fot. pixabay.com

Cyberataki na skrzynki mailowe osób publicznych mają zdestabilizować Europę Środkową

Cyberataki ze strony rosyjskich służb specjalnych dotyczą przynajmniej 4350 adresów mailowych, z czego ponad 100 należy do osób publicznych. Jak mówi rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn, cyberataki wpisują się w szerszą akcję mającą zdestabilizować Europę Środkową.

Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn podał szczegóły dotyczące ostatnich cyberataków.

– Ustalenia ABW i SKW wskazują, że ponad 4300 użytkowników poczty elektronicznej stało się ofiarami ataku socjotechnicznego – poinformował Stanisław Żaryn.

To konta oferowane przez prywatnych usługodawców. Z tej liczby ponad 100 adresów należy do osób publicznych, m.in. członków byłego i obecnego rządu.

– Za tym atakiem socjotechnicznym stoi grupa hakerska, którą należy wiązać z działalnością rosyjskich służb specjalnych. Wpisują się w szerszą operację dezinformacyjną prowadzoną przeciwko Europie Środkowej – zaznaczył Stanisław Żaryn.

Sprawa jest poważna – zauważył premier Mateusz Morawiecki.

„Atak dotknął osób pochodzących z różnych opcji politycznych, a także pracowników mediów i organizacji pozarządowych. (…) Zespół ds. incydentów krytycznych przyjął rekomendacje w zakresie ograniczenia skutków ataku względem osób pełniących funkcje publiczne” – napisał na Facebooku premier Mateusz Morawiecki.  

Cyberatak dotknął m.in. szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka. Rosyjski serwis Telegram publikował informacje pochodzące rzekomo z jego skrzynki mailowej. Minister zapewnił, że w skrzynce nie było informacji tajnych. Według rzecznika rządu Piotra Müllera nie będzie dymisji ministra, czego chce opozycja.

– My jesteśmy ofiarami tego ataku, zresztą będziemy zaraz ofiarami dalszych działań dezinformacyjnych, w związku z tym absolutnie tu nie ma mowy, aby pan minister Dworczyk ponosił konsekwencje. Nasza większość parlamentarna jest stabilna, w związku z tym obronimy i pana ministra Dworczyka – zapewnił Piotr Müller.

Obecnie policja powiadamia osoby, które miały paść ofiarą ataków – powiedział wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Trzeba sprawdzić skrzynki.

– Tu rzeczywiście jest pytanie o korzystanie z prywatnej poczty do służbowych spraw, ale to jest też pytanie, czy tam rzeczywiście służbowe sprawy były omawiane – zaznaczył Ryszard Terlecki.

Osoby publiczne muszą korzystać jedynie ze służbowych skrzynek – zauważył ekspert ds. bezpieczeństwa Adam Krampichowski.

– Opracować jednolitą procedurę, że politycy tylko i wyłącznie będą się komunikować skrzynkami mailowymi z domenami publicznymi – wyjaśnił Adam Krampichowski.

Ataki komentują media. Według Michała Dworczyka nadużyć dopuściła się „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o 2 artykuły: „Nie było cyberataku z Rosji. Za wyciek maili odpowiada osoba z otoczenia Dworczyka” oraz „Państwo na prywatnych skrzynkach”.

https://twitter.com/michaldworczyk/status/1407201720900390914;

„Wysłałem żądanie sprostowania opublikowanych treści. (…) Pojawiają się nieprawdziwe tezy i treści, wprowadzające w błąd w tym m.in. że zostałem przesłuchany w przedmiotowej sprawie oraz że ktokolwiek poza mną dysponował dostępem czy możliwością zalogowania do mojej poczty mailowej” – napisał na Twitterze Michał Dworczyk.  

Minister żąda opublikowania sprostowania na stronie „Gazety Wyborczej”. Stanowisko Gazety Adama Michnika powiela były przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

– Nie wiemy, kto miał PIN-y i kody, wiemy, że nie było włamania, że nie było cyberataku, że prawda leży gdzieś indziej – stwierdził Grzegorz Schetyna.

Tydzień temu w sprawie cyberataku odbyło się tajne posiedzenie Sejmu, które politycy opozycji demonstracyjnie opuszczali. W piątek Polska przekazała KE i Radzie UE dokument dotyczący cyberataków. Jutro sprawą zajmie się NATO. Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau chce stanowczej odpowiedzi.

– Odpowiedzią na cyberataki powinny być cybersankcje, które już nakładano w przeszłości – wskazał minister Zbigniew Rau.

Możliwości jest kilka – podkreślił ekspert ds. bezpieczeństwa Sebastian Trojak.

– Tutaj mówimy o 3 elementach: m.in. to zakaz wjazdu danej osoby lub przedstawiciela instytucji na obszar UE, mówimy tutaj o zamrożeniu środków osoby lub instytucji na terenie UE – zaznaczył Sebastian Trojak.

To też zakaz finansowania z terenu UE osoby czy instytucji objętej sankcjami. Według eksperta wprowadzenie cybersankcji wymaga najpierw udowodnienia ataku, co zająć może nawet 3 lata.

TV Trwam News

drukuj