecka musiała wrócić do koncepcji
tymczasowego układu z "kapitalistycznym okrążeniem". Musiała go zawrzeć na
znacznie gorszych warunkach aniżeli te, jakie rysowały się w propozycji lorda
Curzona z lipca 1920 roku. Symbolicznie niemal zbiegło się w czasie – w marcu
1921 roku – podpisanie pokoju ryskiego z Polską i sowieckiego układu handlowego
z Wielką Brytanią. Lenin wiedział już jednak na pewno, że ma w dyspozycji pewne
narzędzie swej strategii, które zapewni mu w dłuższej perspektywie możliwość
rozprawienia się z Polską i zburzenia krępującego ekspansję bolszewizmu systemu
wersalsko-ryskiego. Zachowując w pamięci wydarzenia późniejsze, symbolizowane
datą 23 sierpnia 1939 roku i paktem Ribbentrop – Mołotow, warto przypomnieć na
koniec prorocze słowa Lenina, wypowiedziane dokładnie 19 lat wcześniej. Lenin
skierował je we wrześniu 1920 roku do szwajcarskiego komunisty Jules’a
Humberta-Droza, członka ścisłego kierownictwa III Międzynarodówki. Oddajmy więc
na koniec głos samemu Leninowi: "Polskę opanujemy i tak, gdy nadejdzie pora.
(…) Przeciwko Polsce możemy zawsze zjednoczyć cały naród rosyjski i nawet
sprzymierzyć się z Niemcami. (…) Niemcy są naszymi pomocnikami i naturalnymi
sprzymierzeńcami, ponieważ rozgoryczenie z powodu poniesionej klęski doprowadza
ich do rozruchów i zaburzeń, dzięki którym mają nadzieję, że rozbiją żelazną
obręcz, którą jest dla nich pokój wersalski. Oni pragną rewanżu, a my rewolucji.
Chwilowo interesy nasze są wspólne. Rozdzielą się one i Niemcy staną się naszymi
wrogami w dniu, kiedy zechcemy się przekonać, czy na zgliszczach starej Europy
powstanie nowa hegemonia germańska czy też komunistyczny związek europejski".
Rosja sowiecka i Niemcy nie pogodziły się z polską niepodległością. Potrzebna
była jeszcze "dogrywka" II wojny światowej, a potem klęska Związku Sowieckiego w
zimnej wojnie, by Polska stała się znów niepodległa. W nowych, o ileż lepszych
warunkach – z niepodległą Litwą i Ukrainą, a także – mimo wszystko – Białorusią
za swoją wschodnią granicą. I z Niemcami na zachodzie – jako częścią wspólnoty
europejskiej, której Polska także jest członkiem.
Historia jednak się nie skończyła. I nie wszyscy są zadowoleni z jej ostatniego
werdyktu. Szukają wciąż jego rewizji. Dlatego lekcja historii, historii polskiej
niepodległości w wieku XX, wydaje się nadal ważna i godna przypomnienia.

 

Prof. Andrzej Nowak
 

Autor jest historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorem
naczelnym dwumiesięcznika "Arcana".

drukuj