fot. M. Borawski/Nasz Dziennik

B. Sułek-Kowalska w tygodnik.tvp.pl: Benedykt XVI pod pręgierzem. Szaleńcza kampania oczerniania

„Wyrazy wsparcia dla papieża emeryta Benedykta XVI wysłał nie tylko papież Franciszek, który list „Mea culpa” otrzymał przed jego publikacją. W obronie Benedykta XVU stanęli jego dawni uczniowie, nie tylko duchowni, także świeccy ze świata polityki, uczeni, niektórzy kardynałowie” – podkreśliła Barbara Sułek-Kowalska w felietonie przygotowanym dla tygodnik.tvp.pl.

Od dłuższego czasu trwa bezpardonowy atak na świętego Jana Pawła II. W obronie Ojca Świętego stanęła Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski, która opublikowała list w tej sprawie [czytaj więcej].

Barbara Sułek-Kowalska zwróciła uwagę, że atakowany jest także emerytowany Papież Benedykt XVI, który w tym roku skończył 95 lat.

„Wciąż podnoszone są zarzuty wobec papieża emeryta Benedykta XVI. Trwają spory o słowa i daty sprzed 40 lat, o ustalenia co do faktów i opinii (…). Powiedział czy nie powiedział, zaprzeczył czy potwierdził, był nieobecny czy jednak obecny przez pół godziny, i tak dalej, i temu podobnie. Zupełnie jakby osobiste wypowiedzi Benedykta XVI na ten temat nie były brane pod uwagę lub były negowane czy kwestionowane. Zaczęło się od zamówionego przez Archidiecezję Monachium i Fryzyngi raportu na temat nadużyć seksualnych dokonanych tam przez ludzi Kościoła. W latach 1977-1982 arcybiskupem Monachium i Fryzyngi był ks. kard. Joseph Ratzinger, czyli obecny Benedykt XVI” – napisała felietonistka.

Obecnie arcybiskupem Monachium i Fryzyngi jest ks. kard. Reinhard Marx, który słynie ze swoich lewicowych, modernistycznych i progresywnych poglądów. Niemiecki duchowny zasłynął m.in. z propagowania postulatów dotyczących „błogosławienia związków osób tej samej płci, zmian w Katechizmie na temat homoseksualizmu, udzielaniem święceń kapłańskich kobietom, dobrowolnością celibatu kapłańskiego w Kościele łacińskim oraz włączeniem świeckich w wybór nowych biskupów”.

Barbara Sułek-Kowalska przytoczyła słowa wypowiedziane 15 lutego przez ks. abp. abp Georga Gänsweina, prywatnego sekretarza Benedykta XVI.

„Przedstawię Państwu pewne tło. Papież Benedykt został zapytany, czy nie zechciałby wziąć udziału w tym raporcie. Odpowiedział: »Nie mam nic do ukrycia, chętnie to uczynię«. Następnie otrzymał około 20 stron pytań i został poinformowany, że będzie miał możliwość zapoznania się z dokumentacją, na podstawie której pytania zostały opracowane. Papież Benedykt odpowiedział, że ze względu na swój wiek nie będzie w stanie udać się do Monachium, a więc nie będzie mógł udać się do Kurii Arcybiskupiej, aby zapoznać się z dokumentacją archiwalną. Wówczas zasugerowano, że można by to zrobić również cyfrowo. Ponieważ jednak papież Benedykt nie zna nowego świata komputerów, świata cyfrowego, zasugerowałem, aby zlecił to profesorowi Mücklowi z Rzymu, którego bardzo dobrze znam i cenię: jest on prawnikiem i kanonistą, a także bardzo dobrym teologiem. Musiał on również podpisać deklarację poufności dla diecezji i kancelarii prawnej, w której oświadczył, że przyjmie zadanie i oczywiście zachowa milczenie. Tak też uczynił, a następnie przedstawiono mu 8000 stron cyfrowych zapisów. Nie mógł ich skopiować i wkleić. Musiał więc robić to, co robił, gdy był studentem: musiał robić notatki (…). Wszystko zostało ułożone w logiczny ciąg w odniesieniu do pytań. Następnie konsultanci lub pracownicy przygotowali pierwszy projekt. Benedykt rzucił na niego okiem. I już w tym pierwszym projekcie było zamieszanie, błąd (dotyczący obecności kardynała Ratzingera na jednym z zebrań – przyp. red.). Nikt nie zauważył tego błędu, ani żaden z czterech współpracowników, ani ja, ani papież Benedykt. Było tak, jak mówiłem wcześniej: Kiedy zapytał mnie: »Czy to prawda, że nie byłem obecny?« (odpowiedziałem) »Tak, tak jest napisane, tak mówią akta«. I to było błędem (…). To wszystko poszło dalej. Oświadczenie zostało wysłane pocztą, 82 strony napisane przez konsultantów, które Benedykt systematycznie korygował, wprowadzając też pewne zmiany i poprawki. Powiedziano nam, że po przedstawieniu raportu będziemy mogli wszystko ściągnąć jako plik PDF, i że wtedy będziemy mogli wszystko przeczytać” – wyjaśnia abp. Gänswein, który koordynował pracę czterech współpracowników papieża zaproszonych przezeń do pracy nad odpowiedziami” – przypomniała felietonistka.

Raport liczący 1983 strony został opublikowany w styczniu bieżącego roku. „Dokument omawia prawie 500 przypadków, z czego ówczesnemu ks. kard. Ratzingerowi przypisano cztery, zarzucając mu nieumiejętne ich potraktowanie”.

„Najwięcej dyskusji i ataków na obecnego papieża-seniora, a ówczesnego metropolitę Monachium-Fryzyngi wywołała sprawa księdza przysłanego do Monachium na terapię: czy archidiecezja zgadza się, aby podczas tej terapii (nikt nie pytał jakiej, a chodziło o terapię z dziedziny psychoseksualnej) ów ksiądz mieszkał na jednej z monachijskich plebanii” – napisała Barbara Sułek-Kowalska.

Do sprawy owego księdza odniósł się ks. abp. Georg Gänswein, którego słowa przytoczyła dziennikarz.

„Odpowiedzialny personel otrzymał prośbę z diecezji w Niemczech, w której pytano, czy ksiądz przyjeżdżający do Monachium na pewien czas na leczenie, będzie mógł zamieszkać na plebanii w Monachium. To właśnie było tematem spotkania. Prośba zgłoszona przez diecezję została przyjęta. »Wskażemy księdza lub proboszcza, w którego plebanii będzie mógł zamieszkać« – powiedziano. W ogóle nie chodziło o treść. To znaczy, chodziło tylko o to, czy ta prośba powinna być przyjęta czy nie. Ksiądz kardynał Ratzinger, który był obecny, się zgodził: oczywiście, jeśli będziemy mogli pomóc, to pomożemy. To, co się później wydarzyło, współpraca tu, współpraca tam, było poza jego wiedzą. Wówczas w ogóle o tym nie rozmawiano. Również powód terapii, że był to prawdopodobnie ksiądz pedofil, nigdy nie został wspomniany. Nie ma o tym wzmianki w protokole. Twierdzenie, że on o tym wiedział, że go chronił i tuszował, jest po prostu kłamstwem. Muszę powiedzieć całkiem szczerze: to jest insynuacja. To po prostu nie jest prawda. Trzeba znać fakty takimi, jakimi są, a także akceptować je takimi, jakimi są. Wtedy mogę je interpretować, Ale nie można ustawiać wózka przed koniem. Po prostu nie można” – mówił duchowny.

Benedykt XVI wystąpił później z listem „Mea culpa”, w którym poprosił ofiary nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych poprosił o przebaczenie. Papież jednocześnie odrzucił konkretne zarzuty, jakie stawił mu monachijski raport.

„Niosłem wielką odpowiedzialność w Kościele katolickim. Tym większy jest mój ból z powodu nadużyć i błędów, które miały miejsce w czasie sprawowania przeze mnie posługi w poszczególnych miejscach. Każdy przypadek wykorzystywania seksualnego jest straszny i nie do naprawienia” – napisał Benedykt XVI.

Barbara Sułek-Kowalska przypomniała wypowiedzi ks. abp. Georga Gänsweina dotyczące współpracy z Benedyktem XVI, a także działalności papieża-seniora.

„Pracowałem w Kongregacji Nauki Wiary od 1996 r., to znaczy od 1996 r. jako pracownik, a następnie, od 2003 r. jako jego osobisty sekretarz. Od samego początku widziałem, jaka była jego postawa. Jest dokładnie taka sama jak dzisiaj, taka sama jak wtedy, gdy był papieżem, nigdy się nie zmieniła. Wręcz przeciwnie, od samego początku był przekonany, że istnieje potrzeba przejrzystości, potrzeba jasności, że musimy nazywać rzeczy po imieniu i że nie wolno nam niczego ukrywać. Robił to razem z Janem Pawłem II, starając się, by czyny szły za przekonaniami. Innymi słowy: Co musi zrobić Watykan, co musi zrobić Kościół, aby rzeczywiście osiągnąć ten cel? Nastąpiła zmiana mentalności, za którą oczywiście musiała pójść zmiana na poziomie prawnym, to znaczy, że faktycznie istniało narzędzie, aby coś z tym zrobić. Następnie Jan Paweł II przekształcił Kongregację Nauki Wiary w trybunał, jeśli mogę się tak wyrazić, nadając jej niezbędne kompetencje” – podkreślał ks. abp. Georg Gänswein.

„Istniał wewnętrzny opór. I ten opór był pokazywany bardzo wyraźnie, ale kardynał Ratzinger zawsze był przekonany, że ten opór można i trzeba przezwyciężyć z pomocą Jana Pawła II, i tak się stało. Bogu niech będą dzięki! Jeśli zajrzy się do archiwów Kongregacji, można zobaczyć serię ważnych dokumentów, które krok po kroku, jak mozaika, prowadzą do tego właśnie celu. I to trwało: jako papież, oczywiście, kontynuował kreślenie tej linii na wyższym i bardziej skutecznym poziomie. I jest to linia, którą kontynuuje również papież Franciszek” – dodał.

Od wielu miesięcy niemiecki Kościół zmierza w niezrozumiałym kierunku, niekiedy występując otwarcie przeciwko Ewangelii i nauczaniu przekazanym nam przez Jezusa Chrystusa. Felietonistka zaakcentowała, że ks. abp. Georg Gänswein „nie jest jedynym niemieckim hierarchą, który tak zdecydowanie stoi po stronie Benedykta, ale też wprost sprzeciwia się machinacjom sowich >>postępowych<< braci”.

„Konserwatywny ks. kard. Gerhard Müller, także były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, bez ogródek stwierdził, że >>tylko establishment wypaczonego Kościoła partykularnego może w tak niegodny sposób traktować następcę Piotra, który pochodzi z własnego kraju i został powołany przez samego Chrystusa w Duchu Świętym. Dla każdego przyzwoitego człowieka zawsze było jasne, że Benedykt XVI był zawsze prawdomówny, a raport monachijskiej kancelarii prawnej zamówiony za pieniądze kościelne okazał się wyjątkowo tendencyjny<<” – podkreśliła.

Barbara Sułek-Kowalska odniosła się również do ataków na świętego Jana Pawła II.

„Nie udało się bowiem, mimo tylu podjętych i wciąż podejmowanych prób, całkowicie zniszczyć wizerunku Jana Pawła II jako najwybitniejszego w XX wieku obrońcy praw człowieka, jako autora „ostatecznej rewolucji”, jak George Weigel, jego biograf, nazwał rozpoczęty pielgrzymką w Polsce w 1979 roku demontaż komunizmu i jako współtwórcy, wspólnie z Ronaldem Reaganem, scenariusza i realizacji upadku >>imperium zła<<. Nie udało się, co nie znaczy, że próby nie są podejmowane – i to próby skuteczne. Systematyczne plugawienie dorobku Jana Pawła II, dezawuowanie jego osiągnięć, podważanie autorytetu wciąż przecież ma miejsce, także w jego kraju, ale przecież nie tylko. Oskarżanie Benedykta XVI, wybitnego współpracownika Jana Pawła II, najważniejszego konstruktora wielu papieskich przedsięwzięć, ma z tego punktu widzenia głęboki sens. Kiedy już podważy się wiarygodność ks. kard. Josepha Ratzingera, będzie można wykazać niekompetencję czy gorsze nawet przewiny jego poprzednika, który go tak wysoko awansował i powierzał mu najtrudniejsze sprawy. Może więc i tym razem, jak już bywało, wcale nie chodzi o ks. kard. Ratzingera, czyli papieża emeryta Benedykta XVI. Nie tylko o niego. A że przy okazji podlansuje się idee, które rozkładają Kościół od środka, to tym lepiej dla jego przeciwników czy nawet wrogów” – podsumowała.

Barbara Sułek-Kowalska/tygodnik.tvp.pl/radiomaryja.pl

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl