fot. PAP/Aleksander Koźmiński

Były prezes GetBacku zostaje w areszcie. Sąd nie zgodził się na łagodniejsze środki wobec Konrada K.

Były prezes zarządu GetBack Konrad K. chciał opuścić areszt śledczy, w którym przebywa już ponad 2 lata. Sąd Okręgowy w Warszawie jego wniosku nie uwzględnił, a prokurator wniósł o przedłużenie mu izolacji o kolejne pół roku. Termin rozprawy wciąż nie został wyznaczony, Sąd rozważa rozszerzenie składu orzekającego.

„Sąd rozpoznał wnioski oskarżonego o uchylenie lub zmianę środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania i postanowił ich nie uwzględnić oraz utrzymać w mocy stosowany wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania” – poinformowała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.

Prokurator z Prokuratury Regionalnej w Warszawie, który był obecny na czwartkowym posiedzeniu sądu, złożył wniosek, by Sąd Okręgowy w Warszawie zawnioskował do Sądu Apelacyjnego w Warszawie o przedłużenie Konradowi K. aresztu o kolejne 6 miesięcy. Sędzia Iwona Strączyńska przychyliła się do wniosku oskarżyciela. Termin dotychczas stosowanego wobec Konrada K. środek izolacyjnego upływa 11 września br.

Sędzia Beata Adamczyk-Łabuda, rzeczniczka Sądu Okręgowego, poinformowała, że z uwagi na szczególną zawiłość sprawy i jej wagę sąd pierwszej instancji będzie rozważał skorzystanie z treści art. 28 par. 3. Kodeksu postępowania karnego, który umożliwia rozszerzenie składu orzekającego z jednego do trzech sędziów, lub jednego sędziego i dwóch ławników. W związku z tym terminu rozpoznania sprawy tzw. afery GetBack wciąż nie wyznaczono.

Sprawa czeka na rozpoznanie od dziewięciu miesięcy.

O skierowaniu pierwszego aktu oskarżenia związanego z tzw. aferą GetBack informował 26 października ub.r. podczas konferencji prasowej Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski. Aktem objęto 16 osób, w tym Konrada K., byłego prezesa zarządu GetBack. Oskarżeni zostali także Jarosław A. i Tobiasz B. – byli prezesi Idei Banku oraz Dariusz N. i Małgorzata Sz. – członkowie zarządu Idea banku. Akt oskarżenia liczył 1200 stron, a akta zawierały 1600 tomów. Zarzucono im popełnienie przestępstw oszustwa, nadużycia udzielonych uprawnień, wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach oraz prowadzenia działalności maklerskiej bez wymaganego zezwolenia, za co grozi im kara do 15 lat pozbawienia wolności.

Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski wyjaśniał w październiku ub.r. w jaki sposób działali sprawcy, którzy wyłudzili od Polaków pieniądze.

„GetBack wyemitował ponad 5 mln obligacji, które następnie były za pośrednictwem banków czy domów maklerskich proponowane zwyczajnym Polakom i inwestorom” – mówił Bogdan Święczkowski.

Jak zaznaczył, inwestorzy byli wprowadzani w błąd co do stanu finansowego firmy GetBack, ratingu, czy co do możliwości zarobienia na tym pieniędzy.

„9 tys. osób poniosło szkodę w wysokości około 3 mld zł” – powiedział prokurator.

17 lutego br., cztery miesiące po przesłaniu materiałów sprawy, Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że zwróci prokuraturze akt oskarżenia. Wnioskowali o to m.in. obrońcy oskarżonych. Sąd zarzucił prokuraturze m.in. nieprzesłuchanie wszystkich pokrzywdzonych (ponad 9 tys. osób), naruszenie praw oskarżonych do końcowego zaznajomienia się z aktami, czy luki w opiniach biegłych.

Prokuratura Regionalna w Warszawie decyzję sądu o zwrocie aktu oskarżenia niezwłocznie zaskarżyła. Sąd Apelacyjny w Warszawie wyznaczył terminy rozpoznania zażalenia, najpierw w kwietniu, później w maju, ale żadne się nie odbyło. 24 maja br. zapadła decyzja, że zażalenie z uwagi na zawiłość sprawy rozpozna rozszerzony, trzyosobowy skład sędziowski. Posiedzenie w tej sprawie odbyło się dopiero 29 lipca, ale zostało odroczone. 4 sierpnia Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że materiały zgromadzone przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie w sprawie tzw. afery GetBack są wystarczające, by Sad Okręgowy w Warszawie mógł ją rozpoznać i wydać sprawiedliwy wyrok. Trzyosobowy skład sądu apelacyjnego, któremu przewodniczyła sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak uznał, że zebrane przez prokuratora dowody nie mają braków, albo – jeśli takowe są – nie przekraczają możliwości sądu, który na Sali rozpraw będzie je musiał przeprowadzić. Braki opisane przez Sąd Okręgowy w Warszawie są głównie, zdaniem Sądu Apelacyjnego, „brakami natury technicznej, a nie merytorycznej”, np. brak odpisu postanowienia o powołaniu biegłych z zakresu finansów i rachunkowości. Sąd odwoławczy napisał, że wystarczyłoby, by sędzia Iwona Strączyńska poprosiła o uzupełnienie tych dokumentów podczas posiedzeń w przedmiocie zwrotu sprawy, które „odbywały się na przestrzeni miesiąca”.

„Celem postępowania przygotowawczego nie jest wszechstronne wyjaśnienie sprawy, ale wyjaśnienie jej okoliczności w stopniu pozwalającym na ustalenie, że został popełniony czyn zabroniony stanowiący przestępstwo, poparte zabezpieczonymi i w niezbędnym zakresie utrwalonymi dowodami” – napisała sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak.

Sąd Odwoławczy przypomniał Sądowi Okręgowemu, że „za istotne braki postępowania przygotowawczego przyjmuje się takie, które stanowią przeszkodę w dokonaniu prawdziwych ustaleń faktycznych, tym samym uniemożliwiają realizację zasady prawdy materialnej przewyższają poziomem trudności zwykłe, a zatem wymagają dużego trudu i wysiłku”, a także, że sprawy w sądach powinny być rozpoznawane sprawnie i szybko. Sprawę można zwrócić Prokuraturze do uzupełnienia tylko wtedy, gdy uzupełnienie ewentualnych braków przez oskarżyciela miałoby ten proces przyspieszyć.

„Niezasadne jest stanowisko Sądu Okręgowego, jakoby wskazane rozbieżności w opisach czynów (…), a także rozbieżności czy niespójności w zarzutach stawianych poszczególnym oskarżonym miały mieć charakter uchybień. (…) Odmienne zapatrywania sądu co do opisu czy kwalifikacji prawnej czynów w akcie oskarżenia nie mogą być podstawą zwrotu. (…) Sąd nie jest związany opisem czynu, a po wyjaśnieniu wszystkich istotnych okoliczności może i powinien nadać mu w wyroku dokładne określenie” – podkreślił Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Sąd Odwoławczy nie dostrzegł także, zgłaszanych przez obrońców oskarżonych i sąd okręgowy, braku możliwości zaznajomienia się z aktami, które były dostępne dla nich w formie papierowej, zdigitalizowanej oraz – już później – także w sądzie. Sąd Apelacyjny nie uznał za uchybienie odstąpienie od przesłuchania przez prokuratora wszystkich 9 tys. osób pokrzywdzonych, bo stało się tak ze względu na ekonomię procesową i nie miało istotnego znaczenia dla ustaleń faktycznych.

„Ta sprawa wymaga szybkiego osądu” – napisał Sąd Apelacyjny w Warszawie i przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu w Warszawie „do merytorycznego rozpoznania” w dniu 4 sierpnia 2021.

Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła śledztwo ws. afery GetBack następnego dnia po złożeniu zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego, 24 kwietnia 2018 r. Powołano zespół śledczy. 11 maja 2018 r. dokonano pierwszych przeszukań i zabezpieczeń dokumentów, nośników informacyjnych i mienia, a w czerwcu 2018 r. zatrzymano Konrada K., byłego prezesa GetBacku. W związku ze śledztwem zabezpieczono kwotę 400 mln zł, w tym kosztowności, biżuterię, nieruchomości, papiery wartościowe i pieniądze na rachunkach bankowych.

Już w październiku Bogdan Święczkowski informował, że kolejne akty oskarżenia będą sukcesywnie przesyłane do sądu. Toczące się w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie śledztwo dotyczy jeszcze blisko 60 osób. Jedną z nich jest Lech Czarnecki, podejrzany o dokonanie oszustw na szkodę klientów Idea Bank S.A. oraz wyrządzenie bankowi szkody w wielkich rozmiarach. W lipcu ub.r. prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu Lechowi Czarneckiemu zarzutów w związku z tzw. aferą GetBack, ale nie zostały mu one formalnie ogłoszone, bo biznesmen na stałe przebywa za granicą. Prokuratura uważa, że Lech Czarnecki się ukrywa. W kwietniu br. sąd prawomocnie oddalił wszelkie wnioski Prokuratury, która domagała się aresztowania biznesmena.

 

PAP

drukuj