Zostawili po sobie dobro
Pół roku, które mija od katastrofy smoleńskiej, to zbyt krótko, by
uśmierzyć ból po stracie bliskich. Przez minione sześć miesięcy rodziny ofiar
próbowały na nowo ułożyć swoje życie, poradzić sobie z trudną prawdą o utracie
najdroższych osób. Często musiały przejąć obowiązki, które wcześniej wypełniali
współmałżonkowie, ojcowie, bracia…
– Nadal trudno mi zaakceptować śmierć Andrzeja – mówi pani Jolanta Przewoźnik,
żona śp. ministra Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa.
Dlatego rodziny ofiar katastrofy są bardzo wrażliwe na to, co, w jaki sposób
mówi się i pisze na temat tragedii, a zwłaszcza o ich bliskich. Wiele osób nie
chce w ogóle wypowiadać się dla mediów, bo, niestety, nie zawsze ich uczucia są
szanowane. A przecież jest to dla nich bardzo trudny czas, w którym nawarstwia
się wiele problemów: żałoba i ból po stracie bliskiej osoby, konieczność
zadbania o sprawy bytowe, różne formalności…
Kiedy wróci tatuś?
– Nigdy nie brakowało nam go tak bardzo jak teraz. Jego rzeczy, zwłaszcza
mnóstwo książek, ciągle o nim przypominają – mówi pani Jolanta Przewoźnik. Teraz
musi ułożyć na nowo życie rodziny już bez męża i ojca dwojga dzieci. Wspierają
się nawzajem, choć nie brakuje trudnych chwil. Bardzo ważna w tym czasie jest
pomoc ze strony przyjaciół, a także znajomego kapłana.
Jak żyć ze świadomością, że bliska osoba już nie przyjdzie, nie usiądzie przy
stole, nie będzie można się jej poradzić? Każdego dnia trzeba sprostać temu
wyzwaniu. Bo żyć trzeba nadal, choć niemal wszystko wokół przypomina o
najbliższej osobie. – To dla nas bardzo trudna sytuacja – mówi z bólem pani
Joanna Krupska, żona śp. Janusza Krupskiego, kierownika Urzędu ds. Kombatantów i
Osób Represjonowanych. Teraz najważniejsze jest dla niej zajęcie się rodziną.
Pani Joanna, mama siedmiorga dzieci, jest prezesem Związku Dużych Rodzin 3+.
To właśnie dla dzieci brak ojca, matki, jest najtrudniejszy. Kilkuletnie dziecko
nadal pyta: "Kiedy wróci tatuś…? Dlatego ich bliscy często unikają rozmowy z
mediami.
Ból z powodu nagłego rozstania z bliskimi odczuwają także dorośli, zwłaszcza gdy
jeszcze do niedawna razem realizowali swoje marzenia, plany. – Odczuwam cały
czas niepowetowaną stratę z powodu śmierci brata – mówi pan Andrzej Melak, brat
śp. Stefana Melaka, działacza niepodległościowego, szefa Komitetu Katyńskiego.
Pan Andrzej jest współtwórcą Stowarzyszenia Katyń 2010, które skupia część
rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Śmierć brata uświadomiła mu, jak wiele
dobra przyniosła działalność Stefana i jak dużą pustkę wywołała jego nagła
śmierć. – Już wcześniej myślałem, że on był wielką postacią, ale teraz ta prawda
dociera do mnie znacznie silniej. Wcześniej był niedoceniany. W jednym z listów,
które otrzymałem, ktoś nazwał go "generałem polskiej pamięci narodowej" –
opowiada.
Tę pustkę trzeba jednak wypełnić, ktoś musi przejąć zadania, które wypełniali
ci, dla których Polska była ważna…
Wspólne dzieło
Pan Andrzej Melak zwraca uwagę, że dokonania, które pozostawił po sobie jego
brat, są dla niego ważnym wkładem w utrwalanie narodowej pamięci, a jednocześnie
wyzwaniem, bo… ktoś musi kontynuować to dzieło, gdy tak długo wspólnie się je
tworzyło… – Razem zakładaliśmy Komitet Katyński i Krąg Pamięci Narodowej,
jeszcze w połowie lat 70. Postanowiliśmy upamiętnić bohaterów polskich walk
niepodległościowych i tych, którzy oddali życie za wolną Polskę, a których
władze PRL skazały na zapomnienie – wspomina pan Andrzej.
Cała działalność jest kontynuowana. Funkcjonują Komitet Katyński, Krąg Pamięci
Narodowej. – Propagujemy informacje na temat zbrodni katyńskiej. Jak co roku, w
ostatnią niedzielę listopada pod Olszynką Grochowską zostanie odprawiona Msza
Święta. Będziemy też odsłaniać kolejne głazy upamiętniające Polaków, którzy
zasłużyli się dla kraju – wylicza pan Andrzej Melak. Zapowiada, że wkrótce
zostaną odsłonięte tablica i głaz upamiętniające śp. ks. Wacława Karłowicza oraz
śp. Stefana Melaka. – To Stefan zainspirował utworzenie tej alei – dodaje pan
Andrzej Melak. Pomysł realizowali wspólnie z bratem. – W Alei Chwały przy
Olszynce Grochowskiej obecnie znajduje się ponad 30 głazów z tablicami
memoriałowymi poświęconymi bohaterom Powstania Listopadowego i bitwy pod
Olszynką Grochowską – zaznacza pan Andrzej, który przejął obowiązki brata w
dalszej realizacji tego projektu.
Ułożyć życie na nowo
Znacznie trudniejsze, a często wręcz niemożliwe, jest zastąpienie bliskiej osoby
w rodzinie. A jednak życie zmusza do podejmowania tego wyzwania. – Moim głównym
zadaniem w ostatnich miesiącach stało się budowanie od nowa naszego domu, z
zachowaniem pamięci o dobrym ojcu, wrażliwym człowieku, który każdemu poświęcał
czas i uwagę. Chwilami działał na granicy możliwości, sił fizycznych i zdrowia –
opowiada pani Jolanta Przewoźnik. Teraz musi w pewien sposób zastąpić męża, choć
nie jest to łatwe. Dlatego przede wszystkim pomaga dzieciom odnaleźć się w nowej
sytuacji. – Staram się, by córki dorastały w poczuciu bezpieczeństwa i miłości –
podkreśla.
Pamięć o bliskich, którzy zginęli 10 kwietnia br., ich aktywność za życia,
dobro, które pozostawili po sobie – są nie tylko pociechą, lecz także pomocą w
dalszym życiu. – Pamięć o tym, jak wiele przeżyliśmy wspaniałych lat małżeństwa,
jak wiele dał naszym dzieciom, jakim dobrym był dla nich ojcem, jest siłą, która
buduje naszą rodzinę, pozwala porządkować nasz świat, dać dzieciom nadzieję, że
będą mogły iść w przyszłość z bogactwem zasad, myśli itd., które dał nam Andrzej
– zaznacza pani Jolanta Przewoźnik.
Dlaczego zginęli?
Dla wielu rodzin bolesny jest sposób prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy
smoleńskiej. Dotyka ich nie tylko to, że pół roku po tragedii nadal nie wiedzą,
dlaczego zginęli ich bliscy, ale także to, że tak długo musieli czekać nawet na
prowizoryczne zabezpieczenie resztek samolotu rządowego. Niepokoi ich również
sam sposób prowadzenia śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy, i to zarówno ze
strony rosyjskiej, jak i polskiej.
– Kto odpowiadał za takie przygotowanie lotu tej feralnej wizyty w Smoleńsku? My
cały czas nie wiemy, czy był to wypadek, zaniedbanie, sabotaż czy zamach!
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy jeszcze zanim zakończył dochodzenie w sprawie
katastrofy wykluczył udział w niej osób trzecich. A przecież takie wnioski
wyciąga się po zakończeniu śledztwa – oburza się pan Andrzej Melak.
Wzburzenia nie kryje też pani Małgorzata Wassermann, córka śp. posła Zbigniewa
Wassermanna, która zwraca uwagę, że urzędnicy prowadzący dochodzenie w sprawie
katastrofy, zwłaszcza ze strony rosyjskiej, nie zabezpieczyli należycie nawet
podstawowych dowodów w śledztwie.
– Patrząc na bierność polskich władz, które nie chciały podjąć próby prowadzenia
samodzielnego śledztwa, i właściwie oddały go stronie rosyjskiej, uważamy, że
dochodzenie prowadzone przez Rosjan niczego nie wyjaśni – mówi wprost pan
Andrzej Melak.
Kogo pochowano?
Pan Andrzej zwraca uwagę, że nie jest pewne nawet to, czy pogrzebano właściwe
osoby w odpowiednich miejscach, bo nie dość, że nie pozwolono rodzinom na
otwarcie trumien, to jeszcze brakuje dokumentów sekcji zwłok.
– Nie mamy w dalszym ciągu wyników sekcji zwłok naszych bliskich, a w aktach
zgonów nie ma wpisanych dokładnych przyczyn śmierci, poza lakonicznym
stwierdzeniem: "obrażenia wielonarządowe" – żali się pan Andrzej Melak.
Takie wątpliwości mają tez pozostałe rodziny. Pani Joanna Krupska zwróciła się
do polskich władz o udostępnienie dokumentów ze złożenia ciała męża do trumny,
która przed pogrzebem nie była już otwierana. Niestety, do tej pory nie
otrzymała żadnej odpowiedzi. – Domyślam się, że po prostu strona rosyjska nie
przekazała żadnych dokumentów władzom w Polsce – mówi wprost.
Dlatego też część rodzin zapowiedziała złożenie wniosków o ekshumację ciał
swoich bliskich.
Chcemy poznać prawdę!
Mnożące się wątpliwości i pytania, których nie umieją rzetelnie wyjaśnić ani
władze Polski, ani Rosji, sprawiły, że wiele rodzin już nie wierzy, że
prowadzone w nieudolny sposób śledztwo odpowie na pytanie, dlaczego zginęli ich
bliscy. Dlatego też Stowarzyszenie Katyń 2010 rozpoczęło w lipcu zbieranie
podpisów pod wnioskiem o powołanie międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia
katastrofy smoleńskiej.
Pan Andrzej Melak podkreśla, że Komitet Katyński ostrzegał premiera i – wówczas
– p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego, że taki właśnie będzie skutek tych
działań. – Dziś widać już gołym okiem, że mieliśmy rację. Dotychczas prowadzone
śledztwo zamiast wyjaśniać katastrofę, wywołuje coraz więcej pytań, na które
trudno znaleźć odpowiedzi. Dlatego zwróciliśmy się do polskiego społeczeństwa i
Polaków mieszkających poza granicami kraju o utworzenie międzynarodowej komisji,
która zbadałaby przyczyny katastrofy – mówi.
Inicjatywa wywołała żywą reakcję Polaków. – Po ogłoszeniu tej akcji podczas
XVIII Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę zyskaliśmy niezwykły odzew.
Otrzymaliśmy kilkadziesiąt tysięcy listów zawierających ponad 300 tys.
uwiarygodnionych podpisów osób, które również domagają się przeprowadzenia
międzynarodowego śledztwa – relacjonuje brat zmarłego Stefana Melaka.
Władze nie powinny lekceważyć głosu tak wielu Polaków upominających się o swoje
prawa. Dlatego Stowarzyszenie Katyń 2010 będzie z determinacją dążyć do poznania
właściwych przyczyn katastrofy samolotu z polską delegacją. – Wierzymy, że
poznamy prawdę! – podkreśla pan Andrzej Melak.
Mariusz Bober
