15 lipca był pierwszym świętem narodowym

Z prof. dr. hab. Krzysztofem Ożogiem z Instytutu Historii Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Krakowie rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Z zakonem krzyżackim toczyliśmy walki od początku XIV wieku, ale tylko
konflikt lat 1409-1411 został nazwany wielką wojną. Dlaczego?

– W wojny toczone przez Władysława Łokietka do 1332 r. o odzyskanie Pomorza
Gdańskiego (zagarniętego przez zakon krzyżacki w latach 1308-1309) z obu stron
zaangażowane były o wiele mniejsze siły. Wówczas Królestwo Polskie, bardzo
okrojone terytorialnie, dysponowało tylko kilku tysiącami rycerstwa. O skali
wojny w latach 1409-1411 świadczy wielkość sił uczestniczących w bitwie pod
Grunwaldem. Po stronie polsko-litewskiej walczyło około 30-35 tys. jazdy,
krzyżackiej zaś – około 15-20 tysięcy. Bitwa ta słusznie uchodzi za największą w
dziejach polskiego średniowiecza i jedną z największych w historii Europy tego
okresu. Również rozmiar zwycięstwa polskiego był olbrzymi, bo zginął nie tylko
wielki mistrz i cała elita zakonu (203 braci rycerzy), ale i ponad 8 tys.
rycerzy po stronie krzyżackiej, kilka tysięcy zaś dostało się do niewoli. Już
nazajutrz po bitwie w listach rozsyłanych przez króla nazwano ją wielką.
Późniejsza tradycja jeszcze bardziej ten aspekt podkreślała.

Grunwald to jedna z tych bitew, o których się mówi, że zadecydowały o losach
świata, tak jak Cud nad Wisłą 1920 r.?

– Wielka wojna stanowiła moment przełomowy w układzie sił w środkowo-wschodniej
Europie, a tym samym i w całej Europie. Po klęsce grunwaldzkiej zakon krzyżacki
już nie wrócił do agresywnej polityki "krucjatowej" w stosunku do Litwy, którą
prowadził od ponad wieku. Musiał się pogodzić z polityczną degradacją w strefie
Bałtyku. Co prawda Królestwo Polskie nie od razu odzyskało terytoria zagarnięte
przez zakon (stało się to dopiero po wojnie trzynastoletniej i drugim pokoju
toruńskim w 1466 r.), ale państwo krzyżackie w Prusach przestało być silnym
podmiotem polityki międzynarodowej i coraz bardziej stawało się obiektem tej
polityki. Sam zakon popadł w kryzys, podobnie i jego państwo. Rodził się w nim
konflikt wewnętrzny, stany pruskie bowiem, a więc rycerstwo i miasta, zaczęły
domagać się od wielkiego mistrza praw i udziału we władzy. Natomiast niebywale
wzrósł prestiż monarchii jagiellońskiej, gdyż od czasu Grunwaldu była
postrzegana w Europie jako stabilna potęga. Przyczyniła się do tej opinii
zarówno śmierć części rycerzy zachodnioeuropejskich walczących po stronie zakonu
pod Grunwaldem, jak i niewola wielu z nich – po uwolnieniu zdali relację z
przebiegu wojny w różnych środowiskach europejskich. Ponadto król Władysław
Jagiełło podejmował na forum międzynarodowym, np. na soborze w Konstancji
(1414-1418) niezwykle ważne dla świata chrześcijańskiego inicjatywy, gdyż chciał
doprowadzić między innymi do zjednoczenia Kościoła prawosławnego z Kościołem
katolickim.

Już na wiele lat przed bitwą klęskę zakonowi przepowiedziały dwie święte –
królowa Jadwiga Andegaweńska i Brygida Szwedzka. Jak traktowano ich słowa?

– Jako proroctwo, pewną formę zapowiedzi czegoś nieuchronnego. Stąd spojrzenie
na zwycięstwo pod Grunwaldem jako interwencję Bożą. Był o tym w pełni przekonany
Jagiełło i chciał na polach Grunwaldu ufundować klasztor brygidek, czyli Zakonu
Najświętszego Zbawiciela, który założyła właśnie św. Brygida Szwedzka. To jest
absolutnie czytelny znak, że król i całe jego otoczenie odbierało zwycięstwo
grunwaldzkie jako wypełnienie jej proroctwa. Królowa Jadwiga bezskutecznie
zabiegała w 1397 r. u wielkiego mistrza Konrada von Jungingena o zwrot ziemi
dobrzyńskiej (zajętej bezprawnie przez zakon w 1392 r.), przestrzegła wówczas
dostojników krzyżackich, że jak długo żyje, powstrzyma wojnę, ale po jej śmierci
zakon z powodu krzywd wyrządzonych Polsce za sprawą Boga dozna ciężkich klęsk.
Święta królowa przerażona była chciwością zakonu i jego agresywnymi zapędami.
Rzeczywiście, po śmierci Jadwigi 17 lipca 1399 r. stosunki polsko-krzyżackie
było coraz bardziej napięte i wybuchła wojna, którą przepowiedziała wielkiemu
mistrzowi.

Co przesądziło o polskim zwycięstwie pod Grunwaldem? Wiadomo, że strona
polska zastosowała pewne nowatorskie rozwiązania z dziedziny techniki wojskowej,
jak chociażby most łyżwowy.

– Na polsko-litewsko-ruskie zwycięstwo złożyło się kilka czynników, przede
wszystkim mobilizacja całego rycerstwa państw unii jagiellońskiej, sprawne
dowodzenie przez Władysława Jagiełłę i Witolda, a także plan kampanii wojennej
opracowany przez nich wraz z Mikołajem Trąbą na początku grudnia 1409 r. w
Brześciu Litewskim. Zakładał on przeprawę armii polskiej przez Wisłę pod
Czerwińskiem, połączenie z siłami Wielkiego Księstwa Litewskiego i uderzenie
skierowane na Malbork. Dla realizacji tak pomyślanej operacji konieczny był most
na Wiśle, po którym mogłoby się przeprawić sprawnie rycerstwo polskie.
Skorzystano z usług mistrza Jarosława, który w Kozienicach potajemnie na rozkaz
króla skonstruował nowoczesny "most spoczywający na łodziach nigdy przedtem nie
oglądany", jak zaznacza Jan Długosz w swych "Rocznikach". W częściach został on
spławiony z Kozienic w dół Wisły i zaledwie w pół dnia złożony, co umożliwiło
szybką przeprawę znacznych sił polskich pod Czerwińskiem w dniach od 30 czerwca
do 2 lipca 1410 roku. Wielki mistrz Ulryk został tym całkowicie zaskoczony, zaś
inicjatywa wojenna była po stronie króla.

Niebagatelne znaczenie dla zwycięstwa miało wysokie morale rycerstwa
polskiego…

– Powszechnie wojnę z Krzyżakami uważano za sprawiedliwą, a zakon za agresora.
Niezwykle mocno podkreślił to w kazaniu do armii zgromadzonej w Czerwińsku
ówczesny biskup płocki Jakub z Kurdwanowa. Skorzystał niewątpliwie ze
znakomitego dzieła krakowskiego profesora prawa Stanisława ze Skarbimierza pt.
"O wojnie sprawiedliwej i niesprawiedliwej". Takiemu przekonaniu towarzyszyło
poczucie Bożego wsparcia i opieki nad królem i jego rycerstwem. Już w momencie
przekraczania granicy pruskiej 9 lipca 1410 r. wojska polskie z rozwiniętymi
chorągwiami po raz pierwszy w tej kampanii odśpiewały uroczyście "Bogurodzicę",
a po raz drugi tuż przed rozpoczęciem starcia z wojskami wielkiego mistrza pod
Grunwaldem. To pomnażało siły duchowe armii, podobnie jak uczestnictwo króla
Władysława i jego otoczenia w dwóch Mszach św., odprawionych jeszcze przed
ustawieniem szyków, co było zdaniem się na wolę Boga w tej bitwie.

Grunwald przywoływany jest często jako symbol niedopełnionej wiktorii, bo
wielkie zwycięstwo nie zostało przez Polskę wykorzystane. Podziela Pan tę tezę?

– Tak sprawę stawiano przez wiele pokoleń: Grunwald to jedno z tych zwycięstw,
których król Władysław Jagiełło i jego otoczenie nie byli w stanie spożytkować w
taki sposób, w jaki mogliby. Tezę tę postawił już Jan Długosz w swoich
"Rocznikach", pisząc, że król mógł zdecydowanie więcej. Nasz dziejopis pytał – a
po nim kolejni historycy z wielu pokoleń: skoro siły polsko-litewskie zajęły
poza Malborkiem większość terytorium państwa krzyżackiego, to dlaczego tak
skromne były efekty pierwszego pokoju toruńskiego z 1 lutego 1411 roku? Warto
jednak przypomnieć, że odzyskaliśmy wtedy dożywotnio Żmudź i ziemię dobrzyńską,
otrzymaliśmy gigantyczne odszkodowanie finansowe, które zakon musiał zapłacić za
jeńców. Wynosiło ono sześć milionów szerokich groszy praskich.

Ale zważywszy na to, że zakon przestał istnieć dopiero ponad sto lat po
Grunwaldzie, korzyści nie były oszałamiające.

– Chciałbym trochę zdemitologizować ten sposób widzenia i myślenia o wielkiej
wojnie 1409-1411 z zakonem krzyżackim, samej bitwie grunwaldzkiej i traktacie
toruńskim, dlatego że jest on ukierunkowany tylko na sytuację
polsko-litewsko-krzyżacką bez szerszego kontekstu europejskiego. Wiemy
dokładnie, jakie cele stawiali sobie król Władysław i książę Witold, gdy
wyruszali na kampanię roku 1410. Chcieli odzyskać z rąk krzyżackich Żmudź, gdzie
toczyło się powstanie, utraconą w 1409 r. ziemię dobrzyńską i zmusić zakon do
odszkodowań za zniszczenia w wojnie z 1409 roku. Takie żądania zostały wysunięte
jako możliwy warunek zawarcia pokoju z Krzyżakami już w trakcie marszu na
Malbork 6 lipca 1410 r., jednak wielki mistrz je odrzucił. Powiedział wówczas:
"Zwalibyśmy się bowiem kobietami, nie mężami, gdybyśmy nie chcieli odnieść nad
naszymi wrogami zwycięstwa, które samo się nam nastręcza". Ważne, by spojrzeć
tutaj na szerszy kontekst sytuacyjny. Wielki mistrz miał zawarte sojusze ze
wszystkimi sąsiadami Polski: z królestwem Węgier, królestwem Czech, z wieloma
książętami śląskimi, pomorskimi, i układ z Zygmuntem Luksemburskim, który
wypowiedział wojnę Jagielle, gdy ten zmierzał pod Grunwald. Zygmunt Luksemburski
rozlokował swe siły na południu i czekał na dogodny moment, by uderzyć. Zmuszało
to Jagiełłę do wielkiej ostrożności. Ponadto zakon miał sojuszników w całej
Europie. Na wieść o jego klęsce nastąpiła tam poważna mobilizacja.

Wielu historyków podkreśla, że gdyby Jagiełło zaraz po bitwie wyruszył na
Malbork, zająłby go przez zaskoczenie…

– Wiadomość o klęsce doszła 15 lipca wieczorem do komtura świeckiego Henryka von
Plauena, który z około 2 tys. zbrojnych zmierzał na pole bitwy, by wzmocnić siły
wielkiego mistrza. Podjął natychmiastową decyzję o powrocie do Malborka i
obsadzeniu zamku. Zbierając po drodze załogi, zgromadził około 4,5 tys.
wojowników i stanął z nimi w Malborku już 18 lipca. Tymczasem zgodnie z
obyczajem średniowiecznym zwycięzca powinien trzy dni spędzić na polu bitwy, bo
trzeba było pochować poległych, opatrzyć rannych i dać odpocząć armii po
ogromnym wysiłku. Jagiełło odesłał więc do Malborka ciała wielkiego mistrza oraz
kilku innych wysokich dostojników zakonnych. Następnie zajął się jeńcami, którzy
zostali spisani i złożyli zgodnie z obyczajem średniowiecznym przysięgę, że po
zwolnieniu wrócą na określony dzień do Krakowa. Tylko niektórzy jeńcy zostali
zatrzymani do czasu wypłaty odszkodowania za ich uwolnienie. Po dopełnieniu
wszelkich obowiązków już 17 lipca Jagiełło wyruszył w kierunku Malborka.
Pierwsze nasze oddziały znalazły się tam 22 lipca i zastały zamek zamknięty,
umocniony i przygotowany do obrony.

Czy możliwe było zdobycie największej twierdzy krzyżackiej? To mogło
pociągnąć za sobą unicestwienie Zakonu…

– Pewne szanse były, ale król nie zdecydował się na frontalny atak, ponieważ
wtedy rycerstwo polskie poniosłoby gigantyczne straty. Potem zaczęła komplikować
się sytuacja polityczna, realna stała się groźba ataku wojsk Zygmunta
Luksemburskiego z południa. Zresztą później zrealizowana, bo w październiku 1410
r. siły węgierskie uderzyły na Nowy Sącz, paląc część miasta. Jagiełło osiągnął
więc to, co stawiał jako cel wojny. Pamiętajmy, że zakon był instytucją
kościelną, a Jagiełło nie przystępował do wojny z myślą, że zniszczy jego
struktury w Prusach. Byłoby to bardzo trudne, ponieważ zakon mógł zostać
skasowany jedynie przez Stolicę Apostolską. Jagiełło mógł więc odebrać mu
ziemie, lecz ten nie przestawał istnieć.

Król prowadził przed bitwą intensywne zabiegi, by wytłumaczyć europejskiej
opinii, dlaczego zakon zdradził swoją misję chrześcijańską. Orędzie do narodów
Europy wystosowane w Opatowie spełniło swoją rolę?

– Dyplomacja polska już od chrystianizacji Litwy przez Władysława Jagiełłę
przekonywała chrześcijańską Europę, że zakon krzyżacki nie może kontynuować swej
dotychczasowej misji nad Bałtykiem, ponieważ nie ma tam już pogan. Krzyżacy
jednak nie chcieli zaakceptować tego stanu rzeczy i podważali szczere przyjęcie
wiary chrześcijańskiej przez Jagiełłę i jego poddanych, a ponadto kwestionowali
jego małżeństwo z Jadwigą Andegaweńską, oskarżając wraz z Habsburgami świętą
królową o bigamię. Zakon nadal organizował "krucjaty" rycerstwa europejskiego na
ziemie litewskie i chciał je zagarnąć. Stolica Apostolska na usilne zabiegi
polskie stanowczo zakazała Krzyżakom w 1403 r. urządzania wypraw na Litwę.
Jednak zakon nie zamierzał rezygnować z dotychczasowej polityki. Po
wypowiedzeniu wojny Polsce przez wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena 6
sierpnia 1409 r. i ataku wojsk krzyżackich Władysław Jagiełło wystosował do
świata chrześcijańskiego dwa memoriały: z Opatowa i Wolborza, opracowane przez
podkanclerzego koronnego Mikołaja Trąbę. Oskarżały one Krzyżaków o łamanie
pokoju, zabór ziem, prześladowanie neofitów i niszczenie kościołów na Litwie,
jednym słowem – o całkowite sprzeniewierzenie się swemu powołaniu i wyrządzanie
wielkich szkód chrześcijaństwu. Z drugiej strony memoriały podkreślały zasługi
króla Władysława Jagiełły w dziele chrystianizacji Litwy i organizowania
struktur Kościoła na jej terytorium. Polskie orędzie ponawiane w 1410 r. zaczęło
powoli zmieniać postrzeganie zakonu krzyżackiego i jego roli nad Bałtykiem w
niektórych środowiskach dworskich Europy, choć nie było to łatwe zadanie.

Bitwa pod Grunwaldem – jak zauważył w swojej niewygłoszonej homilii śp. ks.
bp Tadeusz Płoski – to bardzo istotny element tego, co Ojciec Święty Jan Paweł
II określał mianem polskiej pamięci i tożsamości. Na przestrzeni czasu wymiar
tego wielkiego zwycięstwa zmieniał się czy pozostawał taki sam?

– Zdecydowanie rola bitwy pod Grunwaldem w świadomości polskiej i jej miejsce w
tożsamości narodowej ulegały zmianie. Na początku uważano ją za wielkie
zwycięstwo, które przypisywano bardzo jednoznacznie Bożej pomocy i Bożej
interwencji. Mowa tu zarówno o kazaniach głoszonych zaraz po bitwie, przede
wszystkim w uniwersyteckim środowisku krakowskim, jak i na arenie
międzynarodowej. Zachowała się mowa wybitnego polskiego biskupa poznańskiego
Andrzeja Łaskarzyca, który w 1411 r. w Rzymie w ten sposób opisywał bitwę pod
Grunwaldem przed Papieżem Janem XXIII. Od początku więc to wielkie zwycięstwo
otoczyło chwałą Królestwo Polskie zjednoczone unią z Wielkim Księstwem
Litewskim. Z czasem jednak rola bitwy pod Grunwaldem wyraźnie się zmieniała.

Zawsze jednak Grunwald kojarzony był z polską wiktorią?
– Do upadku Rzeczypospolitej dzień, w którym rozegrała się bitwa, był uznawany
za rodzaj święta narodowego. Już od 1411 r., w święto Rozesłania Apostołów,
czyli właśnie 15 lipca, odprawiano uroczyste Msze św. z kazaniami poświęconymi
wiktorii grunwaldzkiej, w których dziękowano Bogu za pomoc w zwycięstwie nad
Krzyżakami, oraz urządzano bardzo uroczyste procesje, np. w Krakowie.
Poświadczenia tego faktu znajdujemy w przekazach z XV, XVI i początkach XVII
wieku. Zresztą już na synodzie prowincjonalnym w 1420 r. ks. abp Mikołaj Trąba,
późniejszy Prymas Polski, nakazał obchodzić w całej kościelnej metropolii
gnieźnieńskiej 15 lipca jako święto o charakterze narodowym. Po upadku
Rzeczypospolitej, gdy kraj został podzielony między trzech zaborców, Grunwald
zaczął odgrywać trochę inną rolę. Przede wszystkim wzmacniał naszą świadomość
narodową, budząc dumę z chwalebnej przeszłości, i stawał się inspiracją do
podejmowanych wysiłków na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości. Jeszcze
w okresie międzywojennym Grunwald wzmacniał myślenie o odrodzonym państwie
polskim.

Dziś też pełni taką rolę?
– Myślę, że trzeba wciąż pamiętać o tej dacie jako o jednym z tych zwycięstw,
które są dumą Polaków i trwałym elementem naszej tożsamości. Taką samą rangę ma
Bitwa Warszawska 1920 roku. W drugiej połowie XIX i na początku XX w. Grunwald
stał się niezwykle mocno obecny w literaturze, sztuce, myśli politycznej. Na
szczególne podkreślenie zasługują obchody 500. rocznicy w 1910 r. w Krakowie.
Ufundowany przez Ignacego Paderewskiego pomnik Grunwaldzki, wykonany przez
Antoniego Wiwulskiego, miał na cokole napis: "Praojcom na chwałę – Braciom na
otuchę". W nim wyrażona jest esencjonalnie rola, jaką odgrywał Grunwald w
świadomości polskiej. W Krakowie przy odsłonięciu tego pomnika byli obok
Paderewskiego Henryk Sienkiewicz, Feliks Nowowiejski, Maria Konopnicka, Antoni
Wiwulski, przedstawiciele Narodu Polskiego ze wszystkich zaborów i emigracji
rozsianej po całym świecie (w sumie około 150 tys. osób). Wykonano wówczas po
raz pierwszy "Rotę", skomponowaną przez Feliksa Nowowiejskiego do słów Marii
Konopnickiej. Patriotyczne uroczystości związane z rocznicą bitwy w 1910 r.
stanowią krok milowy w dążeniach niepodległościowych Narodu Polskiego i
umocnieniu jego podmiotowości i świadomości.

Po 1945 r. bitwę pod Grunwaldem opisywano w kategoriach ideologicznych. Za
tym poszło zniekształcenie przekazu historycznego?

– Zaczęto wtedy eksponować głównie rolę trzech chorągwi smoleńskich w
zwycięstwie grunwaldzkim dowodzonych przez kniazia Semena Lingwena (brata
Jagiełły), którym przypisywano decydującą rolę w wygranej. Litwini zaczęli też
coraz głośniej mówić, że autorem zwycięstwa z 1410 r. jest wielki książę
litewski Witold, a król Władysław Jagiełło to zdrajca. Oczywiście wszystko to
było czynione dla potrzeb ideologicznych. Te spory o Grunwald, jego rozumienie w
kontekście środkowoeuropejskim, trwają po dziś dzień. Oprócz Litwinów włączyli
się w to także Białorusini, bo duża część Wielkiego Księstwa Litewskiego to
obecna Białoruś.

Każdy chce to zwycięstwo wykorzystać dla swoich celów politycznych, które
niekoniecznie mają związek z prawdą…

– Dokładnie. Jak wynika z analizy okoliczności wojny 1409-1411, a szczególnie
kampanii 1410 r., zarówno król Władysław Jagiełło, jak i wielki książę Witold
współdziałali bardzo zgodnie, militarnie stawiając wszystko na jedną kartę.
Między innymi właśnie ich determinacja umożliwiła zwycięstwo na taką skalę.
Zasadniczy przełom w takim spojrzeniu na zwycięstwo grunwaldzkie nastąpił po I
wojnie światowej, gdy Litwa zyskała własną państwowość i zaczęła szukać trochę
innego punktu oparcia niż ten, który dawała jej tradycja Rzeczypospolitej Obojga
Narodów, mówiąca o zgodnym współdziałaniu i wspólnym zwycięstwie, bo to jednak
było wspólne zwycięstwo. Sama Litwa absolutnie nie mogłaby odnieść takiej
wiktorii, bo była zbyt słaba, podobnie – jak sądzę – również Królestwo Polskie
bez wsparcia sojusznika litewskiego nie stanęłoby do wojny z zakonem. Do dziś,
niestety, wielu historyków czy publicystów litewskich marginalizuje rolę
Jagiełły, sztucznie podnosząc wagę Witolda, któremu zresztą nadali przydomek
Wielki. Natomiast w obiektywnych badaniach Jagiełło pozostał zwierzchnim
księciem Wielkiego Księstwa Litewskiego, przecież tytułował się jako najwyższy
książę i sprawował rzeczywistą, dziedziczną władzę na Litwie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj