Zniszczono kwaterę Kaddafiego

W wyniku bombardowania stolicy Libii – Trypolisu, przez siły
międzynarodowej koalicji zniszczone zostało jedno z centrów dowodzenia Muammara
Kaddafiego. Od piątkowej nocy w ramach operacji "Świt Odysei" trwają naloty na
cele zwolenników pułkownika. W atakach biorą udział jednostki z Wielkiej
Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji, Kanady i Włoch.

Jak podkreślają amerykańscy dowódcy, celem obecnej operacji nie jest wszakże sam
Kaddafi, lecz jedynie oddziały wojskowe oraz instalacje obrony przeciwlotniczej.
Stąd też zniszczone zostało jedno z głównych centrów dowodzenia pułkownika Bab
al-Aziziya. Według władz libijskich, w ostatnich nalotach koalicji śmierć
poniosły 64 osoby, głównie cywile, lecz dane te nie są obecnie możliwe do
zweryfikowania. Wczorajszej nocy w Trypolisie niemal bez przerwy słyszalne były
wystrzały artylerii przeciwlotniczej oraz odgłosy bombardowań. Informację o
zniszczeniu kwatery przekazał do mediów anonimowy oficer sił koalicji,
podkreślając, że ten fakt znacząco osłabi zdolności dowódcze i kontrolne
Kaddafiego. Także libijska telewizja opublikowała zdjęcia zniszczonego budynku,
podkreślając jednak, że nie jest to dotkliwy cios dla sił rządowych. Według
zachodnich dziennikarzy, nie wiadomo, gdzie w czasie bombardowań ukrywa się
dyktator.
Przedstawiciele Pentagonu deklarują, że siły międzynarodowe w pełni kontrolują
przestrzeń powietrzną pomiędzy Trypolisem a twierdzą rebeliantów, miastem
Bengazi. W mieście Misrata, do niedawna opanowanym przez antyrządowe siły, a w
ostatnim czasie niemal całkowicie przez zwolenników Kaddafiego, wciąż trwają
ataki na rebeliantów, w tym z użyciem lotnictwa. Pobliska baza wojskowa była już
celem sił koalicyjnych, podczas pierwszej nocy tuż po rozpoczęciu operacji "Świt
Odysei". Wciąż dużym problemem są rozmieszczeni na dachach budynków snajperzy,
którzy strzelają także do cywilów. Szczególnie niepokojąco brzmią informacje na
temat ściągania przez żołnierzy mieszkańców pobliskich miast, by wykorzystywać
ich jako żywe tarcze. Zdaniem Waszyngtonu, oznacza to, że deklaracje władz Libii
o zawieszeniu broni były całkowicie nieprawdziwe lub można określić, że są one
nieustannie łamane. Zdaniem sekretarza obrony Roberta Gatesa, obecnie nie ma
jakichkolwiek planów zakładających wzięcie udziału w operacji na libijskiej
ziemi wojsk piechoty czy udzielenia jakiegokolwiek innego wsparcia ze strony sił
lądowych. Kontynuowane są jedynie operacje lotnicze oraz ostrzał celów
strategicznych prowadzony z okrętów i łodzi podwodnych. Gates jednocześnie
zaznaczył, że pomimo iż Stany Zjednoczone w dalszym ciągu będą brały udział w
tej misji, to jednak nie mają zamiaru pełnić w niej głównej roli. Koalicja cały
czas stara się rozbudowywać swoje siły, które mają zapewnić większą stabilizację
w strefie powietrznej Libii. Państwem, które obecnie jako ostatnie przyłączyło
się do międzynarodowej koalicji, jest Katar, który wysłał swoje cztery samoloty.
Jest to pierwszy kraj arabski, który aktywnie włączył się w działania militarne
przeciwko Kaddafiemu.
Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii William Hague powiedział, że
sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Musa popiera ataki lotnicze na Libię w
ramach międzynarodowej operacji "Świt Odysei", choć niepokoi się o cywilów.
Także władze w Iraku wyraziły poparcie dla interwencji, lecz wpływowy szyicki
duchowny Muktada as-Sadr potępił ją i oświadczył, że Zachód powinien unikać
powodowania ofiar wśród cywilów.
Odnosząc się do informacji o zniszczeniu kwatery Kaddafiego, William Hague
podkreślił, że nie zamierza spekulować na temat tego, czy celem ataków był sam
dyktator. – Nie chcę spekulować o celach, które zależą od okoliczności w danym
momencie. Wszystko zależy od tego, jak zachowają się ludzie – mówił minister.
Jak podsumował, cele te będą zawsze "zgodne z rezolucją ONZ z naciskiem na
ochronę cywilów".

 

Łukasz Sianożęcki

 

********************

   

Bufor dla Saudów

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem Instytutu Sobieskiego w obszarze
polityki międzynarodowej, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Za szlachetnymi oficjalnymi pobudkami działań, jakimi są ochrona ludności
cywilnej i wolności, stoją zazwyczaj realne interesy i rzeczywiste cele. Jakie
są w Pana opinii zamiary poszczególnych państw biorących udział w operacji "Świt
Odysei" w Libii?

– W tym przypadku sprawdza się znane powiedzenie, że jeśli nie wiadomo, o co
chodzi, to chodzi o pieniądze. Od kilku tygodni możemy dość wyraźnie obserwować,
jak kształtuje się "północno-afrykański kocioł" z akcentami w Zatoce Perskiej.
Mam tu na myśli Bahrajn oraz bardzo bliskie sąsiedztwo tego kraju z Arabią
Saudyjską, która także zaczyna odczuwać skutki rewolucji w tej części świata.
Mamy więc do czynienia z procesem pewnego, odważnego i głośnego buntu wśród
ludności, który w efekcie może przewrócić do góry nogami dotychczasowy porządek.
Ład ten gwarantował pewną przewidywalność, a przede wszystkim stabilność na
rynkach ropy i gazu. Tak więc cel główny, jaki przyświeca tym wszystkim
działaniom, to – co należy jasno podkreślić – ropa i jeszcze raz ropa. Rzecz się
rozbija o to czarne złoto.

Ale atakując Libię, społeczność międzynarodowa komplikuje sobie życie w tej
kwestii. Łatwiej było współpracować z przewidywalnym dyktatorem, niż – włączając
się do wojny – czekać na unormowanie się sytuacji po jej zakończeniu…

– Mamy dziś do czynienia z efektem domina. Zadziałał on bardzo szybko, gdyż
lawina w krajach takich jak Maroko, Tunezja, Egipt, Libia czy Bahrajn poszła już
dziś bardzo daleko i spowodowała ogromne zmiany, a spowoduje jeszcze większe. Na
chwilę obecną nie ma więc już sensu bronić tego starego systemu, ale należy
sobie odpowiedzieć na pytanie: Co będzie po wszystkim? Kto będzie w stanie
przejąć władzę w tych państwach i zagwarantować stabilizację w regionie?
Pamiętajmy o tym, że w systemach, gdzie mamy do czynienia z dyktaturą czy
monarchią na wzór Arabii Saudyjskiej, opartej na systemie rodowym, nie ma
stabilnej opozycji. Nie ma grupy społecznej przygotowanej do rządzenia. Przykład
Iraku jasno nam pokazuje, że obalenie dyktatora nie rozwiąże problemów danego
państwa. W tych krajach także bardzo mocno jest utrudniony rozwój tzw.
społeczeństwa obywatelskiego. Głównym zagrożeniem, jakie wskazywałbym w tej
części świata, jest właśnie brak wspomnianego społeczeństwa obywatelskiego.
Czyli brak grup, które mogą świadomie przejąć władzę i zagwarantować
stabilizację, już nie tylko dla dobra kraju czy regionu, ale całego świata.

Nierównowaga tam panująca może więc jeszcze potrwać jakiś czas…
– Dokładnie. Tym bardziej że Liga Arabska mówiła jednoznacznie, iż zgadza się na
zamknięcie nieba nad Libią, nie zaś na naloty. A fakt, że państwa NATO nie są w
sposób jednoznaczny zgodne co do słuszności pewnych działań, pokazuje, że
pierwszy raz od dłuższego czasu balansujemy na pograniczu prawdziwej wojny. I
już nie jedynie regionalnej, ale wojny światowej. Bardziej precyzyjnie mam tu na
myśli możliwość wojny dwóch kultur, czyli chrześcijańskiej i muzułmańskiej. W
tym całym piekle, jakie rozpętało się na terytorium Afryki Północnej, wystarczy
rzucone przez nieodpowiedzialnego watażkę hasło: "Chrześcijanie znowu nas
atakują!". I mamy powtórkę ze średniowiecza. Jest to bardzo poważne i bardzo
realne zagrożenie.

Operacja w Libii może jakoś temu zagrożeniu zapobiec?
– Interwencja USA, Francji i Wielkiej Brytanii ma w moim przekonaniu, na obecną
chwilę, stworzyć bufor, który uchroni przed tą lawiną przemian społecznych
Arabię Saudyjską. I to jest – moim zdaniem – cel główny, nie zaś deklarowane
obalenie Kaddafiego. Chodzi o zapewnienie spokoju dynastii Saudów i pewną
stabilizację w Zatoce Perskiej w celu ochrony interesów zachodnich mocarstw,
które w tym kraju są – jak powszechnie wiadomo – gigantyczne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj