Co z produkcją amunicji w Polsce? Rząd Donalda Tuska woli inwestować w zagraniczne koncerny niż w polskie firmy
Pieniądze polskich podatników na rozwój polskich fabryk produkujących amunicję mogą trafić na Słowację. Polskie firmy zgłaszające gotowość do produkcji amunicji o kalibrze 155 milimetrów nie mają zamówień.
Podpisany w poniedziałek przez ministrów obrony Polski i Słowacji list intencyjny budzi wiele pytań. Strona słowacka chce pozyskać m.in. nasze przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe PPZR Piorun i spolonizowaną wersją koreańskiego czołgu K2.
– Wierzę, że nasz przemysł państwowy i prywatny będzie mógł z tych doświadczeń bilateralnych skorzystać – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej, prezes PSL.
Tym, co wywołuje kontrowersje, jest produkcja amunicji o kalibrze 155 milimetrów. Najbardziej pożądane w NATO pociski mają być produkowane na Słowacji.
– Polska musi uzyskać większe zdolności do produkcji amunicji. To się musi stać przy dziale naszych firm w kooperacji – wskazał szef MON.
Tymczasem pod koniec ubiegłego roku przyjęto ustawę, zgodnie z którą rząd ma przekazać trzy mld złotych firmom – państwowym i prywatnym – na budowę fabryk amunicji artyleryjskiej w Polsce. Nie na to umawiała się cała klasa polityczna.
– Jeżeli pieniądze, które Sejm przekazał na budowę własnych zdolności amunicyjnych, zostaną wydatkowane na Słowacji, to znaczy, że Sejm został wprowadzony w błąd przez ministra finansów i ministra MON. Mamy budować własne zdolności – zauważył Marcin Ociepa, poseł PiS, były wiceminister obrony narodowej.
Żadna firma w Polsce nie ma dziś zdolności do produkcji amunicji artyleryjskiej 155 mm. Gotowość do produkcji tych pocisków zgłaszała latem ubiegłego roku prywatna firma Niewiadów S.A..
– Wskazuje, że pozawierała umowy licencyjne, dzięki którym jest w stanie w pełni spolonizować i ją rozpocząć w trakcie kilkunastu miesięcy, gdy tylko dostanie zamówienia w takim zakresie – oznajmił Przemysław Wipler, poseł Konfederacji.
Pół roku później polska firma nadal czeka na zamówienia z sektora obronnego. To oznacza, iż polska armia musi importować pociski artyleryjskie, gdzie jeden kosztuje około 30 tys. złotych. Dla porównania Ukraina jednego dnia wojny wystrzeliwuje takich pocisków ok. pięć tysięcy. Produkcja amunicji to olbrzymi biznes, na którym koncerny zarabiają krocie. Rząd Donalda Tuska ulega jednak wpływom zagranicznych koncernów.
– Ci lobbyści, te firmy, które zarabiają na dostawach do Polski pocisków wyprodukowanych za granicą, nie chcą, żeby w Polsce rozpoczęła się produkcja – akcentował Przemysław Wipler.
Sprawnie działający krajowy przemysł amunicyjny oznaczałby, że koszt wyprodukowania jednego pocisku artyleryjskiego zmniejszyłby się o połowę. Słowacja posiada zawansowane technologie produkcji amunicji już od czasów Zimnej Wojny. Teraz zarabia krocie na produkcji dla Ukrainy. Na wypadek wojny oddanie produkcji amunicji, nawet sojusznikowi w NATO, oznacza katastrofę.
– Będzie być może tak, że sytuacja bezpieczeństwa na tyle się skomplikuje, iż to będzie powodowało wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o współpracę i wsparcie z innych stron, dlatego że w takiej sytuacji każdy będzie dbał o swój interes obronny i swoje bezpieczeństwo – podkreślił gen. Dariusz Łukowski, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
W krajową produkcję broni, po długiej przerwie, zaczynają inwestować Niemcy. Tamtejszy gigant, firma Rheinmetall, przekształci dwie dotychczasowe fabryki samochodowe w fabryki sprzętu wojskowego i amunicji.
TV Trwam News



