Wspominamy Wielkiego i Mężnego Pasterza
Ksiądz biskup Stanisław Wielgus, ordynariusz płocki:
Równo rok temu przeżywaliśmy trudną do pełnej oceny stratę największego w
historii naszej Ojczyzny Polaka, jednego z największych w historii Kościoła
Papieża. Mimo wielu różnic, jakie dzieliły i dzielą nas, Polaków, w żałobie
po śmierci Jana Pawła II byliśmy nadzwyczajnie zjednoczeni. Oto utraciliśmy
autentycznego Ojca zatroskanego o nasz los i duchowego Przewodnika po pełnych
chaosu ścieżkach współczesnego życia. Odszedł ten, który istotnie wpłynął na
bieg historii naszej Ojczyzny, Europy, a nawet świata. Odszedł ten, który służył
wszystkim ludziom, bez względu na rasę, narodowość i pochodzenie; który swoim
przenikającym mury i wszelkie granice słowem i nieustającą modlitwą walczył
o najważniejsze dla każdego człowieka na świecie wartości: o życie, o chleb,
o pokój i o wolność.
W tych pamiętnych kwietniowych dniach nie popadaliśmy w rozpacz, ponieważ
pamiętaliśmy słowa Ojca Świętego. Jan Paweł II mówił, że życie nasze jest daną
nam szansą na to, by czyniąc dobro na tym świecie i dzieląc się z bliźnimi
miłością, przygotować się na spotkanie twarzą w twarz z naszym Ojcem Niebieskim,
który nas nieodmiennie kocha i który na nas czeka, aby zaprowadzić nas do wiecznego,
niewyobrażalnego szczęścia. Ponieważ pamiętaliśmy o powtarzanych często przez
naszego rodaka słowach, które słyszeliśmy w Ewangelii, że ziarno pszenicy,
aby wydać plon, musi wpierw samo obumrzeć.
Po odejściu przeciętnych ludzi, a nawet tych, którzy szeroko znani byli opinii
publicznej, pamięć blednie szybko i bezpowrotnie. Natomiast w przypadku Jana
Pawła II w miarę upływu dni od Jego śmierci pamięć wielu milionów ludzi rośnie,
a uczucia podziwu i wdzięczności stale się wzmagają. Od wielu miesięcy dziesiątki
tysięcy osób ustawia się codziennie przed Bazyliką Świętego Piotra w Rzymie,
aby przynajmniej przez moment zatrzymać się przy grobie wielkiego Papieża na
krótką modlitwę i oddać Mu hołd.
We współczesnym, pełnym ideowego zamętu świecie, który odrzuca wszelkie autorytety
moralne, który wstrząsany jest aktami terroryzmu i w którym za chwalebny akt
wolności, nieograniczonej żadnymi normami moralnymi, uchodzi każde bluźnierstwo
i deptanie wszystkich przykazań – w tym to świecie Jan Paweł II z niezwykłym
męstwem, przeciwstawiającym się duchowi czasu, kierował do wszystkich mieszkańców
Ziemi swoje orędzie. Prosił ich, by żyli w prawdzie i uczciwości; by zawsze
działali sprawiedliwie; by bronili wolności swojej i innych i by żyli zgodnie
z przykazaniem ewangelicznej miłości.
W epoce najrozmaitszych lęków był pasterzem odważnym. W dobie kompromisów ze
złem i powszechnej chwiejności moralnej był człowiekiem zdecydowanym.
Swoje wielkie męstwo okazywał wtedy, gdy wbrew nihilistycznej – relatywizującej
zło i dobro, odrzucającej grzech i wezwanie do nawrócenia jako ograniczające
ludzką wolność tabu – ideologii poprawności politycznej wzywał ludzkość do
zachowania wiary w Boga w Trójcy Jedynego. Był mężny, gdy w czasie nieustających,
coraz to nowych okrutnych wojen bezwarunkowo bronił pokoju. Był mężny, gdy
w naszej epoce, w której zatracono świadomość faktu, że role matki i ojca są
niezastąpione, bronił pełnej rodziny. Był mężny, gdy w naszych czasach, kiedy
prawodawstwa niektórych, dawniej chrześcijańskich narodów, depcząc prawo naturalne,
zaczęły tworzyć karykaturalne "małżeństwa" homoseksualne, a także wydawać prawa
pozwalające na mordowanie niewinnego życia ludzkiego w tzw. aborcji i eutanazji
– nie przestawał – wbrew ateistycznemu liberalizmowi – wzywać narody do nawrócenia,
do poszanowania życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, do poszanowania
małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety oraz do poszanowania godności każdego
ludzkiego istnienia: białego, czarnego i żółtego; zdrowego i chorego; bogatego
i biednego. Jan Paweł II był mężny, gdy przemawiał do ludzi młodych, tak bardzo
w naszych czasach kuszonych przez złe siły. Nigdy nie uciekał się do pochlebstw
typowych dla wielu mediów i wielu polityków chcących uzyskać uznanie tłumów.
Nigdy nie rozwadniał trudnego przesłania ewangelicznego, aby zyskać popularność.
Nigdy nie banalizował zła. Nigdy nie posługiwał się demagogią, aby wywołać
aplauz. A mimo to młodzi ludzie szli za nim tak tłumnie, jak ongiś szli wielkimi
rzeszami za głoszącym swoją naukę Chrystusem. Szli za nim, chociaż wzywał ich
do ciężkiej pracy nad sobą, do samodyscypliny moralnej i do ofiarnego, pełnego
trudów chrześcijańskiego życia. Szli za nim, ponieważ młodzi ludzie są spragnieni
prawdy i autentyczności. Ponieważ mają dosyć pełnych umizgów i fałszywych,
zaprawionych jadowitą słodyczą obietnic tak zwanych medialnych autorytetów,
obiecujących im życie łatwe i przyjemne. Szli za nim, ponieważ czuli swoim
nieomylnym młodzieńczym instynktem, że On ich naprawdę kocha, że naprawdę mu
na nich zależy, że naprawdę pragnie ich dobra i szczęścia; i że to właśnie
On zna prawdę we współczesnym zatrutym nową ideologią zła świecie.
Jan Paweł II był pasterzem mężnym w najtrudniejszych dla siebie chwilach.
Był mężny, gdy nasłana przez odwiecznego wroga wraża ręka strzelała do niego;
gdy przez całe lata zmagał się z nieopisanym cierpieniem; gdy, będąc już niemal
w agonii, usiłował jeszcze przemawiać do wiernego ludu.
Te nadludzkie siły, tę niezłomną postawę, tę niewzruszoną wiarę, nadzieję i
miłość Jan Paweł II czerpał z modlitwy, ze swojej ustawicznej, niewiarygodnie
gorliwej, robiącej wstrząsające wrażenie na świadkach – rozmowy z Ojcem Niebieskim.
Rok temu żałoba po Janie Pawle II zgromadziła na placu Celebry z roku 1991
i pod katedrą tysiące mieszkańców Płocka. Modliliśmy się, zapalaliśmy znicze
i wspólnie płakaliśmy po niepowetowanej stracie.
Dziś, w pierwszą rocznicę śmierci naszego wielkiego Papieża, znów jesteśmy
razem. Wspominamy Go z uczuciami najgłębszej wdzięczności, oddajemy Mu hołd,
modlimy się o Jego rychłe wyniesienie na ołtarze.
Jednocześnie w naszej świadomości przywołujemy testament, który nam zostawił,
a który streszcza się w Jego pełnym miłości wezwaniu, byśmy na zawsze zachowali
wierność Chrystusowi i Jego przykazaniom; byśmy kierowani miłością ewangeliczną
wychodzili poza krąg naszych prywatnych spraw i okazywali troskę o bliźnich,
których Opatrzność postawiła na drodze naszego życia, zwłaszcza ludzi bezbronnych,
słabych, chorych, ubogich, przeżywających ciężkie momenty; tych wszystkich
ludzi, którzy potrzebują naszej solidarności z nimi i pomocy, na jaką nas stać.
Jan Paweł II był pasterzem mężnym, niezłomnym i bezwzględnie wiernym doktrynie
Kościoła katolickiego. Nie uciekał przed problemami, jakie niesie współczesny
świat. Stawiał im czoło z odwagą męczenników za wiarę. Stawiał wysokie wymagania
przede wszystkim sobie, ale także wszystkim nam. Nieustannie przekonywał nas
o konieczności zachowania w naszym życiu właściwej hierarchii wartości, wśród
których to właśnie wartości duchowe winny być zawsze najważniejsze. Nieustannie
otwierał nas na wieczny horyzont naszego ludzkiego istnienia, niedający się
zamknąć w ciasnych okowach samej tylko materii oraz samych tylko ślepych instynktów
i fizjologii naszych ciał. A jednocześnie Jan Paweł II nigdy nikogo nie potępiał.
Nie potępiał błądzących, inaczej myślących, z wielkim trudem dorastających
do wymogów Ewangelii, która jest źródłem życia wiecznego, ale która w zetknięciu
z ranami grzechu pali sumienie grzesznika oczyszczającym ogniem.
Przez prawie 27 lat Jan Paweł II szedł jak gwiazda betlejemska przed ludzkością
pogrążoną w ciemnościach grzechu i we mgle fałszywych idei. Byliśmy ufni, spokojni
i pełni nadziei, że On wie, jak żyć, że On wskaże narodom, naszej Ojczyźnie
i nam samym właściwą drogę w najtrudniejszej sytuacji.
Od roku brakuje nam Jego fizycznej obecności. Ale tkwi w nas głębokie przekonanie,
że jest z nami w jeszcze doskonalszy niż niegdyś sposób. Jest z nami duchowo.
Wstawia się za swoim umiłowanym Narodem u Ojca Niebieskiego, wypraszając dla
nas opiekę i błogosławieństwo.
Mimo odejścia naszego wielkiego rodaka nie jesteśmy osieroceni. Naszym duchowym
przewodnikiem jest teraz wierny przyjaciel i współpracownik Jana Pawła II,
Ojciec Święty Benedykt XVI. Ustawicznie okazuje on swoją nadzwyczajną miłość
do Polaków, w których głębokiej wierze widzi – co mocno podkreśla – szansę
na religijny renesans Europy Zachodniej pogrążającej się, niestety, w nowym
pogaństwie.
W przyszłym miesiącu Ojciec Święty Benedykt XVI przybywa z pielgrzymką do ojczystej
ziemi swojego wspaniałego Poprzednika, by spotkać się z nami, by skierować
do nas pasterskie słowo, by nawiedzić miejsca, które były tak bardzo bliskie
sercu Jana Pawła II, i by się tam gorąco modlić wraz z nami.
Przygotujmy przez gorącą modlitwę nasze serca na przyjazd obecnego Następcy
św. Piotra. Przyjmijmy go godnie i z miłością na naszej ojczystej ziemi.
Zachowajmy także tę serdeczną więź między nami, Polakami, jaka nawiązała się
po śmierci Jana Pawła II. Niech nie zrywają tej więzi nasze różniące się poglądy
polityczne, ekonomiczne czy społeczne. Mamy prawo się różnić. Także najlepsi
przyjaciele potrafią zachować przyjaźń, mimo że się różnią w wielu sprawach.
Różnijmy się więc, z szacunkiem wzajemnie się wzbogacając. Przestańmy obrzucać
pełnymi nienawiści obelgami tych, którzy mają inną od naszej wizję rozwoju
Polski. Nie ulegajmy ślepej, pełnej pychy i zbytniego przekonania o swojej
doskonałości nienawiści. Spróbujmy odszukać to, co dobre i wartościowe, także
u innych. Mamy tylko jedną Ojczyznę. Kochajmy ją i dbajmy o nią. Swój patriotyzm
okazujmy owocną pracą, wzajemnym poszanowaniem, myśleniem kategoriami dobra
wspólnego i gorącą modlitwą.
Niech przykład największego w naszej historii autorytetu, jakim był Jan Paweł
Wielki, będzie jak plon stokrotny, który wydało wsiane w ziemię ziarno pszenicy.
Amen.
Ksiądz biskup Stanisław Wielgus, ordynariusz płocki:
Równo rok temu przeżywaliśmy trudną do pełnej oceny stratę największego w
historii naszej Ojczyzny Polaka, jednego z największych w historii Kościoła
Papieża. Mimo wielu różnic, jakie dzieliły i dzielą nas, Polaków, w żałobie
po śmierci Jana Pawła II byliśmy nadzwyczajnie zjednoczeni. Oto utraciliśmy
autentycznego Ojca zatroskanego o nasz los i duchowego Przewodnika po pełnych
chaosu ścieżkach współczesnego życia. Odszedł ten, który istotnie wpłynął na
bieg historii naszej Ojczyzny, Europy, a nawet świata. Odszedł ten, który służył
wszystkim ludziom, bez względu na rasę, narodowość i pochodzenie; który swoim
przenikającym mury i wszelkie granice słowem i nieustającą modlitwą walczył
o najważniejsze dla każdego człowieka na świecie wartości: o życie, o chleb,
o pokój i o wolność.
W tych pamiętnych kwietniowych dniach nie popadaliśmy w rozpacz, ponieważ
pamiętaliśmy słowa Ojca Świętego. Jan Paweł II mówił, że życie nasze jest daną
nam szansą na to, by czyniąc dobro na tym świecie i dzieląc się z bliźnimi
miłością, przygotować się na spotkanie twarzą w twarz z naszym Ojcem Niebieskim,
który nas nieodmiennie kocha i który na nas czeka, aby zaprowadzić nas do wiecznego,
niewyobrażalnego szczęścia. Ponieważ pamiętaliśmy o powtarzanych często przez
naszego rodaka słowach, które słyszeliśmy w Ewangelii, że ziarno pszenicy,
aby wydać plon, musi wpierw samo obumrzeć.
Po odejściu przeciętnych ludzi, a nawet tych, którzy szeroko znani byli opinii
publicznej, pamięć blednie szybko i bezpowrotnie. Natomiast w przypadku Jana
Pawła II w miarę upływu dni od Jego śmierci pamięć wielu milionów ludzi rośnie,
a uczucia podziwu i wdzięczności stale się wzmagają. Od wielu miesięcy dziesiątki
tysięcy osób ustawia się codziennie przed Bazyliką Świętego Piotra w Rzymie,
aby przynajmniej przez moment zatrzymać się przy grobie wielkiego Papieża na
krótką modlitwę i oddać Mu hołd.
We współczesnym, pełnym ideowego zamętu świecie, który odrzuca wszelkie autorytety
moralne, który wstrząsany jest aktami terroryzmu i w którym za chwalebny akt
wolności, nieograniczonej żadnymi normami moralnymi, uchodzi każde bluźnierstwo
i deptanie wszystkich przykazań – w tym to świecie Jan Paweł II z niezwykłym
męstwem, przeciwstawiającym się duchowi czasu, kierował do wszystkich mieszkańców
Ziemi swoje orędzie. Prosił ich, by żyli w prawdzie i uczciwości; by zawsze
działali sprawiedliwie; by bronili wolności swojej i innych i by żyli zgodnie
z przykazaniem ewangelicznej miłości.
W epoce najrozmaitszych lęków był pasterzem odważnym. W dobie kompromisów ze
złem i powszechnej chwiejności moralnej był człowiekiem zdecydowanym.
Swoje wielkie męstwo okazywał wtedy, gdy wbrew nihilistycznej – relatywizującej
zło i dobro, odrzucającej grzech i wezwanie do nawrócenia jako ograniczające
ludzką wolność tabu – ideologii poprawności politycznej wzywał ludzkość do
zachowania wiary w Boga w Trójcy Jedynego. Był mężny, gdy w czasie nieustających,
coraz to nowych okrutnych wojen bezwarunkowo bronił pokoju. Był mężny, gdy
w naszej epoce, w której zatracono świadomość faktu, że role matki i ojca są
niezastąpione, bronił pełnej rodziny. Był mężny, gdy w naszych czasach, kiedy
prawodawstwa niektórych, dawniej chrześcijańskich narodów, depcząc prawo naturalne,
zaczęły tworzyć karykaturalne "małżeństwa" homoseksualne, a także wydawać prawa
pozwalające na mordowanie niewinnego życia ludzkiego w tzw. aborcji i eutanazji
– nie przestawał – wbrew ateistycznemu liberalizmowi – wzywać narody do nawrócenia,
do poszanowania życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, do poszanowania
małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety oraz do poszanowania godności każdego
ludzkiego istnienia: białego, czarnego i żółtego; zdrowego i chorego; bogatego
i biednego. Jan Paweł II był mężny, gdy przemawiał do ludzi młodych, tak bardzo
w naszych czasach kuszonych przez złe siły. Nigdy nie uciekał się do pochlebstw
typowych dla wielu mediów i wielu polityków chcących uzyskać uznanie tłumów.
Nigdy nie rozwadniał trudnego przesłania ewangelicznego, aby zyskać popularność.
Nigdy nie banalizował zła. Nigdy nie posługiwał się demagogią, aby wywołać
aplauz. A mimo to młodzi ludzie szli za nim tak tłumnie, jak ongiś szli wielkimi
rzeszami za głoszącym swoją naukę Chrystusem. Szli za nim, chociaż wzywał ich
do ciężkiej pracy nad sobą, do samodyscypliny moralnej i do ofiarnego, pełnego
trudów chrześcijańskiego życia. Szli za nim, ponieważ młodzi ludzie są spragnieni
prawdy i autentyczności. Ponieważ mają dosyć pełnych umizgów i fałszywych,
zaprawionych jadowitą słodyczą obietnic tak zwanych medialnych autorytetów,
obiecujących im życie łatwe i przyjemne. Szli za nim, ponieważ czuli swoim
nieomylnym młodzieńczym instynktem, że On ich naprawdę kocha, że naprawdę mu
na nich zależy, że naprawdę pragnie ich dobra i szczęścia; i że to właśnie
On zna prawdę we współczesnym zatrutym nową ideologią zła świecie.
Jan Paweł II był pasterzem mężnym w najtrudniejszych dla siebie chwilach.
Był mężny, gdy nasłana przez odwiecznego wroga wraża ręka strzelała do niego;
gdy przez całe lata zmagał się z nieopisanym cierpieniem; gdy, będąc już niemal
w agonii, usiłował jeszcze przemawiać do wiernego ludu.
Te nadludzkie siły, tę niezłomną postawę, tę niewzruszoną wiarę, nadzieję i
miłość Jan Paweł II czerpał z modlitwy, ze swojej ustawicznej, niewiarygodnie
gorliwej, robiącej wstrząsające wrażenie na świadkach – rozmowy z Ojcem Niebieskim.
Rok temu żałoba po Janie Pawle II zgromadziła na placu Celebry z roku 1991
i pod katedrą tysiące mieszkańców Płocka. Modliliśmy się, zapalaliśmy znicze
i wspólnie płakaliśmy po niepowetowanej stracie.
Dziś, w pierwszą rocznicę śmierci naszego wielkiego Papieża, znów jesteśmy
razem. Wspominamy Go z uczuciami najgłębszej wdzięczności, oddajemy Mu hołd,
modlimy się o Jego rychłe wyniesienie na ołtarze.
Jednocześnie w naszej świadomości przywołujemy testament, który nam zostawił,
a który streszcza się w Jego pełnym miłości wezwaniu, byśmy na zawsze zachowali
wierność Chrystusowi i Jego przykazaniom; byśmy kierowani miłością ewangeliczną
wychodzili poza krąg naszych prywatnych spraw i okazywali troskę o bliźnich,
których Opatrzność postawiła na drodze naszego życia, zwłaszcza ludzi bezbronnych,
słabych, chorych, ubogich, przeżywających ciężkie momenty; tych wszystkich
ludzi, którzy potrzebują naszej solidarności z nimi i pomocy, na jaką nas stać.
Jan Paweł II był pasterzem mężnym, niezłomnym i bezwzględnie wiernym doktrynie
Kościoła katolickiego. Nie uciekał przed problemami, jakie niesie współczesny
świat. Stawiał im czoło z odwagą męczenników za wiarę. Stawiał wysokie wymagania
przede wszystkim sobie, ale także wszystkim nam. Nieustannie przekonywał nas
o konieczności zachowania w naszym życiu właściwej hierarchii wartości, wśród
których to właśnie wartości duchowe winny być zawsze najważniejsze. Nieustannie
otwierał nas na wieczny horyzont naszego ludzkiego istnienia, niedający się
zamknąć w ciasnych okowach samej tylko materii oraz samych tylko ślepych instynktów
i fizjologii naszych ciał. A jednocześnie Jan Paweł II nigdy nikogo nie potępiał.
Nie potępiał błądzących, inaczej myślących, z wielkim trudem dorastających
do wymogów Ewangelii, która jest źródłem życia wiecznego, ale która w zetknięciu
z ranami grzechu pali sumienie grzesznika oczyszczającym ogniem.
Przez prawie 27 lat Jan Paweł II szedł jak gwiazda betlejemska przed ludzkością
pogrążoną w ciemnościach grzechu i we mgle fałszywych idei. Byliśmy ufni, spokojni
i pełni nadziei, że On wie, jak żyć, że On wskaże narodom, naszej Ojczyźnie
i nam samym właściwą drogę w najtrudniejszej sytuacji.
Od roku brakuje nam Jego fizycznej obecności. Ale tkwi w nas głębokie przekonanie,
że jest z nami w jeszcze doskonalszy niż niegdyś sposób. Jest z nami duchowo.
Wstawia się za swoim umiłowanym Narodem u Ojca Niebieskiego, wypraszając dla
nas opiekę i błogosławieństwo.
Mimo odejścia naszego wielkiego rodaka nie jesteśmy osieroceni. Naszym duchowym
przewodnikiem jest teraz wierny przyjaciel i współpracownik Jana Pawła II,
Ojciec Święty Benedykt XVI. Ustawicznie okazuje on swoją nadzwyczajną miłość
do Polaków, w których głębokiej wierze widzi – co mocno podkreśla – szansę
na religijny renesans Europy Zachodniej pogrążającej się, niestety, w nowym
pogaństwie.
W przyszłym miesiącu Ojciec Święty Benedykt XVI przybywa z pielgrzymką do ojczystej
ziemi swojego wspaniałego Poprzednika, by spotkać się z nami, by skierować
do nas pasterskie słowo, by nawiedzić miejsca, które były tak bardzo bliskie
sercu Jana Pawła II, i by się tam gorąco modlić wraz z nami.
Przygotujmy przez gorącą modlitwę nasze serca na przyjazd obecnego Następcy
św. Piotra. Przyjmijmy go godnie i z miłością na naszej ojczystej ziemi.
Zachowajmy także tę serdeczną więź między nami, Polakami, jaka nawiązała się
po śmierci Jana Pawła II. Niech nie zrywają tej więzi nasze różniące się poglądy
polityczne, ekonomiczne czy społeczne. Mamy prawo się różnić. Także najlepsi
przyjaciele potrafią zachować przyjaźń, mimo że się różnią w wielu sprawach.
Różnijmy się więc, z szacunkiem wzajemnie się wzbogacając. Przestańmy obrzucać
pełnymi nienawiści obelgami tych, którzy mają inną od naszej wizję rozwoju
Polski. Nie ulegajmy ślepej, pełnej pychy i zbytniego przekonania o swojej
doskonałości nienawiści. Spróbujmy odszukać to, co dobre i wartościowe, także
u innych. Mamy tylko jedną Ojczyznę. Kochajmy ją i dbajmy o nią. Swój patriotyzm
okazujmy owocną pracą, wzajemnym poszanowaniem, myśleniem kategoriami dobra
wspólnego i gorącą modlitwą.
Niech przykład największego w naszej historii autorytetu, jakim był Jan Paweł
Wielki, będzie jak plon stokrotny, który wydało wsiane w ziemię ziarno pszenicy.
Amen.
