fot. pixabay.com

Branża narciarska: Nie wiemy, jak będziemy funkcjonować w nadchodzącym sezonie

Przedstawiciele największych stacji narciarskich chcą pilnego spotkania z ministrem rozwoju w sprawie zbliżającego się sezonu zimowego. Niebawem mają zacząć się przygotowania do otwarcia stoków narciarskich, jednak nadal nie wiadomo, czy wyciągi w ogóle ruszą – zauważa Zarząd Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych (PSNiT).

„Apelujemy o pilne rozpoczęcie efektywnych rozmów z branżą narciarską, na wzór krajów alpejskich a przede wszystkim Skandynawii, gdzie organizacje takie jak PSNiT, są w stałym i bezpośrednim kontakcie z rządem. Stawiamy otwarte pytanie – Alpy już teraz są otwarte – czy polskiemu rządowi zależy, żeby polskie ośrodki pozostały zamknięte?” – czytamy w oświadczeniu wydanym we wtorek przez Zarząd Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych.

Zarząd podkreśla, że włoscy operatorzy stacji narciarskich już od końca sierpnia wiedzą, w jaki sposób będą funkcjonowali zimą, z kolei austriackie ośrodki narciarskie takie wytyczne mają od połowy września.

„My nie wiemy, czy będą obowiązywać reżimy, które ustaliliśmy poprzedniej zimy? Czy rządzący śledzą doświadczenia Szwajcarów i Skandynawów, których to ośrodki działały poprzedniej zimy i mogą być wzorem dla innych państw? Czy znane są badania dotyczące znikomej możliwości zakażenia się COVID-19 podczas uprawiania narciarstwa? Czy rekomendacje członków Rady Medycznej będą wprowadzane w życie?” – formułuje pytania Zarząd PSNiT.

W ubiegłym roku z uwagi na pandemię 28 grudnia zostały zamknięte wszystkie stoki narciarskie. Jeżeli sytuacja powtórzy się w tym roku, to Zarząd Polskich Stacji Narciarskich i Turystycznych będzie rozważał złożenie pozwu przeciwko Skarbowi Państwa.

„To będzie na pewno ostatnie narzędzie, ale jeśli zostaniemy postawieni przez rząd bez odpowiedzi, pod ścianą, nie będzie innej możliwości rekompensaty poniesionych przez nas strat” – napisał Zarząd PSNiT.

Stowarzyszenie Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne zrzesza 90 stacji narciarskich.

PAP

drukuj