fot. PAP/EPA

Burze emocji pozostały…

Witajcie, Drodzy Państwo! Ponownie głos z Ukrainy. Będzie to już trzeci artykuł na ten sam temat – Ukraina.

Poprzednie bardzo mocno podzieliły głosy na za i przeciw. Teraz też będzie tak samo. Jestem tego bardziej niż pewna. Otóż, Drodzy Państwo, nie będę długo pisać ani przekonywać kogoś do czegoś. To jest bez sensu. Proponuję przeczytać i wyciągnąć wnioski samemu.

Co było przed rewolucją na Ukrainie? Było sobie państewko. Dość duże, na skraju Europy. Ludzie w nim żyli niezbyt dobrze, mieli małe pensje i emerytury. Władza oczywiście żyła o niebo lepiej, bo kwitła w tym kraju korupcja. Jedyną zaletą tego kraju było to, że wszystko było bez zmian, był spokój i nic nie wskazywało, że będzie lepiej.

Teraz – mamy państwo znane na całym świecie i od miesięcy będące na pierwszych stronach gazet, na ustach większości polityków i we wszystkich kadrach telewizyjnych. Co nam to dało? Absolutnie nic! To znaczy dało coś i to coś możemy przeanalizować w krótkich faktach lub cyfrach.

1. Chcieliśmy do Europy. Europie jesteśmy potrzebni, ale gdy Jaceniuk powtórzył słowo w słowo to, co powiedział nam Janukowycz (o stratach przedsiębiorstw na wschodzie Ukrainy), nikt z tego powodu nie poszedł na Majdan. Teraz mamy jedną część umowy europejskiej, która w sumie dla obywateli ma małe znaczenie, a drugą podpiszemy nie wiadomo kiedy, jeśli podpiszemy.

2. Chcieliśmy demokracji. Czy ją osiągnęliśmy? Wątpię. Werchowna rada, czyli parlament ukraiński – ten sam skład, te same 450 osób. Wojsko, milicja, administracja – te same osoby, no może za wyjątkiem niektórych przewodniczących w obwodowych radach.

3. Chcieliśmy lepszego życia. Czy je mamy? Oczywiście, że nie. Cena na benzynę rośnie codziennie, wszystko drożeje, a ceny na produkty są nieporównywalnie wyższe niż w Europie. I to przy ukraińskich wypłatach.

Macie przykład: cena łopatki wieprzowej bez kości – w Polsce 10 PLN, na Ukrainie – 43 UAH. Biorąc pod uwagę polską minimalną krajową, która wynosi 1200 PLN, i ukraińską, która teraz stanowi ok. 335 PLN – to jest nad czym się zastanowić.

4. Chcieliśmy żyć w normalnym państwie. Proszę bardzo. Możemy doczekać się rachunków za gaz w tym miesiącu według nowych cen. No i wypłaty, bo jak powiedział Jaceniuk – „głównym naszym zadaniem jest w ogóle wypłacanie pensji i emerytur”.

5. Po poprzednich artykułach zarzucono mi agresję i nienawiść. Czy jest chociaż słowo nieprawdy w napisanym powyżej tekście? Czy jest tam nienawiść? Dajcie sami sobie odpowiedź. Realia są takie, że jeszcze na początku tego roku moja miesięczna pensja wynosiła 770 PLN (w przeliczniku na PLN według ówczesnego kursu walut), a teraz stanowi 550 PLN, i z każdym dniem maleje. I tu, Drodzy Państwo, macie całą odpowiedź.

6. Musimy zacisnąć pasa. Potem będzie lepiej. Nie wierzę. Codziennie patrzę na znajomych, którzy nie wiedzą, co począć i gdzie szukać pracy. Pracy nie ma, drobniejsze przedsiębiorstwa się zamykają, całkowity brak turystów we Lwowie, a z turystyki, jak wiadomo, żyło tu wiele osób, i to nie koniec. Graffiti na budynkach, wymalowane witryny banków i sklepów, nieodnowione budynki władzy w mieście. Taką mamy codzienność. W imię czego mamy „zaciskać pasa”?

A teraz odpowiem Państwu, dlaczego tyle krytyki o kilku maleńkich artykułach. Odpowiedź jest bardzo prosta. Artykuły te po prostu nie są takie jak inne, nie popierają ślepo Ukrainy, a wyciągają wnioski i podają fakty. I to się może komuś podobać lub nie. Ale fakty niestety są rzeczą stałą. Mamy to, co mamy. Ludzie sami się „szufladkują”: nie popierasz Ukrainy – jesteś rosyjskim agentem.

A co w tym wypadku ma zrobić zwykły obywatel? Zacisnąć pasa, dostać mniejszą pensję, zapłacić wyższe świadczenia, kupić (albo nie kupić wcale, bo mu nie wystarczy pieniędzy) droższą żywność, przetrwać do kolejnej wypłaty i poprzeć tę samą władzę, ale z nowymi zwolennikami ideologii banderowskiej na czele. I oczywiście niczym się nie przejmować, bo będzie lepiej. Tylko nie wiadomo, kiedy! I czy będzie?

Maria Pyż, Lwów

Autorka jest redaktorem naczelnym Radia Lwów.

 

drukuj