fot. pl.wikipedia.org

22. rocznica ludobójstwa w Rwandzie

W kwietniu mija 22. rocznica ludobójstwa w Rwandzie – brutalnej masakry ponad ośmiuset tysięcy osób, o której zapomniał lub chciał zapomnieć cały świat. Wówczas krótkie telewizyjne wiadomości przedstawiały rwandyjską tragedię dokładnie tak, jak prezentowano większość afrykańskich wojen – jako wybuch plemiennej nienawiści.

Wszystko zaczęło się od śmierci prezydentów Rwandy i Burundi. 6 kwietnia 1994 roku samolot, którym lecieli przywódcy, został zestrzelony. Wówczas ekstremiści z plemienia Hutu uznali to za sygnał do rozpoczęcia mordów członków plemienia Tutsi. Rwanda została ogarnięta wojną domową. Rzeź szybko rozprzestrzeniła się na cały kraj. Ginęli bez wyjątku mężczyźni, kobiety i dzieci. Jak mówi świadek tamtych dramatycznych wydarzeń Carl Wilkens, ludobójstwo było czymś więcej, niż nagłym wybuchem plemiennej nienawiści.

– To nie było tak, że jedno wrogie plemię, jedna wroga grupa przeciwstawiała się, walczyła z inną wrogą grupą. To byli ludzie, którzy byli przyjaciółmi, modlili się razem, zawierali między sobą małżeństwa. To ludobójstwo w Rwandzie było wywołane z powodów politycznych –  podkreśla Carl Wilkens, świadek ludobójstwa w Rwandzie.

Pierwszej fazy masakr dokonywali żołnierze i bojówkarze pochodzący ze stanowiącej 85 proc. rwandyjskiej populacji grupy etnicznej Hutu. Wkrótce do pogromów przyłączyli się także ich cywilni pobratymcy.

– To rzeczywiście było straszne. Mnóstwo ludzi zginęło, ale kiedy patrzy się na twarz człowieka, który umiera, który za chwilę będzie zabity, nie myśli się o tym, jak dużo ludzi ginie, ale o tym, jak pomóc temu człowiekowi, który właśnie teraz umiera – mówi Carl Wilkens, świadek ludobójstwa w Rwandzie.

Gdy w Rwandzie rozpoczęły się masakry, opinia publiczna nie poświęciła im większej uwagi. Gazety rozpisywały się na zupełnie inne tematy. Świat zapomniał o małym państwie z samego serca Afryki.

– To było przygotowane strategicznie. 10 belgijskich żołnierzy zabito, ścięto ich. Ich celem było przestraszenie międzynarodowej społeczności i ONZ oraz doprowadzenie do takiej sytuacji, żeby opuścili kraj jak najszybciej, żeby nie było świadków – wskazuje Carl Wilkens.

Historia XX wielu nie pamięta żadnego innego brutalnego ludobójstwa dokonanego w takim tempie. Żadnego nie przeprowadzono też w tak dużym stopniu przy użyciu broni białej.

 

 

TV Trwam News/RIRM

 

 

 

drukuj