Zostałeś z nami!
Do wydarzeń związanych ze śmiercią bliskiej nam osoby zazwyczaj nie lubimy
wracać. Mówi się: czas leczy rany, trzeba zapomnieć i żyć dalej… I chociaż
lubimy przywoływać szczęśliwe chwile, przeglądać stare fotografie tych, których
Bóg postawił na naszej drodze, to już raczej o ich chorobie, umieraniu, śmierci
i pogrzebie wolimy sobie nie przypominać. Zdumiewające jest to, że zupełnie
inaczej jest w przypadku sługi Bożego Jana Pawła II. To właśnie przez pryzmat
tych niezwykłych ostatnich dni papieskiej drogi krzyżowej wspominamy Go, patrzymy
na Jego postać, Jego posługę, Jego nauczanie. Rok temu, gdy Ojciec Święty tracił
mowę i opadał z sił, okazało się, że przemówił do ludzkości najdonioślej. Przemówił
językiem cierpienia, ale też i mężnej wierności Bogu. Ojciec Święty był pełen
ufności w to, że Jego śmierć stanie się pożyteczna dla tej największej sprawy,
której przez lata służył: dla zbawienia ludzi, dla ocalenia rodziny ludzkiej,
dla sprawy Kościoła i dla chwały samego Boga (Testament Jana Pawła II). Wspominając
wydarzenia sprzed roku, które towarzyszyły ostatnim dniom życia i uroczystościom
pogrzebowym Papieża Polaka, widzimy, że tę papieską ufność Bóg obficie nagrodził.
Bardzo szybko zesłał Pocieszyciela, poruszając miliony serc, skłaniając do
refleksji często zagubione w fałszywych ideach współczesne umysły.
Minął rok. Pamięć o Ojcu Świętym nadal jest w nas żywa. Jego autentycznych
gestów, twarzy, uśmiechu, stanowczości nie jest w stanie powtórzyć żaden aktor.
Po roku od przejścia Jana Pawła II do domu Ojca wciąż przemawia do nas papieskie
świadectwo, staramy się wracać – może zbyt mało – do Jego nauczania i według
niego budować swe relacje z Bogiem i ze sobą nawzajem. Co jednak po roku stało
się z owocami działania Ducha Świętego, który jak ten wiatr targający Księgę
na trumnie Jana Pawła II w czasie pogrzebu sprawił, że poczuliśmy się jedną
rodziną, dziećmi jednego Ojca. Co z miłością, także tą najtrudniejszą – nieprzyjaciół?
Co z radością, pokojem i cierpliwością? Co z uprzejmością, dobrocią? Co z wiernością
i łagodnością? Odpowiedź należy do każdego i każdej z nas. Przecież przemiana
świata, przemiana kraju, przemiana rodziny i wszelkich środowisk, w których
żyjemy i pracujemy, rozpoczyna się w sercu człowieka, w konkretnych postawach,
w szczerym nawróceniu, uczciwości i wytrwałości w dążeniu do dobra. Czas na
rachunek sumienia.
Minął rok. Czas przedziwny, bo chociaż Jana Pawła II nie było na ziemi, trudno
znaleźć kogoś, kto mówiłby, że nie odczuwa Jego obecności. Tak już jest ze
świętymi, że ich życie w domu Ojca staje się błogosławieństwem dla tych, których
pozornie opuszczają. Jego życie zatem trwa i nam towarzyszy! Można powiedzieć,
że Papież Polak wysłuchał wołań rodaków w czasie pielgrzymek do Ojczyzny: "Zostań
z nami"… I pozostał.
Minął rok. Od 2 kwietnia 2005 r. wiele w Polsce się wydarzyło. Dużo było dobra.
Zapewne wiele z tego ma swoje źródło w doświadczeniach sprzed roku. Wspomnę
tylko tę wielką narodową solidarność po tragedii w Chorzowie. Nie sposób jej
nie odnieść do tego poczucia wspólnoty, jakie miało miejsce w czasie umierania
Ojca Świętego i Jego pogrzebu. Jednak nie obyło się też bez spraw smutnych.
Po tej tak dramatycznej papieskiej lekcji godnego przeżywania starości, choroby
i śmierci zabolała na przykład ta – podsycana medialnie – agresja i pogarda
dla ludzi w podeszłym wieku, jako tych "gorszych" w społeczeństwie. Ile oni
musieli wysłuchać gorzkich słów o sobie, o swej pobożności, o swym ubiorze,
o swej "błędnej" ocenie rzeczywistości i ogólnie swoim "niedorastaniu" do "poprawnych
elit"… Dziś, kiedy wspomina się wszędzie tak szczerze (jak ufam) Ojca Świętego
i Jego ostatnie dni na ziemi, nie powinno też zabraknąć szczerej refleksji
nad tym, jak ten Papież przeżywał starość i chorobę, jak odnosił się do ludzi
w podeszłym wieku i dotkniętych cierpieniem, do ubogich i tych wszystkich "małych"
w oczach świata.
Minął rok. Pozostały znaki, które w swojej śmierci ofiarował nam Jan Paweł
II. One nadal są dla nas darem i zadaniem. Papież Polak odszedł do domu Ojca
w pierwszą sobotę miesiąca – wskazał na Fatimę, na potrzebę wynagradzania Bogu
za grzechy świata. Odszedł do domu Ojca w wigilię Święta Miłosierdzia
– wskazał na ratunek i chrześcijańską misję w świecie. Odszedł do domu Ojca
przed uroczystością Zwiastowania Pańskiego i Dniem Świętości Życia – podkreślił
potrzebę obrony każdej istoty ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Odszedł
do domu Ojca w Roku Eucharystii – przypomniał, gdzie bije źródło mocnej wiary
i prawego życia. Dziś w "Naszym Dzienniku" ponownie przywołujemy te wielkie
znaki, aby jeszcze raz zastanowić się nad ich znaczeniem. Pytamy też: jak minął
ten rok? Co w nas pozostało? Co się wydarzyło w sferze społeczno-politycznej,
w mediach, w kulturze? Co pozostało z pojednania kibiców sportowych? Zapraszamy
do lektury i refleksji.
Sławomir Jagodziński
